10.10.2023, 03:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2023, 03:47 przez Atreus Bulstrode.)
Chciałby być tak samo punktualny w każdej swerze swojego życia jak przy spotkaniach z Cynthią. Tu w sumie nie chodziło nawet o to, że jakoś wybitnie mu na dotrzymaniu terminów zależało, albo że chciał jej w tym w jakiś sposób zaimponować, ale w jakiś sposób uważał, że ona nie zasługiwała na tego typu drobne zawody jak czekanie na spóźnialskich gości.
Z drugiej strony, ta konkretna sprawa była akurat tą zaliczającą się do kategorii niecierpiących zwłoki. Coś podskórnie ponaglało go do zjawienia się na jej progu, nawet jeśli dwa dni wcześniej to Florence poddawała go swoim oględzinom.
- Jeśli kiedyś będziesz musiała na mnie czekać, to znaczy że dokonałem żywota - uśmiechnął się lekko, słysząc w jej głosie pochlebstwo. Kiwnął jej głową odruchowo, kiedy cofnęła się, zapraszającym gestem wpuszczając go do środka, a on zagłębił się tym samym w przedpokoju. Spojrzenie błękitnych oczu przemknęło po chłodnym wnętrzu, zielonych tapetach, aż w końcu na moment zatrzymało się na samotnym krajobrazie, wiszącym na jednej ze ścian. - Kawy, jeśli to nie problem - odparł, czekając aż zamknie za nim drzwi, a potem poprowadzi go w głąb rezydencji.
Ciekawskie spojrzenie rozejrzało się po salonie. Obszerne pomieszczenie trochę przypominało mu wnętrze rodzinnej kamienicy, ale czasem odnosił wrażenie, że wszystkie posiadłości rodów znajdujące się przy Alei Horyzontalnej wyglądały tak samo. Różniły się może takimi detalami jak tapety czy wiszące na ścianach obrazy, ale w gruncie rzeczy mało było w nich oryginalności.
- Jakbym wstał z grobu - uśmiechnął się krzywo, ni to żartując, ni to mówiąc prawdę. Bo jak niby miał się czuć? Przenikał go chłód, którego nie mógł się pozbyć. Promieniował gdzie z wewnątrz, ale mimo tego żył i to dosłownie ledwo do tego stanu wróciwszy. Musieli przecież wyciągać go siłą, za pomocą seansu. - Przepraszam, że nie znalazłem dla Ciebie czasu podczas święta - rzucił, pijąc do ich rozmowy jeszcze przed Beltane. - I zanim zaczęło się najgorsze mieliśmy trochę na głowie, ale mam nadzieję że do pewnego momentu bawiłaś się dobrze. Ktoś może wykazał się na tyle, by wrzucić twój wianek na szczyt pala? - posłał jej zaciekawiony uśmiech, kiedy usadowił się na kanapie, zaraz spoglądając na rozłożone na stoliku dwie patery z jedzeniem. Nie sięgnął jednak jeszcze po nic, na moment tylko jeszcze zerkając na wcześniej zamkniętą przez nią książkę, zanim znowu utkwił spojrzenie w niej samej.
Z drugiej strony, ta konkretna sprawa była akurat tą zaliczającą się do kategorii niecierpiących zwłoki. Coś podskórnie ponaglało go do zjawienia się na jej progu, nawet jeśli dwa dni wcześniej to Florence poddawała go swoim oględzinom.
- Jeśli kiedyś będziesz musiała na mnie czekać, to znaczy że dokonałem żywota - uśmiechnął się lekko, słysząc w jej głosie pochlebstwo. Kiwnął jej głową odruchowo, kiedy cofnęła się, zapraszającym gestem wpuszczając go do środka, a on zagłębił się tym samym w przedpokoju. Spojrzenie błękitnych oczu przemknęło po chłodnym wnętrzu, zielonych tapetach, aż w końcu na moment zatrzymało się na samotnym krajobrazie, wiszącym na jednej ze ścian. - Kawy, jeśli to nie problem - odparł, czekając aż zamknie za nim drzwi, a potem poprowadzi go w głąb rezydencji.
Ciekawskie spojrzenie rozejrzało się po salonie. Obszerne pomieszczenie trochę przypominało mu wnętrze rodzinnej kamienicy, ale czasem odnosił wrażenie, że wszystkie posiadłości rodów znajdujące się przy Alei Horyzontalnej wyglądały tak samo. Różniły się może takimi detalami jak tapety czy wiszące na ścianach obrazy, ale w gruncie rzeczy mało było w nich oryginalności.
- Jakbym wstał z grobu - uśmiechnął się krzywo, ni to żartując, ni to mówiąc prawdę. Bo jak niby miał się czuć? Przenikał go chłód, którego nie mógł się pozbyć. Promieniował gdzie z wewnątrz, ale mimo tego żył i to dosłownie ledwo do tego stanu wróciwszy. Musieli przecież wyciągać go siłą, za pomocą seansu. - Przepraszam, że nie znalazłem dla Ciebie czasu podczas święta - rzucił, pijąc do ich rozmowy jeszcze przed Beltane. - I zanim zaczęło się najgorsze mieliśmy trochę na głowie, ale mam nadzieję że do pewnego momentu bawiłaś się dobrze. Ktoś może wykazał się na tyle, by wrzucić twój wianek na szczyt pala? - posłał jej zaciekawiony uśmiech, kiedy usadowił się na kanapie, zaraz spoglądając na rozłożone na stoliku dwie patery z jedzeniem. Nie sięgnął jednak jeszcze po nic, na moment tylko jeszcze zerkając na wcześniej zamkniętą przez nią książkę, zanim znowu utkwił spojrzenie w niej samej.