11.11.2022, 05:04 ✶
Uśmiechnęła się lekko, słysząc czymże to próbował tłumaczyć tego swojego pecha. Musiała przyznać, że opcja z poltergeistem nie była wcale taka głupia. Większość ludzi nigdy nie miało z nimi do czynienia, słysząc tylko historie, które powtórzone milion razy zmieniały nieco wydźwięk i charakter, nawet w świecie czarodziejskim. Nie wątpiła, że wielu mogłoby w to uwierzyć. Ba! Pewnie i ona byłaby ku temu skłonna, gdyby nie fakt, że wiedziała iż to nie wizytujący z zaświatów byli tutaj problemem.
- Na prawdę? - zapytała, unosząc lekko jedną brew, jakby z lekkim politowaniem nad naiwnością jego słów. Czasem w takich sytuacjach zastanawiała się czy był poważny, czy tylko ją podpuszczał. Zbyt często nie mogła tego rozgryźć, a uwierzyć w to że czasem był tak naiwny, jak ona sama, nie chciała absolutnie uwierzyć. Głowę już zalewały jej myśli co do tego, co takiego mógł przeskrobać, że ktoś postanowił zesłać na niego różdżkę. Po pierwsze i chyba najbardziej oczywiste, był brygadzistą, a czasem miała wrażenie, że zwykli ludzie nie lubili tych bardziej jak czarnoksiężnicy aurorów. W końcu największą prawdą było to, że o większy ból głowy przyprawiał wystawiony mandat niż wymierzona w serce różdżka. Głównie dlatego, że to pierwsze świadczyło o własnej nieudolności umknięcia przed sprawiedliwością. - Może wylałeś komuś kawę na spodnie? Albo zająłeś czyjeś miejsce na pierwszej stronie gazet? Słyszałam, że niektórzy potrafią być o to bardzo zazdrośni - nie mogła niestety podzielić się własnym doświadczeniem w tejże kwestii, bo nikt nigdy nie chciał z nią robić wywiadów. Nie rozumiała w sumie czemu, bo przecież było mnóstwo rzeczy, o których mogłaby opowiadać. Na przykład o rodzajach roślin doniczkowych, kwasowości gleby lub odpowiednim nawozie. To już były przynajmniej trzy, a jakby się postarała to znalazłaby tyle tematów, że nie starczyłoby jej palców u obu rąk, żeby je wyliczyć.
- Dobrze. Trzymam za słowo - uśmiechnęła się do niego wesoło, przyklepując w serduszku jego obietnicę, jako absolutnie i nieskończenie wiążącą. Co prawda jeśli jej nie spełni, to będzie co najwyżej okrutnie rozczarowana, jednak nie było chyba większej kary, jaką mogłaby mu wymierzyć.
- Mam wrażenie, że od zawsze - odparła po chwili zastanowienia. Czy oni przypadkiem nie byli ze sobą już w szkole? Sama nie mogła powiedzieć, mając wrażenie, że związek Cedrica i Dandelion trwa od kiedy tylko pamięta. Nie do końca jednak rozumiała czy było coś złego w tym, że żadne z nich nie oświadczyło się drugiemu. Nie kwestionowała tego jednak bo miała wrażenie, że dużo rodzin, które żyły w dużych domach, zdawały się czuć w obowiązku by szybko się żenić i wychodzić za mąż. Może to kwestia kulturowa.
Już miała powiedzieć coś na temat wesel, szczególnie o tym, jak to mama i tata opowiadali jej o swoim własnym, albo jak raz zabrali ją i jej rodzeństwo na uroczystość ciotki od strony ojca, jednak Erik postanowił być pomocny. Dora chyba nigdy w życiu nie sięgnęła po różdżkę tak szybko, jak teraz po drewnianą łyżkę, która znajdowała się na stole na którym urabiała ciasto. Rączka leżała w jej dłoni pewnie, jak najznamienitsza broń, której używała nie raz, nie dwa. Po prawdzie tak było, a najczęściej korzystała z niej do walki z rodzeństwem, które grzebało jej w garnkach by jeść surowe ciasto.
- O nie, nie nie. - jakby na potwierdzenie jej obaw, których nawet nie zdążyła w pełni wyartykułować, szczotka która do tej pory myła naczynia, upadła do zlewu, a w ślad za nią poszła żeliwna patelnia. Na całe szczęście nie zrobiła zbyt dużego rabanu, bo resztki szwankującej magii zdawały się rozpaczliwie wręcz ciągnąc ją ku górze do ostatniej chwili. - Wszystkie wejścia zaraz solą obsypię, żeby ten poltergeist nie chodził razem z tobą - w żarcie kryła się trwoga. Prawdę powiedziawszy, to nawet się przez moment zaśmiała, ale szybko obejrzała się przez ramię, czy garnki na kuchence mają się dobrze. W sumie Crawley nie była pewna, czy bardziej absurd tej sytuacji ją aktualnie bawi, czy może martwi co może się jeszcze wydarzyć.
