11.10.2023, 02:26 ✶
Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie całkowicie szczerze. Nie dlatego, że nie cenił sobie cyrku, że Bellowie nie mieli dla niego żadnego znaczenia. Mieli dla niego znaczenie ogromne, wspominał ich często, nigdy się tak naprawdę od nich nie odciął, nawet mimo wielu lat spędzonych na życiu w stolicy i byciu niezwykle przejętym jej sprawami.
Ale czy chciał tu wrócić? Czy chciał tu być? Nie wiedział, bo on generalnie nie wiedział, czego chciał od życia. Mógłby go teraz zalać całkiem żałosną historią w tym temacie, bo o tym jak mało oczekiwał od życia, dowiedział się z rok lub dwa temu, kiedy jeden z jego minionych kochanków zafundował ich dwójce bilety do słynnego, londyńskiego Gabinetu Luster. Pośród wielu dziwacznych zwierciadeł ukazujących zakrzywiony obraz rzeczywistości, znalazło się wiele takich całkowicie magicznych, zaglądających w ludzką duszę i wydzierających z niej najbardziej skrywaną prawdę. Flynn szybko zorientował się, po co właściwie został tutaj przyprowadzony, kiedy owy chłopak, trzymając go za rękę, wskazał palcem na jedną z tafli i powiedział, że widzi tam ich, razem, starych i szczęśliwych. I oczekiwał pewnie, że Flynn również zobaczy coś równie romantycznego, bo napis na ramie był dość oczywisty - „zwierciadło pragnień”. Według ulotki miało pokazywać najsilniejsze, najbardziej skrywane potrzeby duszy. Jemu natomiast pokazało rozmyte, czarno-białe plamy, w których rozpoznał kilka znajomych kształtów, żadnych konkretów.
Istnieli ludzie, którzy widzieli tam, jak udało im się zwojować cały świat. Istnieli tacy, którzy widzieli się tam po prostu szczęśliwych. A on... on nie zobaczył nawet tego. On był tak bardzo nikim, że nie zobaczył tam nic.
Nie potrafił skłamać. Nie chciał odpowiedzieć na to pytanie prawdziwie. Obszedł je więc bokiem.
- Tęskniłem za tobą.
To było krótkie, precyzyjne, nadawało jego powrotowi jakiś głębszy sens i było pozbawione fałszu, ale nie poruszało tematyki jego nieistniejących pragnień. Al nigdy nie był głupi, więc wątpliwe było, żeby tej manipulacji nie wyłapał - zwłaszcza że kiedy się podniósł do pozycji siedzącej, to mógł dostrzec, że Flynn nie tylko sypiał z łańcuchem przyczepionym do spodni - on spał z całym swoim rynsztunkiem. Ubrany, obładowany w przedmioty, które mógł szybko chwycić, z butami zaraz obok niewygodnego posłania. Wyglądał tak, jakby kładł się z myślą, że zaraz będzie musiał się stąd zerwać, jakby nie mógł nie być gotowy do natychmiastowej ucieczki.
- Nikt nie mówił do mnie po imieniu od kilkunastu lat...
Bo tam był przecież kimś innym.
- Błagam, każ mi stąd iść i nie wracać, albo powiedz, że wszystko będzie dobrze, nawet jeżeli to paskudne kłamstwo - mówił przez zaciśnięte zęby, ale nie ze złości, a z narastającej wewnątrz paniki. Wraz z kolejnym brzdęknięciem łańcucha, skulił się bezradnie, wciąż leżąc na podłodze. Miał zamknięte oczy.
Ale czy chciał tu wrócić? Czy chciał tu być? Nie wiedział, bo on generalnie nie wiedział, czego chciał od życia. Mógłby go teraz zalać całkiem żałosną historią w tym temacie, bo o tym jak mało oczekiwał od życia, dowiedział się z rok lub dwa temu, kiedy jeden z jego minionych kochanków zafundował ich dwójce bilety do słynnego, londyńskiego Gabinetu Luster. Pośród wielu dziwacznych zwierciadeł ukazujących zakrzywiony obraz rzeczywistości, znalazło się wiele takich całkowicie magicznych, zaglądających w ludzką duszę i wydzierających z niej najbardziej skrywaną prawdę. Flynn szybko zorientował się, po co właściwie został tutaj przyprowadzony, kiedy owy chłopak, trzymając go za rękę, wskazał palcem na jedną z tafli i powiedział, że widzi tam ich, razem, starych i szczęśliwych. I oczekiwał pewnie, że Flynn również zobaczy coś równie romantycznego, bo napis na ramie był dość oczywisty - „zwierciadło pragnień”. Według ulotki miało pokazywać najsilniejsze, najbardziej skrywane potrzeby duszy. Jemu natomiast pokazało rozmyte, czarno-białe plamy, w których rozpoznał kilka znajomych kształtów, żadnych konkretów.
Istnieli ludzie, którzy widzieli tam, jak udało im się zwojować cały świat. Istnieli tacy, którzy widzieli się tam po prostu szczęśliwych. A on... on nie zobaczył nawet tego. On był tak bardzo nikim, że nie zobaczył tam nic.
Nie potrafił skłamać. Nie chciał odpowiedzieć na to pytanie prawdziwie. Obszedł je więc bokiem.
- Tęskniłem za tobą.
To było krótkie, precyzyjne, nadawało jego powrotowi jakiś głębszy sens i było pozbawione fałszu, ale nie poruszało tematyki jego nieistniejących pragnień. Al nigdy nie był głupi, więc wątpliwe było, żeby tej manipulacji nie wyłapał - zwłaszcza że kiedy się podniósł do pozycji siedzącej, to mógł dostrzec, że Flynn nie tylko sypiał z łańcuchem przyczepionym do spodni - on spał z całym swoim rynsztunkiem. Ubrany, obładowany w przedmioty, które mógł szybko chwycić, z butami zaraz obok niewygodnego posłania. Wyglądał tak, jakby kładł się z myślą, że zaraz będzie musiał się stąd zerwać, jakby nie mógł nie być gotowy do natychmiastowej ucieczki.
- Nikt nie mówił do mnie po imieniu od kilkunastu lat...
Bo tam był przecież kimś innym.
- Błagam, każ mi stąd iść i nie wracać, albo powiedz, że wszystko będzie dobrze, nawet jeżeli to paskudne kłamstwo - mówił przez zaciśnięte zęby, ale nie ze złości, a z narastającej wewnątrz paniki. Wraz z kolejnym brzdęknięciem łańcucha, skulił się bezradnie, wciąż leżąc na podłodze. Miał zamknięte oczy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.