Pokiwał głową, kiedy Philip powiedział o nogach z waty. Tak było. Dopiero teraz zaczął wyczuwać, że od nadmiaru adrenaliny drżały mu lekko dłonie i choć ta chwila opadania była tak niezwykła, piękna w swojej istocie to nie potrafiłby powiedzieć, że chciałby to powtórzyć. Nie był wielbicielem skoków adrenaliny. Nie był tym bardziej wielbicielem skoków z wysokości, które mogłyby grozić śmiercią.
- Wiem, wiem, przepraszam... - Przymilił się trochę, uśmiechając przepraszająco, ale i słabo od tych emocji, jakie spływały po nim kropla po kropli. - Gdyby odleciała wyżej, albo poleciała dalej, zrobiłoby się bardziej niebezpiecznie. Użyłem czaru, nic wielkiego by mi się nie stało. Naprawdę. - Nawet jakby go nie złapał Philip to miał w pogotowiu różdżkę i gotów był się jeszcze dodatkowo wspomóc, żeby nie uderzyć w ziemię. - Poza tym... nie było możliwości, żebyś mnie nie złapał. - Przymknął oczy w ciepłym, wdzięcznym uśmiechu. Oczywiście, że Philip by mu nie dał miotły, gdyby coś takiego przewidział, tak samo Laurent by nie wsiadł na nią, gdyby wiedział, że tak się stanie. Ach, bo problemem pewnie było to, że to on wróżył z dłoni Philipa, a to tak naprawdę Philip powinien powróżyć z dłoni Laurenta! Widział, że jest rozeźlony, ale wiedział też, że w nim również zadziałał po prostu strach. O niego. Że się wystraszył, że ta złość była dyktowana zmartwieniem, bo to naprawdę mogło się skończyć bardzo źle - cała ta szalona miotła.
Puścił w końcu Philipa i sam spojrzał, jak mężczyzna się z nią zmaga. Chwilę to trwało, bo nieposłuszna miotła rwała się i rwała, ale zostawianie jej samopas też nie brzmiało jak dobre rozwiązanie. Mogła się pojawić wszędzie, mogła narobić szkód, mogła nawet zrobić krzywdę zwierzętom, nie wpominając o mugolach, gdyby dotarła do najbliższej wioski. W końcu się udało i miotła zeszła do swojego właściciela.
- Może to tobie ktoś chciał zrobić krzywdę..? - Zasugerował Laurent, patrząc na Philipa ze zmartwieniem. Na pewno nie celowało to w Laurenta, nie miałoby to sensu. - Mogła zostać nałożona klątwa, która uaktywniła się z czasem. Nie powinieneś tego ignorować. - Laurent sam przyjrzał się miotełce, ale nie widział bezpośrednich oznak czarnej magii. Ta jednak potrafiła być ukryta, szczególnie jeśli to był jakiś paskudny rytuał. Albo to zwykły "prank", zabawa. Ludzie niestety czasami nie rozróżniali żartów od niebezpiecznych sytuacji.
Zabezpieczyli miotłę, żeby ta nie wariowała, bo już pozostawała niespokojna cały czas i... cóż, mieli cały ten czas dla siebie.