11.10.2023, 02:14 ✶
Atreus ani przez moment nie myślał, ze to jak się czuł, jak mógł skończyć i jak ledwo wrócił do życia, że to mogło być działaniem akurat Victorii. Wręcz przeciwnie, był zdania, że to dzięki niej w ogóle jeszcze chodził po tym świecie. Że było co z niego zbierać. Jakaś jego część czuła, że gdyby tylko go nie zatrzymała, gdyby wreszcie wszedł w ten ogień, ten drugi, tam na dole, to nie byłoby żadnego powrotu. Byłoby tylko absolutne spełnienie i spokój, jakiego jeszcze nigdy nie zaznał i jakiego pewnie nigdy za życia nie pozna, bo było w nim coś absurdalnie nienaturalnego. Coś, co podpowiadało, że te uczucia były zapowiedzią i wynikiem przekroczenia pewnej niewidzialnej granicy, która zwiastowała koniec fizycznego życia, jakby te płomienie, w które tak wtedy się wpatrywał, miały załagodzić tę tranzycję.
- Też mam taką nadzieję - uśmiechnął się do niej krótko, też nie do końca chciał rozwijać nadmiernie ten temat, jakby mówienie o nim wciąż nie przychodziło mu łatwo. Tak jakby poruszanie go z pewną brutalnością uświadamiało, w jakim stanie właściwie się znajdowali i jak wiele otaczało ich niewiadomych. - Ja bym tak nie mógł. Nienawidzę papierkowej roboty i jeśli mam być szczery, to już mnie nosi. Minął zaledwie tydzień, od kiedy się obudziłem, ale cholera, niby powinienem odpoczywać, ale jednocześnie czuję jakby ten czas był zwyczajnie zmarnowany. - palił się do pracy jak nigdy, albo raczej do zajęcia się najbardziej trapiącym go problemem, czyli sobą samym i swoim stanem. Mógł działać na własną rękę, ale siedzenie w biurze i posiadanie dostępu do różnorakich informacji definitywnie ten proces by mu ułatwiło.
- Mhm - wymruczał, bo chyba pamiętał ten moment, jak Bones postanowiła powiedzieć co myśli głośno i wyraźnie. - Ale tak w ogóle? Wcale nie może o nim nic powiedzieć? - uniósł nieco jedną brew, trochę zmieszany. Niewątpliwie był to ciekawy sposób ukarania kogoś za zbyt długi jęzor, ale też uświadomił sobie jak starannie wykonana musiała to być klątwa, skoro nikt nie mówił o tym, że zdjąć ją można lub już zdjęto. Co było dość przytłaczające, biorąc pod uwagę że Czarny Dzban wyglądał, jakby tą różdżką machał od niechcenia.
- Śmierciożerca z którym walczyliśmy stwierdził, że najlepszym sposobem powstrzymania przed strzeleniem go w ryj będzie wyłamanie mi palców zaklęciem - rzucił jakby nigdy nic, dmuchając zaraz w swoją filiżankę. Cóż, nie musiał mówić chyba, że mu się to udało. - Oprócz tego wepchnął mnie w ogień, który otaczał portal, więc byłem mocno poparzony, a potem postanowiłem, że najlepszym pomysłem będzie pójście za wami - wzruszył ramionami, bo wtedy to wcale nie wydawało mu się to aż takie złe. Teraz z reszta też, bo zwyczajnie niepokoił go fakt, że nie mógł się skontaktować ani z Mavelle, ani z Patrickiem i nie wiedział, czy portal wciąż był otwarty, a Erik nic o tym nie wiedział. - Więc tak, zakładam że to było to. Tak jakby, w mojej głowie to trochę jak wiesz... w zdrowym ciele zdrowy duch? Im bardziej jesteś ranny tym łatwiej ci umrzeć, rozumiesz o co chodzi? Brzmi trywialnie, ale chyba prawdziwie. Czułem się tam okropnie słaby i nawet jeśli moje ciało było cały czas w takim samym stanie, nawet jeśli tragicznym, to mimo tego że nie otrzymywałem nowych ran to energia życiowa ze mnie uchodziła.
- Też mam taką nadzieję - uśmiechnął się do niej krótko, też nie do końca chciał rozwijać nadmiernie ten temat, jakby mówienie o nim wciąż nie przychodziło mu łatwo. Tak jakby poruszanie go z pewną brutalnością uświadamiało, w jakim stanie właściwie się znajdowali i jak wiele otaczało ich niewiadomych. - Ja bym tak nie mógł. Nienawidzę papierkowej roboty i jeśli mam być szczery, to już mnie nosi. Minął zaledwie tydzień, od kiedy się obudziłem, ale cholera, niby powinienem odpoczywać, ale jednocześnie czuję jakby ten czas był zwyczajnie zmarnowany. - palił się do pracy jak nigdy, albo raczej do zajęcia się najbardziej trapiącym go problemem, czyli sobą samym i swoim stanem. Mógł działać na własną rękę, ale siedzenie w biurze i posiadanie dostępu do różnorakich informacji definitywnie ten proces by mu ułatwiło.
- Mhm - wymruczał, bo chyba pamiętał ten moment, jak Bones postanowiła powiedzieć co myśli głośno i wyraźnie. - Ale tak w ogóle? Wcale nie może o nim nic powiedzieć? - uniósł nieco jedną brew, trochę zmieszany. Niewątpliwie był to ciekawy sposób ukarania kogoś za zbyt długi jęzor, ale też uświadomił sobie jak starannie wykonana musiała to być klątwa, skoro nikt nie mówił o tym, że zdjąć ją można lub już zdjęto. Co było dość przytłaczające, biorąc pod uwagę że Czarny Dzban wyglądał, jakby tą różdżką machał od niechcenia.
- Śmierciożerca z którym walczyliśmy stwierdził, że najlepszym sposobem powstrzymania przed strzeleniem go w ryj będzie wyłamanie mi palców zaklęciem - rzucił jakby nigdy nic, dmuchając zaraz w swoją filiżankę. Cóż, nie musiał mówić chyba, że mu się to udało. - Oprócz tego wepchnął mnie w ogień, który otaczał portal, więc byłem mocno poparzony, a potem postanowiłem, że najlepszym pomysłem będzie pójście za wami - wzruszył ramionami, bo wtedy to wcale nie wydawało mu się to aż takie złe. Teraz z reszta też, bo zwyczajnie niepokoił go fakt, że nie mógł się skontaktować ani z Mavelle, ani z Patrickiem i nie wiedział, czy portal wciąż był otwarty, a Erik nic o tym nie wiedział. - Więc tak, zakładam że to było to. Tak jakby, w mojej głowie to trochę jak wiesz... w zdrowym ciele zdrowy duch? Im bardziej jesteś ranny tym łatwiej ci umrzeć, rozumiesz o co chodzi? Brzmi trywialnie, ale chyba prawdziwie. Czułem się tam okropnie słaby i nawet jeśli moje ciało było cały czas w takim samym stanie, nawet jeśli tragicznym, to mimo tego że nie otrzymywałem nowych ran to energia życiowa ze mnie uchodziła.