- Na prawdę? - zapytała, unosząc lekko jedną brew, jakby z lekkim politowaniem nad naiwnością jego słów. Czasem w takich sytuacjach zastanawiała się czy był poważny, czy tylko ją podpuszczał. Zbyt często nie mogła tego rozgryźć, a uwierzyć w to że czasem był tak naiwny, jak ona sama, nie chciała absolutnie uwierzyć. Głowę już zalewały jej myśli co do tego, co takiego mógł przeskrobać, że ktoś postanowił zesłać na niego różdżkę. Po pierwsze i chyba najbardziej oczywiste, był brygadzistą, a czasem miała wrażenie, że zwykli ludzie nie lubili tych bardziej jak czarnoksiężnicy aurorów. W końcu największą prawdą było to, że o większy ból głowy przyprawiał wystawiony mandat niż wymierzona w serce różdżka. Głównie dlatego, że to pierwsze świadczyło o własnej nieudolności umknięcia przed sprawiedliwością. - Może wylałeś komuś kawę na spodnie? Albo zająłeś czyjeś miejsce na pierwszej stronie gazet? Słyszałam, że niektórzy potrafią być o to bardzo zazdrośni - nie mogła niestety podzielić się własnym doświadczeniem w tejże kwestii, bo nikt nigdy nie chciał z nią robić wywiadów. Nie rozumiała w sumie czemu, bo przecież było mnóstwo rzeczy, o których mogłaby opowiadać. Na przykład o rodzajach roślin doniczkowych, kwasowości gleby lub odpowiednim nawozie. To już były przynajmniej trzy, a jakby się postarała to znalazłaby tyle tematów, że nie starczyłoby jej palców u obu rąk, żeby je wyliczyć.
- Dobrze. Trzymam za słowo - uśmiechnęła się do niego wesoło, przyklepując w serduszku jego obietnicę, jako absolutnie i nieskończenie wiążącą. Co prawda jeśli jej nie spełni, to będzie co najwyżej okrutnie rozczarowana, jednak nie było chyba większej kary, jaką mogłaby mu wymierzyć.
- Mam wrażenie, że od zawsze - odparła po chwili zastanowienia. Czy oni przypadkiem nie byli ze sobą już w szkole? Sama nie mogła powiedzieć, mając wrażenie, że związek Cedrica i Dandelion trwa od kiedy tylko pamięta. Nie do końca jednak rozumiała czy było coś złego w tym, że żadne z nich nie oświadczyło się drugiemu. Nie kwestionowała tego jednak bo miała wrażenie, że dużo rodzin, które żyły w dużych domach, zdawały się czuć w obowiązku by szybko się żenić i wychodzić za mąż. Może to kwestia kulturowa.
Już miała powiedzieć coś na temat wesel, szczególnie o tym, jak to mama i tata opowiadali jej o swoim własnym, albo jak raz zabrali ją i jej rodzeństwo na uroczystość ciotki od strony ojca, jednak Erik postanowił być pomocny. Dora chyba nigdy w życiu nie sięgnęła po różdżkę tak szybko, jak teraz po drewnianą łyżkę, która znajdowała się na stole na którym urabiała ciasto. Rączka leżała w jej dłoni pewnie, jak najznamienitsza broń, której używała nie raz, nie dwa. Po prawdzie tak było, a najczęściej korzystała z niej do walki z rodzeństwem, które grzebało jej w garnkach by jeść surowe ciasto.
- O nie, nie nie. - jakby na potwierdzenie jej obaw, których nawet nie zdążyła w pełni wyartykułować, szczotka która do tej pory myła naczynia, upadła do zlewu, a w ślad za nią poszła żeliwna patelnia. Na całe szczęście nie zrobiła zbyt dużego rabanu, bo resztki szwankującej magii zdawały się rozpaczliwie wręcz ciągnąc ją ku górze do ostatniej chwili. - Wszystkie wejścia zaraz solą obsypię, żeby ten poltergeist nie chodził razem z tobą - w żarcie kryła się trwoga. Prawdę powiedziawszy, to nawet się przez moment zaśmiała, ale szybko obejrzała się przez ramię, czy garnki na kuchence mają się dobrze. W sumie Crawley nie była pewna, czy bardziej absurd tej sytuacji ją aktualnie bawi, czy może martwi co może się jeszcze wydarzyć.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.