Oczywiście, że życie kręciło się wokół ogórków... A już na pewno jakoś od połowy kwietnia tego roku. Od momentu kiedy siew się przyjął i kiedy pierwsze rośliny zaczęły się pojawiać. TO BYŁ PRZEŁOM w całej przyrodniczej karierze Staszka - dosyć długiej, pozbawionej sukcesów.
- Ooo, szanowna Pani Victoria - rozłożył ręce od razu zapraszając do środka - Trochę tak ale też nie do końca - wyjaśnił z odrobiną tajemniczości w głosie. Borgin jak prawdziwy grzybiarz, nie mógł zdradzić swoich wszystkich asów i sekretów po pierwszym pytaniu. Podprowadził swoją koleżankę z kursów Aurorskim w głąb mieszkania, upewniając się że przygotowane przez niego laboratorium przejdzie wszystkie atesty i dostanie ogórkową akredytację. Kto jak kto ale to właśnie Victoria była tutaj ekspertem w tej dziedzinie. W końcu nie od parady miała tytuł Ogórkowidzącej - No jak to kto? - odparł ze zdziwieniem - Atreusek - wytłumaczył jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie...
...a w wtedy do środka wszedł Sauriel. Zupełnie jak do siebie, ponieważ po trochę tak było, chociaż definicja "czuj się jak u siebie", mogła się trochę różnić w słownikach dwójki mężczyzn... Cóż. Było już za późno, aby się nad tym zastanawiać - dobrze, że Rookwood przyszedł. Stanley odwrócił się w jego kierunku i niczym ta obrotowa wieżyczka, podążał za nim wzrokiem - Witaj, witaj! - przywitał go ze szczerym uśmiechem i przystąpił do dalszego oglądania poczynań swojego przyjaciela. Co Ci ten biedny koperek zrobił... Zastanawiał się w myślach, wytężając swoją mózgownicę, a może wręcz próbując połączyć się ze stacją matką, która ewidentnie nie spajała tej ich wspólnej szarej komórki - Dziękuje za docenienie - ukłonił się w pasie. Nie zwrócił uwagi na to, że został nazwany Mulciberem, ponieważ już się do tego przyzwyczaił. W towarzystwie Sauriela miał dwa nazwiska albo nawet jedno, łączone - Mulciber-Borgin lub Borgin-Mulciber, zależnie od kaprysu.
- Atreuska - odparł ponownie, aby i Rookwood wiedział kto będzie czwartym jeźdzcą apokalipsy - Nie bój się. Wszystko jest gotowe. Będziemy mogli się upodlić jak za starych, dobrych lat... Ale to po robocie - zaznaczył, podchodząc bliżej do swojego konia na białym rycerzu... Wiadomo o co chodzi - do tego, który go uratował po Beltane - Wszystko w porządku? - zapytał ciszej, swego rodzaju szeptem. Pamiętał jak kilka dni temu gościł w swoich skromnych prograch tego właśnie dostojnika. Teraz chciał się upewnić, że wszystko jest chociaż stabilnie u niego.
Kolejny co go kultury nie nauczyli albo po prostu za długo się już przyjaźnił z Borginem, aby wiedzieć, że może sobie na to pozwolić - Jest i on! - niemal wykrzyczał z radości - Przed państwem Atreusek - przedstawił go pozostałemu gronu. O ile Victoria mogła go znać, ponieważ pracowali razem w biurze Aurorów - niedoścignionym marzeniu Staszka - tak Sauriel raczej nie miał okazji go poznać... A może miał? Nie wiedział - Jesteś na czas Bulstrode - zapewnił go, spoglądając ukradkiem oka na zegarek - A po co? Miałby tu przeprowadzić konfiskatę ogórków i flaszek? - zaśmiał się. Humor mu ewidentnie dopisywał - Ma jakieś rzeczy do roboty. Wiesz jak to jest u tych sławnych kawalerów... - dodał, pozwalając sobie na lekką przyczepkę w kierunku swojego "nemezis". Borgin mu oczywiście z całego serca kibicował i uważał, że znalazł się tam na zasłużonym i odpowiednim miejscu jak Tosiek... Ale co sobie porobił z nich żarciki to jego.
- Skoro zebraliśmy się wszyscy już tutaj... Pozwolicie, że zacznę od krótkiej przemowy... - stwierdził, podchodząc do stolika gdzie rozlał do czterech szklaneczek, zimniutkiego złocistego trunku - Zebrałem Was tutaj, aby uczcić tę lata ciężkiej pracy... Doskonalenia techniki... - przerwał na moment, przyglądając się wszystkim zebranym - Dobra. Żartuję. Nie będzie żadnej przemowy. Po prostu będziemy dzisiaj kisić ogórki, wszak zbiory były udane i chciałem spędzić z Wami trochę czasu w takim doborowym towarzystwie - stwierdził - Proponuję szybki toast za okazję i zaraz weźmiemy się do roboty, ponieważ wszystko jest gotowe tak jak możecie zauważyć - dodał z dumą, a następnie sięgnął po jedną ze szklanek - No to drodzy państwo... Oby te ogóreczki to nam wyszły po prostu bajecznie! Zdrowie! - wzniósł swoją szklanicę do góry, aby móc się zbić z resztą zacnego grona.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972