10.10.2023, 23:46 ✶
– Całe szczęście – skwitowała. Trudno było powiedzieć, czy naprawdę się z tego szczerze cieszyła, czy też tylko sobie żartowała. Spoważniała jednak zaraz, kiedy wyszli na zewnątrz, a Atreus wspomniał o ciałach.
Oczywiście, że słyszała. Nawet gdyby nie dotarło to do jej uszu w Biurze, mieszkała w Dolinie. A przecież i tu o tym słyszała – to był prawie dokładnie taki przypadek, jak jej wuja… tyle że przy nim wiadomo było, że umarł, zanim go dopadły,
- Ehem... tak, słyszałam - powiedziała, przyjmując paczkę i spuszczając na nią wzrok, nie tylko dlatego, że chciała zajrzeć do środka… ale też bo była trochę niepewna, jak w tej chwili udzielić wyjaśnień. Bo tak jakby... słyszała o tej sprawie i nawet napisała do Oriona, że chętnie udostępni mu informacje i nawet miała mu je tego dnia przekazać. Odezwała się do starszego Bulstrode'a jeszcze tego dnia, gdy prędzej dźgnęłaby się nożem w rękę niż poszła porozmawiać z Atreusem.
Zasadniczo siedziała w tej sprawie po same uszy.
– I, tak… warto sprawdzić w kręgu, jak te ciała się tam znalazły i co dokładnie się stało, bo coś mogło ich zabić najpierw, ale co doprowadziło ofiary do takiego stanu, to mogę ci powiedzieć od razu. Widma, niesklasyfikowane stworzenia magiczne, jak na mój gust wyszły z Limbo, ale to nie jest opinia specjalisty. Pojawiły się podczas Beltane, parę osób szukając w Kniei się na nie natknęło, zdaje mi się, że widziałam je w kręgu, kiedy próbowałam widmowidzenia wydarzeń z tamtej nocy, ale było za dużo dymu, żebym była pewna. Żywią się... życiem albo magią, chyba w jakiś sposób manipulują energią, są bardzo, bardzo głodne, mogą doprowadzić ciało do rozpadu, odebrać człowiekowi młodość, mają aurę podobną do dementorów itakjakbyzrobiłamimwzeszłymtygodniuparęzdjęćjeślichceszjezobaczyć – wydusiła z siebie w tym samym momencie, w którym otworzył drzwi do salki.
Brenna, jeśli akurat nie tłumaczyła czegoś ważnego albo nie rozmawiała z kimś, kogo trzeba było uspokoić, mówiła zwykle szybko. Tym razem jednak przyspieszała z każdym słowem, nawet jak na siebie nieco za bardzo, aż ostatnie prawie się ze sobą zlały. Bo oznajmiła radośnie i bez żadnych problemów "hej kupiłam dom pełen widm" bratu czy siostrze ciotecznej, ale w tej chwili właśnie przyszło jej do głowy, że przebywanie w pobliżu morderczych widm, chcących wyssać z ciebie życie, kwalifikuje się pewnie jako zagrożenie. Niekoniecznie tak duże, jak kiedy biła się z wampirzycą, z wampirem, avada świstała jej koło ucha albo załamywała się pod nią podłoga na Nokturnie... ale wciąż zagrożenie.
A ona zrobiła to cztery razy w ciągu czterech dni.
I ani razu to nie było kilka minut. Prędzej kilkadziesiąt.
Ale przecież to było konieczne, poza tym nawet nie wiedziała, że on to wyczuwa, i zresztą, ona też się męczyła przez tę całą więź, tak?
Oczywiście, że słyszała. Nawet gdyby nie dotarło to do jej uszu w Biurze, mieszkała w Dolinie. A przecież i tu o tym słyszała – to był prawie dokładnie taki przypadek, jak jej wuja… tyle że przy nim wiadomo było, że umarł, zanim go dopadły,
- Ehem... tak, słyszałam - powiedziała, przyjmując paczkę i spuszczając na nią wzrok, nie tylko dlatego, że chciała zajrzeć do środka… ale też bo była trochę niepewna, jak w tej chwili udzielić wyjaśnień. Bo tak jakby... słyszała o tej sprawie i nawet napisała do Oriona, że chętnie udostępni mu informacje i nawet miała mu je tego dnia przekazać. Odezwała się do starszego Bulstrode'a jeszcze tego dnia, gdy prędzej dźgnęłaby się nożem w rękę niż poszła porozmawiać z Atreusem.
Zasadniczo siedziała w tej sprawie po same uszy.
– I, tak… warto sprawdzić w kręgu, jak te ciała się tam znalazły i co dokładnie się stało, bo coś mogło ich zabić najpierw, ale co doprowadziło ofiary do takiego stanu, to mogę ci powiedzieć od razu. Widma, niesklasyfikowane stworzenia magiczne, jak na mój gust wyszły z Limbo, ale to nie jest opinia specjalisty. Pojawiły się podczas Beltane, parę osób szukając w Kniei się na nie natknęło, zdaje mi się, że widziałam je w kręgu, kiedy próbowałam widmowidzenia wydarzeń z tamtej nocy, ale było za dużo dymu, żebym była pewna. Żywią się... życiem albo magią, chyba w jakiś sposób manipulują energią, są bardzo, bardzo głodne, mogą doprowadzić ciało do rozpadu, odebrać człowiekowi młodość, mają aurę podobną do dementorów itakjakbyzrobiłamimwzeszłymtygodniuparęzdjęćjeślichceszjezobaczyć – wydusiła z siebie w tym samym momencie, w którym otworzył drzwi do salki.
Brenna, jeśli akurat nie tłumaczyła czegoś ważnego albo nie rozmawiała z kimś, kogo trzeba było uspokoić, mówiła zwykle szybko. Tym razem jednak przyspieszała z każdym słowem, nawet jak na siebie nieco za bardzo, aż ostatnie prawie się ze sobą zlały. Bo oznajmiła radośnie i bez żadnych problemów "hej kupiłam dom pełen widm" bratu czy siostrze ciotecznej, ale w tej chwili właśnie przyszło jej do głowy, że przebywanie w pobliżu morderczych widm, chcących wyssać z ciebie życie, kwalifikuje się pewnie jako zagrożenie. Niekoniecznie tak duże, jak kiedy biła się z wampirzycą, z wampirem, avada świstała jej koło ucha albo załamywała się pod nią podłoga na Nokturnie... ale wciąż zagrożenie.
A ona zrobiła to cztery razy w ciągu czterech dni.
I ani razu to nie było kilka minut. Prędzej kilkadziesiąt.
Ale przecież to było konieczne, poza tym nawet nie wiedziała, że on to wyczuwa, i zresztą, ona też się męczyła przez tę całą więź, tak?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.