10.10.2023, 23:51 ✶
Współistniejące jednocześnie na tym samym firmamencie słońce i księżyc nie były jedyną anomalią w życiu Eden, toteż chyba nie zareagowała na ich widok z należytym przejęciem. Nigdy nie była osobą, która trzymała głowę w chmurach, a oczy wznosiła ku niebu tylko wtedy, gdy ostentacyjnie wyrażała zażenowanie. Nawykła do patrzenia przed siebie, ewentualnie pod własne stopy, żeby nie potknąć się przypadkiem na czyjejś podstawionej nodze. Toteż o kłopotach ciał niebieskich nie rozmyślała ani nigdy, ani teraz. Przecież nie miała na to wpływu, zmartwienia nic by nie dały. Jeśli już miała się czymś martwić, to młotem i kowadłem, pomiędzy którymi się znalazła, bo wybór między jednym a drugim wcale nie był taki oczywisty.
- Opinia mugoli obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Dobrze wiesz, że nie o tym mówię - wtrąciła się w wypowiedź Alka z lekka poirytowana, bo czuła, że z własnej inicjatywy weszła na grząski grunt i szybko chciała się z dala od tego tematu ewakuować. Co prawda w sposób wątpliwie przyjemny, ale dla niej najistotniejszym było, żeby nie drążyć. - A kanapa Botta to mało zachęcające miejsce. Cały czas męczyłby mnie lęk, że wyskoczy spomiędzy poduszek i się wprosi na trzeciego. - Wywróciła oczyma, brzmiąc, jakby mówiła na poważnie, ale tak naprawdę piła do Bertiego tylko dlatego, że właśnie do nich zmierzał nieubłaganie. Uśmiechnęła się przelotnie, nie umiejąc się powstrzymać, bo wizja przeżywania nastoletnich uniesień w momencie, kiedy im obojgu idzie już na czwarty krzyżyk, było co najmniej niedorzeczne. W paradoksalnie przyjemny sposób.
Kiedy Bott i Moody złączyli się w uścisku, stała tuż obok nieco zblazowana. Obserwowała ich figury taneczno-godowe z niesmakiem wymalowanym na twarzy, ale nie dlatego, że ją to brzydziło, tylko dlatego, że była w tym momencie zazdrosna. Nie była z tego oczywiście dumna, ani na torturach by się Alkowi do tego nie przyznała, toteż udawała, że to po prostu ponad nią. Że to, co robią jest głupie, dziecinne i że powinni się pośpieszyć.
- Podrzuć go jeszcze, niech zrobi fikołka - uraczyła sarkazmem Alastora, potrząsając głową, gdy tylko uniósł go i zrobił piruet. Podparła się pod boki i zaczęła się rozglądać dookoła, jakby naprawdę już nie mogła na nich patrzeć. Tak, nadal była zazdrosna.
- No to jest nas dwoje - odpowiedziała Bertiemu, kiedy oświadczył, że jej się tutaj nie spodziewał. No, ona też się siebie tutaj nie spodziewała, przynajmniej w tym byli zgodni. - Dobra, już się nie podlizuj. Obydwoje wiemy, że znosisz mnie tylko dlatego, że ze względu na obowiązujące nas prawo cywilne, Alastor nie może zostać twoją czwartą żoną. W innym wypadku niechybnie poczęstowałbyś mnie fasolką o smaku kwiatów wąchanych od spodu. - Nie mogła powstrzymać się od żartów o tych przeklętych fasolkach, nawet jeśli czuła, że zaraz zmęczy temat i ktoś każe jej zamknąć łeb. Nie umiała też udawać, że nie lubi Botta, bo tak naprawdę nie miała prawa mieć mu nic za złe. Reagowała tak na niego, bo była zaborcza. Ot, cała idiotyczna filozofia.
I wtem, jak grom z jasnego nieba, na Botta wpadła jakaś kobieta. Eden parsknęła śmiechem mimowolnie, ale potem odchrząknęła tylko, gdy dotarło do niej, że to w zasadzie niegrzeczne. Patrzyła na Pandorę przez kilka długich sekund, unosząc brwi w konsternacji wymieszanej z rozbawieniem, ale nie zdążyła wtrącić nieproszonych, prześmiewczych pięciu knutów do jej wymiany z Bertiem, bo tuż obok swojego ucha poczuła bliską obecność Alastora.
Zawahała się. Tak, chciała, żeby ją podniósł. Chciała też się ostentacyjnie zirytować, że w ogóle pyta o takie rzeczy, bo to chyba oczywiste. Potem mogła mu też zrobić wyrzuty o priorytety, jak głupia nastolatka, bo ją niebywale kusiło. Ale nie zrobiła niczego takiego. Spojrzała tylko na Alka spod byka, również zniżając głos do szeptu:
- Tak przy wszystkich? Zwariowałeś? - "Co ludzie sobie pomyślą?" wygrało, co nie było najmniejszym zaskoczeniem. Moody pewnie był święcie przekonany, że Eden nie interesuje niczyja opinia oprócz jej własnej, ale nie mogło to być dalsze od prawdy. Mogłaby się z żalu gryźć we własny tyłek, ale nie zrobiłaby niczego, co wystawiłoby ją na pośmiewisko. Nawet takie, które miało być wymazane z pamięci wraz z nadejściem jutra.
