— Przestań, na pewno nam się uda to zatrzy...
Nie zdołał nawet dokończyć, bo wtedy zatrzymali się na drzewie. Przed tym zderzeniem nie zdołało ich ochronić żadne zaklęcie. Erik przechylił się do przodu, uderzając głową o deskę rozdzielczą traktora. Wydał z siebie zbolały jęk, a na środku czoła pojawiło się zaczerwienie. Ale będzie z tego guz...
Jasny szlag? Jeszcze jak, pomyślał Erik. Podobnie jak siostra nie spodziewał się, że na mugolskiej wsi może im grozić jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Owszem, brał pod uwagę to, że mogą natknąć się na coś z czymś nie byli zaznajomieni, ale w najśmielszych snach nie podejrzewałby, że porwie ich traktor.
Eh, najwyraźniej oprócz Brenny także i Erik słabo uważał podczas spotkań służbowych na których obecny był Alastor. W końcu jego firmowe hasło brzmiało „Stała czujność”. Bez względu na to, czy człowiek był we własnym domu, w urzędzie, sklepie czy w parku, zawsze powinien być podejrzliwi. Tutaj ich ciekawość zwyciężyła i zapłacili za to.
— Idę, idę!
Pozwolił Brennie wyprowadzić się na zewnątrz, jednak co rusz oglądał się w stronę traktora, co by upewnić się, że Avelina również zdołała opuścić pojazd. Odsunął się na kilka metrów od maszyny.
— To chyba nie powinno tak działać, prawda? — Rozmasował sobie czoło. — To już tak było, czy my coś zepsuliśmy?
Czy ich pochodzenie mogło mieć z tym coś wspólnego? Wprawdzie po niemagicznym Londynie pośród tych wszystkich mugolskich sprzętów potrafili normalnie funkcjonować, jednak... Kto wie? Beltane przyniosło ze sobą tyle zmian, że może wpłynęło też na to, jak czarodzieje reagowali na takie „cuda”? Spojrzał nieufnie na traktor, spodziewając się, że ten zaraz się wycofa i spróbuje ich rozjechać.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