- To obskurus. - Może to była jedna z tych informacji, jaka nie powinna być podawana? A może właśnie musiała być? Ludzki mózg chadzał czasami po zdumiewających drogach. Jak to, że Laurent tak bardzo ufał tej dwójce mężczyzn tylko dlatego, że nie wiedział, co mieli na przedramionach. Że, o paradoksie, jego życie chroniła dwójka Śmierciożerców - a przecież okropnie nimi gardził. Wiadomość o obskurusie mogła tak wywołać niepotrzebny stres i strach (ach tak, niepotrzebny..?) jak i dać bardzo cenną radę: uważaj. Uważaj, bo od tego, co się stanie z tym dzieckiem, zależy zapewne życie nas wszystkich.
Już nawet nie do końca orientował, co się tutaj działo. Rozmywały mu się rozmowy Stanleya i Anthonyego, niby zrozumiał, że ten drugi postanowił rzeczywiście spróbować zająć dziecko (biedne...), a drugi siłował się razem z nim z zaklęciem otaczającym perły, ale to był fakt - magia tutaj psociła i grała na nosie. Czy to już jego nieudolność udzielała się również Stanleyowi, czy tracił on cierpliwość - cokolwiek się działo sprawiło, że ich wspólne, łączone starania, żeby pozbyć się chroniącego to miejsce czaru spełzły na niczym. A oni nadal pokładali w nim jakąś nadzieję. Jakąś...
Chyba tylko to, że ta nadzieja była, trzymało go na nogach. Laurent teraz już nie opierał się o ścianę ręką, a wręcz przylegał do niej, starając się nadal patrzeć przytomnie na ten świat, który w bólu metalicznego dźwięku krzyczącego w jego głowie się rozmywał. Nie był już nawet do końca w stanie odpowiedzieć na słowa Stanleya, który stał przed nim. Chronili go. Czy było warto? Doprowadził ich tutaj, przekazał chyba wszystko, jego rola została zakończona. Mógł opaść w tę śmierdzącą wodę tak jak tamte ciała, które zostały tutaj zwabione i zapewne zabite. Zabrać te perły daleko stąd, ułożyć je na dnie oceanu... Zabrać? Czy na pewno chodziło o perły czy raczej o to, co w nich uwięziono. Blondyn cofnął się myślą do swojego wyobrażenia z wcześniej. Filakterium. Perły należały do oceanu, ale to nie o to chodziło. To chyba nie to...
Rozbij nas.
- Rozbij je. Zniszcz perły! - Nie bardzo wiedział, czy z jego ust wydobył się rzeczywiście jakikolwiek głośniejszy głos niż pomruk, ale w swojej głowie wręcz krzyczał. Przecież liczyli na niego. Przecież od tego zależało życie tylu osób na tym statku. Chyba to była jego ostatnia szansa wzniesienia tej różdżki - tak mu się wydawało, kiedy wyceniał swoje siły. Chciał transmutować skrzynki, deski, czy cokolwiek było w pobliżu w dwa imadła, które zmiażdżyłyby te perły w proch.
Sukces!
Akcja nieudana