- Opinia mugoli obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Dobrze wiesz, że nie o tym mówię - wtrąciła się w wypowiedź Alka z lekka poirytowana, bo czuła, że z własnej inicjatywy weszła na grząski grunt i szybko chciała się z dala od tego tematu ewakuować. Co prawda w sposób wątpliwie przyjemny, ale dla niej najistotniejszym było, żeby nie drążyć. - A kanapa Botta to mało zachęcające miejsce. Cały czas męczyłby mnie lęk, że wyskoczy spomiędzy poduszek i się wprosi na trzeciego. - Wywróciła oczyma, brzmiąc, jakby mówiła na poważnie, ale tak naprawdę piła do Bertiego tylko dlatego, że właśnie do nich zmierzał nieubłaganie. Uśmiechnęła się przelotnie, nie umiejąc się powstrzymać, bo wizja przeżywania nastoletnich uniesień w momencie, kiedy im obojgu idzie już na czwarty krzyżyk, było co najmniej niedorzeczne. W paradoksalnie przyjemny sposób.
Kiedy Bott i Moody złączyli się w uścisku, stała tuż obok nieco zblazowana. Obserwowała ich figury taneczno-godowe z niesmakiem wymalowanym na twarzy, ale nie dlatego, że ją to brzydziło, tylko dlatego, że była w tym momencie zazdrosna. Nie była z tego oczywiście dumna, ani na torturach by się Alkowi do tego nie przyznała, toteż udawała, że to po prostu ponad nią. Że to, co robią jest głupie, dziecinne i że powinni się pośpieszyć.
- Podrzuć go jeszcze, niech zrobi fikołka - uraczyła sarkazmem Alastora, potrząsając głową, gdy tylko uniósł go i zrobił piruet. Podparła się pod boki i zaczęła się rozglądać dookoła, jakby naprawdę już nie mogła na nich patrzeć. Tak, nadal była zazdrosna.
- No to jest nas dwoje - odpowiedziała Bertiemu, kiedy oświadczył, że jej się tutaj nie spodziewał. No, ona też się siebie tutaj nie spodziewała, przynajmniej w tym byli zgodni. - Dobra, już się nie podlizuj. Obydwoje wiemy, że znosisz mnie tylko dlatego, że ze względu na obowiązujące nas prawo cywilne, Alastor nie może zostać twoją czwartą żoną. W innym wypadku niechybnie poczęstowałbyś mnie fasolką o smaku kwiatów wąchanych od spodu. - Nie mogła powstrzymać się od żartów o tych przeklętych fasolkach, nawet jeśli czuła, że zaraz zmęczy temat i ktoś każe jej zamknąć łeb. Nie umiała też udawać, że nie lubi Botta, bo tak naprawdę nie miała prawa mieć mu nic za złe. Reagowała tak na niego, bo była zaborcza. Ot, cała idiotyczna filozofia.
I wtem, jak grom z jasnego nieba, na Botta wpadła jakaś kobieta. Eden parsknęła śmiechem mimowolnie, ale potem odchrząknęła tylko, gdy dotarło do niej, że to w zasadzie niegrzeczne. Patrzyła na Pandorę przez kilka długich sekund, unosząc brwi w konsternacji wymieszanej z rozbawieniem, ale nie zdążyła wtrącić nieproszonych, prześmiewczych pięciu knutów do jej wymiany z Bertiem, bo tuż obok swojego ucha poczuła bliską obecność Alastora.
Zawahała się. Tak, chciała, żeby ją podniósł. Chciała też się ostentacyjnie zirytować, że w ogóle pyta o takie rzeczy, bo to chyba oczywiste. Potem mogła mu też zrobić wyrzuty o priorytety, jak głupia nastolatka, bo ją niebywale kusiło. Ale nie zrobiła niczego takiego. Spojrzała tylko na Alka spod byka, również zniżając głos do szeptu:
- Tak przy wszystkich? Zwariowałeś? - "Co ludzie sobie pomyślą?" wygrało, co nie było najmniejszym zaskoczeniem. Moody pewnie był święcie przekonany, że Eden nie interesuje niczyja opinia oprócz jej własnej, ale nie mogło to być dalsze od prawdy. Mogłaby się z żalu gryźć we własny tyłek, ale nie zrobiłaby niczego, co wystawiłoby ją na pośmiewisko. Nawet takie, które miało być wymazane z pamięci wraz z nadejściem jutra.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~