10.10.2023, 21:02 ✶
– Niby jak by się to skończyło? – burknął szatyn. – Wyczyścilibyście nam pamięć wcześniej. Widać, że nie chcą tu trupów.
Być może właśnie to dodało im odwagi i zachęciło do prób wyrwania się? Uznali, że najwyżej zostaną potraktowani zaklęciami odrobinę wcześniej…?
Milczeli, kiedy Bellatrix mówiła. Blondyn i rudzielec wymienili spojrzenia, kiedy powiedziała, że może ich stąd wyprowadzić, że są tacy, którzy troszczą się o niemagiczny świat i nie podoba się jej, że chcą odebrać im spojrzenia. Być może naprawdę zaczynali jej wierzyć… albo tylko uwierzyć chcieli? W końcu planowali stąd umknąć, zachować wspomnienia o słońcu i księżycu na niebie, o tym, że dzień i noc splotły się ze sobą i że po świecie chodzą czarodzieje. Z pomocą kogoś, kto władał magią, było to znacznie łatwiejsze, a panna Mary Sue nie miała wypisane na czole, że w istocie pragnie to zrobić, aby wywołać nieco zamętu w Ministerstwie i sprawić, że inni czarodzieje staną się bardziej niechętni mugolom.
Kiedy jednak wspomniała o kąpielach w krwi niemowląt, na twarzy jedynej w towarzystwie kobiety pojawił się pewien sceptycyzm.
– Za dużo historii o Elizabeth Batory? – powiedziała, przekrzywiając głowę. Jeśli się bała, była niepewna, to kryła się z tym najlepiej z towarzystwa. Chyba też nie uwierzyła w tę historię. Trudno było powiedzieć, na ile przekonany jest szatyn, chociaż na twarzy blondyna pojawiła się czysta zgroza – on chyba był gotów uwierzyć, że magiczni regularnie mordują dzieci, aby kąpać się w ich krwi.
– Co robimy? Bill? Stacy? – mruknął w końcu rudzielec, zerkając na szatyna i dziewczynę. Bill i Stacy wymienili spojrzenia.
– Właściwie nie mamy nic do stracenia… – powiedział mężczyzna z pewnym ociąganiem. – Przecież nie będzie gorzej. Jeśli z nią nie pójdziemy, powie innym, co planujemy.
– Może też nas zaciągnąć do lasu, gdzie inni nie będą widzieli, upuścić krwi i wziąć w niej kąpiel – stwierdziła Stacy nieco martwym tonem. Mugolka tak naprawdę nie była obojętna: ale dobrze grała, a i była trochę… zmęczona. Zmęczona nieustannym napięciem, świadomością, że są na łasce i niełasce magicznych ludzi, że nie wie już, czy to dzień i noc. Skierowała na Bellatrix spojrzenie jasnych oczu, z których nie dało się niczego odczytać. Milczała dość długo, kalkulując wyraźnie. Zastanawiała się, czy warto podejmować ryzyko.
Ostatecznie jednak albo też doszła do wniosku, że nie mają nic do stracenia, albo że woli już podjąć to ryzyko, niż czekać tutaj spokojnie, aż odbiorą jej pamięć.
– Pójdziemy z tobą. Prowadź. Ale jeśli ktokolwiek nas przyłapie, powiem po prostu, że nas zmusiłaś, grożąc tym magicznym patykiem.
Być może właśnie to dodało im odwagi i zachęciło do prób wyrwania się? Uznali, że najwyżej zostaną potraktowani zaklęciami odrobinę wcześniej…?
Milczeli, kiedy Bellatrix mówiła. Blondyn i rudzielec wymienili spojrzenia, kiedy powiedziała, że może ich stąd wyprowadzić, że są tacy, którzy troszczą się o niemagiczny świat i nie podoba się jej, że chcą odebrać im spojrzenia. Być może naprawdę zaczynali jej wierzyć… albo tylko uwierzyć chcieli? W końcu planowali stąd umknąć, zachować wspomnienia o słońcu i księżycu na niebie, o tym, że dzień i noc splotły się ze sobą i że po świecie chodzą czarodzieje. Z pomocą kogoś, kto władał magią, było to znacznie łatwiejsze, a panna Mary Sue nie miała wypisane na czole, że w istocie pragnie to zrobić, aby wywołać nieco zamętu w Ministerstwie i sprawić, że inni czarodzieje staną się bardziej niechętni mugolom.
Kiedy jednak wspomniała o kąpielach w krwi niemowląt, na twarzy jedynej w towarzystwie kobiety pojawił się pewien sceptycyzm.
– Za dużo historii o Elizabeth Batory? – powiedziała, przekrzywiając głowę. Jeśli się bała, była niepewna, to kryła się z tym najlepiej z towarzystwa. Chyba też nie uwierzyła w tę historię. Trudno było powiedzieć, na ile przekonany jest szatyn, chociaż na twarzy blondyna pojawiła się czysta zgroza – on chyba był gotów uwierzyć, że magiczni regularnie mordują dzieci, aby kąpać się w ich krwi.
– Co robimy? Bill? Stacy? – mruknął w końcu rudzielec, zerkając na szatyna i dziewczynę. Bill i Stacy wymienili spojrzenia.
– Właściwie nie mamy nic do stracenia… – powiedział mężczyzna z pewnym ociąganiem. – Przecież nie będzie gorzej. Jeśli z nią nie pójdziemy, powie innym, co planujemy.
– Może też nas zaciągnąć do lasu, gdzie inni nie będą widzieli, upuścić krwi i wziąć w niej kąpiel – stwierdziła Stacy nieco martwym tonem. Mugolka tak naprawdę nie była obojętna: ale dobrze grała, a i była trochę… zmęczona. Zmęczona nieustannym napięciem, świadomością, że są na łasce i niełasce magicznych ludzi, że nie wie już, czy to dzień i noc. Skierowała na Bellatrix spojrzenie jasnych oczu, z których nie dało się niczego odczytać. Milczała dość długo, kalkulując wyraźnie. Zastanawiała się, czy warto podejmować ryzyko.
Ostatecznie jednak albo też doszła do wniosku, że nie mają nic do stracenia, albo że woli już podjąć to ryzyko, niż czekać tutaj spokojnie, aż odbiorą jej pamięć.
– Pójdziemy z tobą. Prowadź. Ale jeśli ktokolwiek nas przyłapie, powiem po prostu, że nas zmusiłaś, grożąc tym magicznym patykiem.