Ponad dziesięć lat nie stanowiła dla Giovanniego wielkiej różnicy. Szybko też lubił schodzić ze zbyt wyniosłych formalności, jeśli pozwalała na to sytuacja. Lubił zwracać się do ludzi po imieniu, nadając tym samym ich relacji większej poufałości, ale przy tym wciąż serwował nieskazitelne maniery i zdecydowanie nie wyglądało to jak uliczne koleżeństwo. Nawet jeśli kontakty z Lovegoodem wiązały się z ich pracą, było to przecież coś, co obydwoje darzyli pasją. Ciężką więc nazwać ich spotkanie czysto służbowym.
— Dzień dobry, Xenophiliusie! Pogoda nam dzisiaj dopisuje. Brak deszczu, ludzie niepoukrywani w domach...
Z uśmiechem ścisnął dłoń czarodzieja.
Urquart też miał na sobie jasne spodnie, zaś na górę przywdział jasnobrązową koszulę i beżowy krawat. Chciał wyglądać dość "mugolsko", ale jednocześnie elegancko.
— Poczyniłeś jakieś przygotowania na dzisiejszą przygodę? — spytał. — Sam sporządziłem kilka pytań, które chciałbym zadać naszym rozmówcom... Myślę, że najbardziej nie mogę doczekać się ich opinii o Kodeksie Tajności. Wyobrażasz sobie jakie kontrowersje mogą wzbudzić ich odpowiedzi, gdy opublikuję je w czarodziejskich czasopismach?
Roześmiał się lekko. Nigdy nie celował w kontrowersje, ale wiedział, że nie uniknie ich dotykając cały czas tematów wrażliwych. To akurat robił celowo. Chciał zmuszać społeczeństwo do myślenia i reewaluowania swoich przekonań i wartości.