10.10.2023, 10:03 ✶
Allan Bigsby
Bijące od Bigsby'ego rozczarowanie, nie wydawało się być wywołane niesmacznym żartem. Mężczyzna utonął na moment gdzieś w innym świecie, oczy wpatrzone niby w ogień, w rzeczywistości wpatrywały się w jakieś miejsce poza nim. Wszystko działo się w głowie. Zamyślenie, w jakie wpadł, uniemożliwiło mu zareagowanie na powitanie Laurenta z należytym dorosłym ludziom obyciem. W pierwszej chwili zdawało się, że nie odpowie wcale - jakby w ogóle tego „dobry wieczór” nie usłyszał. Potem lekko podskoczył na siedzisku, jakby obecność czarodzieja go wystraszyła. Zrobił minę godną dziecka próbującego wyliczyć w głowie wynik zadania podanego mu przy tablicy i...
- A jest wieczór? Dobrej nie-nie-wiem-do-końca-jakiej pory dnia... Wybaczy pan, straciłem rachubę jakoś na początku miesiąca.
Bigsby pogładził palcami pokaźny wąsik, który zakręcił za pomocą jakiegoś specyfiku, prawdopodobnie mugolskiego odpowiednika Ulizanny, następnie widząc wyciągniętą dłoń Laurenta, pośpiesznie podał mu swoją.
- Allan Bigsby. Pan mi nazwiska nie przedstawił - i ten nie czuł się tym w żaden sposób urażony - ja swoje przedstawiam, bo nikt, nawet własna matka, do mnie Allan nie mówi. I gdzieżby - machnął tą ręką, co mu przed chwilą podał. - Usiadłem sam, bo chciałem trochę poubolewać nad tym, że to już koniec, a dzisiaj rano przeszukali mój dom i zabrali wszystkie dzienniki, w których znajdowały się moje wiersze... Nadziei już nie mam, że cokolwiek mi po tym wszystkim zostanie poza pustką w głowie, ale... Ileż się można nad sobą użalać...
Nie wyglądało na to, aby miał stać się mniej wylewny...
Tia Lewis i Lillian Mills
Tia Lewis zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się zawadiacko, kiedy zauważyła, że swoim buńczucznym żartem rozbawiła dwie, śliczne dziewczyny. Obie, to znaczy ona i Lillian, postanowiły porzucić użalającego się nad sobą Allana i zbliżyć się do stołu. Tia szła pierwsza, z obu kobiet wyglądała na ogólnie pewniejszą siebie - upięte blond włosy już dawno się roztrzepały, sukienkę poplamiła winem (to była mała plama nad kolanem, ale była) dwie minuty po wyjściu z domu i miała dosyć szeroką przerwę pomiędzy jedynkami, ale szła przed siebie tak dumnie, z tak wysoko uniesionym podbródkiem, jak gdyby trawa Doliny Godryka stała się na moment wybiegiem na pokazie mody. Lillian była ruda, piegowata i cichutka, tak ciuchutka, że kiedy jej koleżanka... kochanka... (kim one dla siebie były?) no kiedy Tia powiedziała wesoło:
- Cześć, ślicznotko - skierowane bezpośrednio do Guinevere, tonem wskazującym na bezpośredni flirt, Lillian stojąc z krok za nią, uniosła w górę trzęsącą się rękę i pomachała nią, zupełnie jakby nie znajdowała się tuż obok i nie mogła powiedzieć „witajcie” na głos.
- Nie mam zielonego, różowego, ani czerrrwonego pojęcia czym jest shoarma, ale jeżeli to ma coś wspólnego z tobą, to pewnie musimy tego spróbować, zanim wymażą nam pamięć. Może ten smak przebije się przez zaklęcie.
- Oni coś mówili o hipnozie... - Szepnęła Mills.
- ŻARTUJESZ? I co, usuną nam pamięć, machając wahadełkiem...?
W waszych oczach doszukiwała się jakiejkolwiek reakcji...
Palmerowie
Ray Palmer spojrzał na Ururu z ukosa, marszcząc przy tym garbaty nos. Odpowiedź wypłynęła z jego ust po upływie kilku długich sekund.
- Mugol, w sensie ktoś, kto nie czaruje? - Zapytał, ujawniając się od razu w tym, że po pierwsze: tak, był mugolem, bo nie znał charakterystycznego dla Wielkiej Brytanii nazewnictwa niemagów, po drugie: raczej nie spędził z czarodziejami zbyt wiele czasu, bo gdyby to zrobił, to by to słowo poznał bardzo szybko. Nie zdołał jednak odpowiedzieć twierdząco, bo jego córka niemal wyrwała się z uścisku ręki, kiedy zaczęła na widok Marqueza podskakiwać.
- Tak, tak, jestesmy mugholami - pisnęła, podzielając jego ekscytację.
- Ray...
Mina jej ojca nie wyrażała niechęci, ale z pewnością dało się dostrzec w niej sporo zagubienia. Ray Palmer był jednym z tych niemagów, którzy na perspektywę utracenia pamięci spoglądali z utęsknieniem, jakby doszukiwali się w tym bezpieczeństwa.
- Nauszysz mnie czalować?
Oczyszczenie
Nie poczuliście tego nagle, ale to było zauważalne - fala zmiany nastroju, która przeobraziła jedną z nich drugą, opadała na wasze dusze niczym delikatna, wiosenna mżawka. Cokolwiek się tutaj działo, miało wpływ na wasz nastrój.
Tura trwa do 13.10. (Z zaznaczeniem, że 13.10 po uczelni zacznę pisać post MG, a nie dopiero następnego dnia. Czyli tura trwa do 13.10 około godziny 19-20.)