Młodszy z Borginów musiał trochę gwiazdorzyć. Jaki kraken znowu? A po drugie nie chciał mu pozwolić pójść samemu? Szkoda, że akurat miał bardzo mało do gadania w tym momencie. Ważniejsze jednak było to, że się po prostu posłuchał i uniknął konsekwencji swoich czynów. Stanley cieszył się, że udało mu się utworzyć tarczę wokół siebie - dodawało mu to otuchy, że przeżyje na dolnym pokładzie chociaż o sekundę dłużej jeżeli znajdzie się tam ktoś pokroju Persefony. Dobrze, że jej tam jednak nie było ale czy na pewno?
Ciągle tylko chodzili i podążali za jakimiś bliżej nieokreślonymi głosami. Według Stanleya zaczynali powoli błądzić, chociaż Laurent wyglądał na prawdziwie zaangażowanego w tę sprawę, a co więcej gdzieś ich prowadził. Na Merlina, jak tu śmierdzi Pomyślał wchodząc do wody ale był wdzięczny, że nie musieli jeszcze pływać, ponieważ wtedy by się raczej pożegnał ze swoimi braćmi krwi, mówiąc, że on im więcej pomóc nie jest w stanie. Nie był z niego żaden pływak ani sportowiec, a już na pewno nie wyczynowy co według niego było w tym momencie odpowiednim przyrównaniem trudności.
- Na brodę... - nie dokończył wpatrując się w to "dziecko". Tutaj się działo po prostu za dużo. Może to był jednak zły sen albo nieśmieszny żart? Po krótkiej chwili jego uwagę przykuły perły z ciałami. A więc tu jest haczyk... Niee bardzo widziało mu się puszczanie Prewetta do wody, wszak uważał, że te trupy mogły zaraz powstać czy zrobić coś nieoczekiwanego - to była najczarniejsza wizja ale czy można było się spodziewać czegoś innego po tym statku? - W teorii tak. W praktyce nie wiem - odparł Anthony'emu - Tylko kurwa nie wiem czy chce to właśne robić - dodał pozostając nadal w lekkim szoku odnośnie tej przemiany w czarny dym. Stanley miał jakieś tam podejście do dzieci, nawet je lubił ale pod warunkiem, że te były... normalne a nie takie z przerytym beretem jak przypadek na który właśnie patrzyli.
Pokiwał przecząco głową na plan kuzyna. To było zbyt ryzykowne - Nie jestem przekonany Tony... - zwrócił swoją uwagę. Borgin nie chciał aby żaden z pozostałej dwójki mężczyzn musiał narażać swoje życie. W końcu to on był najstarszy ze wszystkich i nie obchodziło go to, że Laurent był z tego samego rocznika - momentami zachowywał się jak ostatni małolat czyli zupełnie jak Tosiek.
- To mi się bardziej podoba - odparł z lekką ulgą - Laurent posłuchaj mnie dobrze i uważnie. Spróbuję rozproszyć tę magię, która utrzymuje te perły, ponieważ coś je musi trzymać. Nie mam pojęcia co ale nie jest to normalne - stwierdził, wyciągając różdżkę przed siebie - Jeżeli którykolwiek z nich powstanie po ewentualnym rozproszeniu, chcąc się rzucić na Ciebie to zrobię wszystko co w mojej mocy aby Ci pomóc czy Cie ochronić - nabrał tego ohydnego powietrza do płuc - Na raz, dwa, trzy... - odliczył, a następnie wyprowadził inkantancję w kierunku pereł, zgodnie z tym co ostrzegł Prewetta. Niech to się wszystko już skończy...
Rzuty na próbę rozproszenia magii, która utrzymuje perły w powietrzu. Korzystam z rozproszenia.
Akcja nieudana
Akcja nieudana
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972