10.10.2023, 10:26 ✶
- A nad Anglią czasem świeci słońce, pewnie z podobną częstotliwością… mam na myśli to bez księżyców – odparła Brenna do Guinevere, z przyjaznym uśmiechem, jeszcze nim ta ruszyła bliżej parki mugoli, a potem odprowadziła spojrzeniem, Laurenta, ruszającego ku mugolom. – Zaproponowałabym, że mogę kiedyś oprowadzić po Dolinie Godryka, ale teraz dzieją się tu takie rzeczy, że…
Nawet nie dokończyła, chociaż Brennie bardzo rzadko brakowało słów. Zamiast tego machnęła ręką gdzieś w stronę nieba. Ku słońcu i księżycowi, płonącymi razem w górze.
– Tak – powiedziała do Hjalmara, i chyba trochę jej ulżyło, że to nienaturalne uczucie wciskało się nie tylko do jej głowy. Ale i trochę niepokoiła się, co tu się działo… i co mogło dotknąć wszystkich w pobliżu. Gdyby nie ściskała dłoni Nory, chyba sięgnęłaby znowu ku kieszeni z różdżką, ot tak na wszelki wypadek. Bo nie, niestety, nie umiała wyjaśnić, co tutaj się działo, wbrew temu, w co wierzył Hjalmar, była encyklopedią głównie, kiedy chodziło o mugolskie powieści… – Jasne, chętnie kiedyś wpadnę. Chociaż zacznę od przegonienia pańskiego syna po starożytnych ruinach, skoro brak mu Kniei, te mogą się spodobać – odparła Dagurowi, a potem przeniosła spojrzenie na Norę.
– Na pewno się nie rozczarują – zapewniła miękko, skoro wszyscy ruszyli bliżej stołów, też się tam powoli przemieszczając, i ciągnąc oczywiście pannę Figg ze sobą. Zawahała się, kiedy ta wyraziła chęć poznania sąsiadów…
…ale znów nadeszło jakieś przedziwne uczucie, które jakby przez moment oczyszczało z tego całego poczucia wstydu, lęku i niepewności. Chociaż jednocześnie... jednocześnie Brenna miała trochę ochotę stąd uciekać.
Bo co jeżeli ich nastroju znowu gwałtownie się zmieni?
Tyle że w takim wypadku tym bardziej powinna tutaj zostać. Przecież nie mogła umknąć, kiedy mogły pojawić się kłopoty.
– Jasne – odparła więc w końcu, rozglądając się. – Cześć, Connor! Blair! Macie ochotę na coś dobrego? – zawołała. Dlaczego wybrała ich? Cóż… Connor Fisher mieszkał tu całe życie, więc oczywiście, że go znała. A skoro był charłakiem, to… jutro prawdopodobnie nikt nie będzie wymazywał mu pamięci. A Brenna po prostu czuła się niekomfortowo na myśl o wydzieraniu ludziom z pamięci tak dużego kawałka życia – co innego zmodyfikować parę chwil, a co innego… odebrać im tak wiele. Jakoś łatwiej było się jej zwrócić do nich. Zastanawiała się, czy wyglądają na tak zmartwionych z powodu tego, co się tutaj wyprawiało.
Nawet nie dokończyła, chociaż Brennie bardzo rzadko brakowało słów. Zamiast tego machnęła ręką gdzieś w stronę nieba. Ku słońcu i księżycowi, płonącymi razem w górze.
– Tak – powiedziała do Hjalmara, i chyba trochę jej ulżyło, że to nienaturalne uczucie wciskało się nie tylko do jej głowy. Ale i trochę niepokoiła się, co tu się działo… i co mogło dotknąć wszystkich w pobliżu. Gdyby nie ściskała dłoni Nory, chyba sięgnęłaby znowu ku kieszeni z różdżką, ot tak na wszelki wypadek. Bo nie, niestety, nie umiała wyjaśnić, co tutaj się działo, wbrew temu, w co wierzył Hjalmar, była encyklopedią głównie, kiedy chodziło o mugolskie powieści… – Jasne, chętnie kiedyś wpadnę. Chociaż zacznę od przegonienia pańskiego syna po starożytnych ruinach, skoro brak mu Kniei, te mogą się spodobać – odparła Dagurowi, a potem przeniosła spojrzenie na Norę.
– Na pewno się nie rozczarują – zapewniła miękko, skoro wszyscy ruszyli bliżej stołów, też się tam powoli przemieszczając, i ciągnąc oczywiście pannę Figg ze sobą. Zawahała się, kiedy ta wyraziła chęć poznania sąsiadów…
…ale znów nadeszło jakieś przedziwne uczucie, które jakby przez moment oczyszczało z tego całego poczucia wstydu, lęku i niepewności. Chociaż jednocześnie... jednocześnie Brenna miała trochę ochotę stąd uciekać.
Bo co jeżeli ich nastroju znowu gwałtownie się zmieni?
Tyle że w takim wypadku tym bardziej powinna tutaj zostać. Przecież nie mogła umknąć, kiedy mogły pojawić się kłopoty.
– Jasne – odparła więc w końcu, rozglądając się. – Cześć, Connor! Blair! Macie ochotę na coś dobrego? – zawołała. Dlaczego wybrała ich? Cóż… Connor Fisher mieszkał tu całe życie, więc oczywiście, że go znała. A skoro był charłakiem, to… jutro prawdopodobnie nikt nie będzie wymazywał mu pamięci. A Brenna po prostu czuła się niekomfortowo na myśl o wydzieraniu ludziom z pamięci tak dużego kawałka życia – co innego zmodyfikować parę chwil, a co innego… odebrać im tak wiele. Jakoś łatwiej było się jej zwrócić do nich. Zastanawiała się, czy wyglądają na tak zmartwionych z powodu tego, co się tutaj wyprawiało.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.