• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia

[28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
10.10.2023, 18:27  ✶  
Odwróciła głowę dość gwałtownie, słysząc Borgina. Powstrzymała odruch sięgnięcia po różdżkę – gdyby planował rzucać w nią zaklęciami, przecież by do niej nie wołać.
– Tak, w jak najlepszym. Nic się nie dzieje, mam tutaj sprawę dla ministerialnych spirytystów – rzuciła po prostu, po czym skierowała spojrzenie z powrotem na dzieciaka, zakładając, że Anthony ruszy dalej w swoich sprawach… chociaż gdy tego nie zrobił, nijak nie skomentowała. Nie była na tyle głupia, aby wyskakiwać na Borginów z pluciem jadem i pięściami, gdy nie dawali jej ku temu powodów. Uwagę zwyczajnie skoncentrowała na duchu. – Skarbie, czy pamiętasz, jak się tutaj znalazłaś? – spytała łagodnie, pochylając się nieco ku dziewczynce. W tej chwili priorytetem było dla niej ustalenie, czy mała w ogóle wiedziała, czy umarła.
Dziecko nie odpowiedziało.
Zamiast tego odpaliło zapałkę. Ta płonęła błękitnym, nie dającym prawdziwego ciepła ogniem, a kiedy Brenna w nią spojrzała, poczuła gwałtowny ból głowy. Chociaż nawykła do bólu, wrażenie było tak nagłe i niespodziewane – jakby ktoś wbił w nią szpilki gdzieś od środka – że syknęła cicho, odruchowo sięgając dłonią ku skroni.
I wtedy świat się zamazał. Otoczyły ich ciemność i mgła. Dziecko znikło – znikła też alejka, w której oboje ledwo co klęczeli przed martwą dziewczynką. Brenna poderwała się gwałtownie, wydobywając różdżkę.
– Jasny szlag – syknęła, rozglądając się, dłonią zahaczyła o jakąś wazę i…
…jej ręka przez tę przeszła.
A do Brenny dotarły jednocześnie dwie rzeczy. Po pierwsze, nigdzie ich nie przetransportowano, nie byli tutaj naprawdę.
Po drugie znała to miejsce. W ciemnościach trudno było dostrzec coś więcej poza zarysem trzech sarkofagów, malowideł na ścianach i waz, w których niegdyś pewnie stały kwiaty
W nagłym przypływie paniki uświadomiła sobie, że trafili do grobowca, który odwiedziła nie tak dawno temu. I kiedy odwróciła spojrzenie ku wejściu, dostrzegła tam na schodach dwie postacie, ledwo widoczne pośród mroku.
W pierwszej chwili przy drzwiach były tylko dwie osoby. Ale zaraz coś przemknęło pomiędzy nimi, tak szybko, że Anthony nie miał szans dokładnie się temu przyjrzeć. Jedna z nich – odziana po mugolsku, w luźną bluzę i jeasny – cofnęła się gwałtownie, stopień niżej, unosząc różdżkę. Ta trzecia sylwetka przemknęła między nią a jej towarzyszem – ten stał teraz dalej, kaptur przysłaniał mu głowę i częściowo twarz, w mroku nie dało się go rozpoznać – szybko i zwinnie.
Trochę jakby tańczyła.
Wokół stojącej przy wejściu kobiety. Zupełnie ignorując tę drugą osobę.
Mgły przebywało, spowijała tonące w mroku pomieszczenie, i ledwo cokolwiek widzieli: tylko cienie trzech osób w grobowcu. Poruszająca się sylwetka zdawała się to rosnąc, to maleć, nie dało się jej przyjrzeć. I choć to było wspomnienie, zdawało się, że sięga ich cień strachu, jaki ze sobą niosła. Przeczucie nadciągającego, nieuchronnego końca.
  –  Non, ja dopiero coś zrobię – powiedział kobiecy głos gdzieś z mroku.  –  Skup się na mnie, Miła, to nie musi być bolesne dla żadnej z nas. On nie ma znaczenia.
– Chrzań się – padła odpowiedź: może z daleka nie dało się zobaczyć, że to była Brenna, ale głos bez wątpienia należał właśnie do niej. Rzucony przez nią czar przeciął powietrze, ale cień umknął przed nim tak zwinnie, jakby nie dotyczyły go prawa grawitacji. Skoczył na Brennę, szybkim, ba, wręcz nieludzko szybkim ruchem i Brenna poleciała w dół, z kilkunastu stopni, tak że kobieta z pewnością boleśnie uderzyła plecami o podłogę, przygnieciona ciężarem napastniczki. Wampirzyca – bo przez moment w mroku i mgle mignęła Anthony’emu jej twarz – wytrąciła Brygadzistkę z dłoni różdżkę.
Była piękna. Miała takie rysy, o jakich chętnie piszą poeci, włosy czarne jak noc, a oczy ciemne i roziskrzone. Była tą istotą, na którą mężczyźni spoglądają na sali balowej, za którą oglądają się na ulicach, która nawiedza ich w snach i wraca w fantazjach. Niemożliwą do przegapienia.
Miała jednak też bardzo wiele ostrych zębów, które przez moment mignęły, gdy znowu się odezwała, próbując zmusić przygwożdżoną do ziemi kobietę do pokazania szyi.
- Nie walcz – wychrypiała wampirzyca. – Śmierć to nie koniec opowieści, bo historia nie jest o tobie.
Pochyliła się, by ugryźć, ale Brenna najwyraźniej ani myślała czekać grzecznie na śmierć. Gestem kogoś, kto nie robi czegoś takiego pierwszy raz, Brenna lewą dłonią wbiła wydobyty skądś sztylet w bok wampirzycy, a kiedy ta odchyliła się, chcąc uniknąć większych obrażeń, prawe przedramię Brenny zablokowało próbę wgryzienia się w szyję. Longbottom postawiła na przyjęcie rany gdzieś, gdzie nie skończy od razu martwa lub przynajmniej wyłączona ze starcia. Zęby zacisnęły się na przedramieniu Brygadzistki, rozszarpując ubranie i skórę. Krew zaczęła plamić ubranie.
Jasny szlag, pomyślała ta teraźniejsza Brenna, odruchowo sięgając ku przedramieniu, gdzie pod ubraniem wciąż znaczyła się blizna. Wspomnienie. Trafili do jej wspomnienia.
- Nie pytaj. Po prostu nie pytaj.
Cieszyła się teraz, że wampirzyca przywołała mgłę. W mlecznych oparach nie było szans na to, by Borgin rozpoznał mężczyznę zbiegającego ze schodów, rzucającego się na pomoc tamtej Brennie ze wspomnienia, walczącej o życie w mroku grobowca. Strój, ciemność i mgła doskonale chroniły jego tożsamość. Był tylko rozmazaną plamą w mroku. Gdyby jakimś cudem to kiedykolwiek wyszło na jaw... Brenna wmawiałaby każdemu, że zeszła tu z Jasonem Meadowesem. On i tak nie żył.
Ale tak naprawdę... to miała zamiar utrzymywać, że to jakaś sztuczka duchów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (1843), Brenna Longbottom (2556)




Wiadomości w tym wątku
[28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia - przez Brenna Longbottom - 08.10.2023, 22:00
RE: [28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia - przez Anthony Ian Borgin - 10.10.2023, 17:10
RE: [28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia - przez Brenna Longbottom - 10.10.2023, 18:27
RE: [28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia - przez Anthony Ian Borgin - 19.10.2023, 00:53
RE: [28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 08:15
RE: [28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia - przez Anthony Ian Borgin - 26.11.2023, 23:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa