Laurent zemdlał, bo Perseus się do niego uśmiechnął.
- Tak... starsza. - Odpowiedział kobiecie i uśmiechnął się do niej. - Pracuje jako archeolożka. - Uzupełnił i patrząc po minie Ginny, jaką zrobiła, jakby program przestał działać w jej umyśle to chyba się znały. Co wcale nie było dziwne zważywszy branże.
Stracić rachubę na początku miesiąca... funkcjonowanie tutaj musiało być aktualnie jakimś koszmarem. Cykl dnia i nocy pozwalał zdrowo funkcjonować, światło słońca dawało energię, mrok nocy pozwalał spokojnie zasnąć. Mugole radzili sobie z tym jak mogli. Życie bez zaklęć wydawało się Laurentowi tak egzotyczne, że wręcz nierealne. Tymczasem proszę bardzo - oto siedział obok kogoś, kto magią się nie posługiwał, kto zagubił się w dniu i nocy, kto... przechadzał się po polanie, na której widma się nie pojawiały co prawda, ale ciągnął za sobą widmo swojego nieszczęśliwego życia. Bo to, że był szczęśliwy, nie było epitetem, jakim by go obdarzył. Ludzie, którzy doświadczyli odrobiny za wiele jak na swoje siły mieli specyficzne spojrzenia. Jakby życie z nich uleciało, smutny błysk błąkał się gdzieś po kącikach.
Drgnął, kiedy usłyszał z ust mężczyzny, że "to już koniec", a jego myśli z tego, co sobą prezentuje Allan Bigsby przeniosły się na to, co miał do przekazania. I od razu skoczyły do tego, że im wszystkim będzie kasowana pamięć. Że można było im dziś pokazać niezmierzone cuda, bo i tak nie będą niczego pamiętali. Ledwo kilka dni temu tutaj byli i chyba stawało się jasne, co tak mocno ściągało tu Departament Tajemnic... choć parę z tych powodów na pewno ich tajemnicą pozostaną. Nie zamierzał w to wnikać. Drzemał tragizm w tym, że możesz poznać inny świat tylko po to, żeby zaraz o nim zapomnieć. A wszystko przez to, że bano się łowów na czarownice rodem wyciągniętych ze średniowiecza. Nic dziwnego. Jak ludzkość miała sobie radzić z magią, która zaginała według nich rzeczywistość? Potrafiła kasować im wspomnienia, czego oni robić nie potrafili?
- Jeśli czujesz żal, to chyba nie ma sensu jedynie mówić sobie, że ten żal niczego nie znaczy. - Było to naprawdę przeszywające i... byłoby dalej, gdyby nie to uczucie, które znów przeszyło serce. Zmyło jeszcze większą dozę odczuć, a Laurent spojrzał na swojego towarzysza szukając w nim oznak tej zmiany. Czy on też to wyczuwał. "To" znaczy - co? Wydawały się, te zmiany, niebezpieczne. Teraz obmywały z uczuć jak katharsis, ale co jeśli zamiast obmywać zaczną coś rozpalać?