09.10.2023, 18:54 ✶
Nie zdążyła się ucieszyć, że jej zaklęcie podziałało. Bo ani Erik, ani Avelina jej nie posłuchali i się nie teleportowali, a w takim wypadku, oczywiście, Brenna też tego nie zrobiła – może w myśl zasady, że raźniej będzie razem umierać.
Traktorem wstrząsnęło, ale siła uderzenia nie była na tyle duża, aby ich zabić, a traktor pojechał dalej, już nieco wolniej…
– Sama wyskakuj! A ty się teleportuj! – zażądała Brenna, bo pewnie, że by się teleportowała, ale przecież nie zostawiłaby tutaj Aveliny, prawda? Zamiast tego, kiedy Paxton rozpaczliwie próbowała manewrować między drzewami, Brenna próbowała rzucić kolejne czary – tym razem starając się spowolnić ten cholerny pojazd, bo zwyczajnie wciąż nie wpadła na to, że dzieciak czaruje.
Tyle dobrego, że do takich zaklęć musiał utrzymać kontakt wzrokowy i chyba zaczął go tracić, bo traktor nie poruszał się już z tak morderczą prędkością…
Gdy uderzyli o drzewo, tym razem już z mniejszą prędkością, Brenna rąbnęła ramieniem o drzwi i syknęła z bólu, ale zdołała utrzymać różdżkę. Miała nadzieję, że rana przypadkiem nie otworzy się znowu, bo matka wtedy nie wypuściłaby jej szybko z domu.
– Jasny szlag – powiedziała, trochę tym wszystkim wstrząśnięta. Chyba bardziej niż wampirzycami w grobowcach, nieumarłymi w mauzoleach czy trollami w górach. Bo zwyczajnie nie spodziewała się, że niebezpieczeństwo może czyhać w takim miejscu, jak to. Rzuciła szybkie spojrzenie na Erika i Paxton, ale wyglądało na to, że oboje są cali i zdrowi. – Nic mi nie jest. To by dopiero było, przeżyć Beltane, żeby umrzeć tutaj… Wychodźcie, błagam. Teraz – stwierdziła, popychając drzwi od swojej strony. Nie chciała ryzykować, że ta diabelska maszyna zaraz znowu ruszy albo stanie w ogniu. Złapała za rękę brata, gotowa wyciągać go na zewnątrz choćby przemocą, na wypadek, gdyby uznał, że jednak siedzenie w środku to jego nowe, życiowe powołanie. – Ave, wychodź, proszę – rzuciła jeszcze, gramoląc się na trawę. Co tu się stało? To zamierzała spróbować ustalić, kiedy będzie już pewna, że traktor nigdzie ich nie porwie.
Traktorem wstrząsnęło, ale siła uderzenia nie była na tyle duża, aby ich zabić, a traktor pojechał dalej, już nieco wolniej…
– Sama wyskakuj! A ty się teleportuj! – zażądała Brenna, bo pewnie, że by się teleportowała, ale przecież nie zostawiłaby tutaj Aveliny, prawda? Zamiast tego, kiedy Paxton rozpaczliwie próbowała manewrować między drzewami, Brenna próbowała rzucić kolejne czary – tym razem starając się spowolnić ten cholerny pojazd, bo zwyczajnie wciąż nie wpadła na to, że dzieciak czaruje.
Tyle dobrego, że do takich zaklęć musiał utrzymać kontakt wzrokowy i chyba zaczął go tracić, bo traktor nie poruszał się już z tak morderczą prędkością…
Gdy uderzyli o drzewo, tym razem już z mniejszą prędkością, Brenna rąbnęła ramieniem o drzwi i syknęła z bólu, ale zdołała utrzymać różdżkę. Miała nadzieję, że rana przypadkiem nie otworzy się znowu, bo matka wtedy nie wypuściłaby jej szybko z domu.
– Jasny szlag – powiedziała, trochę tym wszystkim wstrząśnięta. Chyba bardziej niż wampirzycami w grobowcach, nieumarłymi w mauzoleach czy trollami w górach. Bo zwyczajnie nie spodziewała się, że niebezpieczeństwo może czyhać w takim miejscu, jak to. Rzuciła szybkie spojrzenie na Erika i Paxton, ale wyglądało na to, że oboje są cali i zdrowi. – Nic mi nie jest. To by dopiero było, przeżyć Beltane, żeby umrzeć tutaj… Wychodźcie, błagam. Teraz – stwierdziła, popychając drzwi od swojej strony. Nie chciała ryzykować, że ta diabelska maszyna zaraz znowu ruszy albo stanie w ogniu. Złapała za rękę brata, gotowa wyciągać go na zewnątrz choćby przemocą, na wypadek, gdyby uznał, że jednak siedzenie w środku to jego nowe, życiowe powołanie. – Ave, wychodź, proszę – rzuciła jeszcze, gramoląc się na trawę. Co tu się stało? To zamierzała spróbować ustalić, kiedy będzie już pewna, że traktor nigdzie ich nie porwie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.