10.10.2023, 07:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2023, 07:45 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie była wyspana, ale ostatnimi czasy niewyspanie stało się czymś naturalnym dla wielu pracowników Departamentu. Pokłosie Beltane, potwory w Dolinie, a do tego takie "przeciętne zgłoszenia", jak próby morderstw, stare ciała, tworzenie halucynogennych kadzideł, skutecznie zajmowały czas pracy i ten czas po pracy także.
Poza tym była sama sobie winna. Nie miała prawa narzekać.
Mniej więcej w okolicach trzeciej kawy wróciła do życia. Jej biurko zaścielały szkice i informacje dotyczące mordercy ze snów (chwilowo nakryły raport o Claudii Fray oraz te o widmach), a ona właśnie komponowała kolejne już zgłoszenie do Harper, na podstawie informacji przekazanych przez Borgina. (Nawet on, co przyznała niechętnie, raz w życiu się do czegoś przydał. Nie to, że sądziła, że to się powtórzy.) Była tym na tyle zajęta, że zauważyła pojawienie aurora dopiero, gdy ten się już zbliżył - może dobrze, inaczej głęboko uwarunkowany odruch mógłby sprawić, że zrobiłaby to samo, co w ostatnich dniach, czyli zwiała, zanim zdążyłby ją zobaczyć, już w chwili, gdy odwracał się do Borgina. (Co swoją drogą było dość zabawne: dwa dni temu napisał Stanleyowi, że ma ją trzymać z dala od niego, a teraz na jego oczach wyciągał ją z Biura.) A przecież obiecała nie zachowywać się już pod tym względem jak dziesięciolatka.
- Hm? A tak, jasne. Mam nadzieję tylko, że nie chodzi o żadne kajdanki - powiedziała, unosząc na niego wzrok. Nie było mowy, żeby odmówiła, bo zwyczajnie takich przysług odmawiać nie potrafiła, jeśli chodziło o pracę, przypadek musiał być poważny, skoro auror inny niż Patrick ją zgarniał, poza tym tak jakby - było jej wciąż trochę głupio, że przez nią spędził noc na Nokturnie, zamiast we własnym łóżku. - Sekunda - poprosiła, zwijając list i posyłając go za pomocą różdżki tam, gdzie jej wiadomości fruwały bardzo często, czyli do Biura Aurorów. Tym razem do Harper. Upiła jeszcze ostatni łyk kawy I podniosła się zza biurka. Nie pytała na razie o szczegóły sprawy, bo zakładała, że o nie lepiej dopytać, gdy wokół nie będzie połowy Brygady Uderzeniowej.
Poza tym była sama sobie winna. Nie miała prawa narzekać.
Mniej więcej w okolicach trzeciej kawy wróciła do życia. Jej biurko zaścielały szkice i informacje dotyczące mordercy ze snów (chwilowo nakryły raport o Claudii Fray oraz te o widmach), a ona właśnie komponowała kolejne już zgłoszenie do Harper, na podstawie informacji przekazanych przez Borgina. (Nawet on, co przyznała niechętnie, raz w życiu się do czegoś przydał. Nie to, że sądziła, że to się powtórzy.) Była tym na tyle zajęta, że zauważyła pojawienie aurora dopiero, gdy ten się już zbliżył - może dobrze, inaczej głęboko uwarunkowany odruch mógłby sprawić, że zrobiłaby to samo, co w ostatnich dniach, czyli zwiała, zanim zdążyłby ją zobaczyć, już w chwili, gdy odwracał się do Borgina. (Co swoją drogą było dość zabawne: dwa dni temu napisał Stanleyowi, że ma ją trzymać z dala od niego, a teraz na jego oczach wyciągał ją z Biura.) A przecież obiecała nie zachowywać się już pod tym względem jak dziesięciolatka.
- Hm? A tak, jasne. Mam nadzieję tylko, że nie chodzi o żadne kajdanki - powiedziała, unosząc na niego wzrok. Nie było mowy, żeby odmówiła, bo zwyczajnie takich przysług odmawiać nie potrafiła, jeśli chodziło o pracę, przypadek musiał być poważny, skoro auror inny niż Patrick ją zgarniał, poza tym tak jakby - było jej wciąż trochę głupio, że przez nią spędził noc na Nokturnie, zamiast we własnym łóżku. - Sekunda - poprosiła, zwijając list i posyłając go za pomocą różdżki tam, gdzie jej wiadomości fruwały bardzo często, czyli do Biura Aurorów. Tym razem do Harper. Upiła jeszcze ostatni łyk kawy I podniosła się zza biurka. Nie pytała na razie o szczegóły sprawy, bo zakładała, że o nie lepiej dopytać, gdy wokół nie będzie połowy Brygady Uderzeniowej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.