11.10.2023, 07:28 ✶
O ile spytanie, czy znało się kogoś, kto powinien być obcy, mogło być niewłaściwe, tak prowadzanie za rękę żony innego mężczyzny, było niewłaściwe tym bardziej. Tyle że Brenny nic to nie obchodziło - i nie tylko dlatego, że pani Sadley planowała opuścić męża. Dlaczego, zrozumiała dopiero, kiedy przeszli już kawałek drogi, a przed jej oczyma statek zmieniał się, w uszach rozbrzmiewał trzask schodów...
Po prostu nie była panią Sadley. To nie dłoń Neville'a zawsze była zimna, tylko Atreusa - a właściwie i ta nie była taka zawsze, bo pierwszy i drugi raz ciągała go za tę dłoń jeszcze nim utracił ciepło, wtedy mając wobec tego znacznie mniej oporów niż gdy pojawiła się więź.
Neville natomiast miał tak chłodne palce, ponieważ był martwy. Wszyscy poza Brenną i Atreusem byli martwi. A ona nawet nie zwróciła na to uwagi, bo zwyczajnie przywykła. Do dotyku Atreusa, Patricka, Victorii i przede wszystkim Mavelle...
...Mav...
Mav. Gdzie była Mavelle? Rozejrzała się odruchowo, jakby z nadzieją, że ją też gdzieś tutaj zobaczy, ale żadna z twarzy nie wydawała się znajoma. Czy w ogóle rozpoznałaby tutaj kuzynkę? Jego poznała być może tylko dzięki rytuałowi.
- Nie. Jeśli stracił kontrolę, to w ładowani, spowodował wybuch i w ten sposób zatopił statek - powiedziała nagle. Maddie - bogowie, Maddie nie żyła, to dziecko tutaj było tylko... obrazem, wspomnieniem, Brenna nie miała pojęcia czym - mówiła przecież o wybuchu. Prawdopodobnie Brenna powinna była zejść tam na dół, ale nie wiedziała nic o żadnych perłach...
Puściła dłoń Atreusa na widok kobiety. Jakaś cześć Brenny miała świadomość, że ta kobieta nie jest prawdziwa. Była wspomnieniem, widmem, odciskiem energii, oddanej statkowo albo czymś jeszcze innym. A jednak... ruszyła w jej stronę, wiedziona po trochu trudną do opanowania wściekłością, trochę po prostu chęcią zrobienia czegokolwiek poza staniem. Gniew za Maddie, za panią Sadley, za wszystkich na tym statku, za jej brata i siostry, pchnął ją ku schodom. Nie miała różdżki, ale to nic nie szkodziło. Bo to nawet lepiej, wcale w tej chwili nie pragnęła rzucać czarów. Chciała wiedzieć, co stanie się, gdy uderzy tę czarodziejkę. Czy ta jakoś zareaguje? Czy inni to dostrzegą? Czy ona sama poczuje siłę uderzenia, ból knykci, skoro jej ciała wcale tu nie było, a spoczywało gdzieś w atrium?
Zwyczajnie uniosła pieść, by spróbować grzmotnąć ją prosto w twarz na dzień dobry.
Po prostu nie była panią Sadley. To nie dłoń Neville'a zawsze była zimna, tylko Atreusa - a właściwie i ta nie była taka zawsze, bo pierwszy i drugi raz ciągała go za tę dłoń jeszcze nim utracił ciepło, wtedy mając wobec tego znacznie mniej oporów niż gdy pojawiła się więź.
Neville natomiast miał tak chłodne palce, ponieważ był martwy. Wszyscy poza Brenną i Atreusem byli martwi. A ona nawet nie zwróciła na to uwagi, bo zwyczajnie przywykła. Do dotyku Atreusa, Patricka, Victorii i przede wszystkim Mavelle...
...Mav...
Mav. Gdzie była Mavelle? Rozejrzała się odruchowo, jakby z nadzieją, że ją też gdzieś tutaj zobaczy, ale żadna z twarzy nie wydawała się znajoma. Czy w ogóle rozpoznałaby tutaj kuzynkę? Jego poznała być może tylko dzięki rytuałowi.
- Nie. Jeśli stracił kontrolę, to w ładowani, spowodował wybuch i w ten sposób zatopił statek - powiedziała nagle. Maddie - bogowie, Maddie nie żyła, to dziecko tutaj było tylko... obrazem, wspomnieniem, Brenna nie miała pojęcia czym - mówiła przecież o wybuchu. Prawdopodobnie Brenna powinna była zejść tam na dół, ale nie wiedziała nic o żadnych perłach...
Puściła dłoń Atreusa na widok kobiety. Jakaś cześć Brenny miała świadomość, że ta kobieta nie jest prawdziwa. Była wspomnieniem, widmem, odciskiem energii, oddanej statkowo albo czymś jeszcze innym. A jednak... ruszyła w jej stronę, wiedziona po trochu trudną do opanowania wściekłością, trochę po prostu chęcią zrobienia czegokolwiek poza staniem. Gniew za Maddie, za panią Sadley, za wszystkich na tym statku, za jej brata i siostry, pchnął ją ku schodom. Nie miała różdżki, ale to nic nie szkodziło. Bo to nawet lepiej, wcale w tej chwili nie pragnęła rzucać czarów. Chciała wiedzieć, co stanie się, gdy uderzy tę czarodziejkę. Czy ta jakoś zareaguje? Czy inni to dostrzegą? Czy ona sama poczuje siłę uderzenia, ból knykci, skoro jej ciała wcale tu nie było, a spoczywało gdzieś w atrium?
Zwyczajnie uniosła pieść, by spróbować grzmotnąć ją prosto w twarz na dzień dobry.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.