11.10.2023, 13:35 ✶
Brenna też oglądała się za Aveliną, upewniając, że ta opuści tę straszliwą maszynę. A kiedy Paxton wysiadła, bliska płaczu, w pierwszej chwili Longbottom założyła, że dziewczyna po prostu jest ranna. Gdy jednak zaczęła przepraszać... Brenna zamarła w pół ruchu - z dłonią wyciągniętą ku twarzy brata - rozdarta pomiędzy chęcią oglądania jego głowy, i upewnienia się, że nie rozbił sobie łba, a ruszeniem u Avelinie. Własne, bolące ramię chwilowo ignorowała, jak boli, to znaczy, że dalej tam jest i tego zamierzała się trzymać.
W końcu, skoro Erik stał, nie krwawił, i nie sprawiał wrażenia, jakby miał zamiar mdleć, Brenna po prostu ruszyła ku Paxton, z wyciągniętymi rękami.
- Za co przepraszasz, dziewczyno - powiedziała, zarzucając jej lewą rękę na szyję. Prawej wolała na razie tak wysoko nie podnosić. Zaraz jednak zesztywniała nieco, kiedy Avelina oceniła, że takie wybryki w wykonaniu mugolskiego traktora nie były normalne.
Jakby się nad tym zastanowić, to Brenna sama powinna na to wpaść. Gdyby te mugolskie maszyny tak wariowały, to czy tyle samochodów poruszałoby się ulicami niemagicznego Londynu?
Odsunęła się nieco, podejrzliwym spojrzeniem mierząc chłopca, który ku nim nadbiegł. Zaraz jednak przypomniała sobie o czymś jeszcze. Chwilowo ważniejszym...
- Jestem pewna, że za moment się upewnimy, co tu się stało... - stwierdziła. Jeżeli był to chłopiec, to to sprawdzą. Jeżeli nie, użyje się widmowidzenia i każdej innej dostępnej metody, by sprawdzić, czemu traktor oszalał. Chwilowo jednak Brenna przeniosła spojrzenie na brata. - Erik, braciszku. Teraz pójdziesz tam, między drzewa. I polecisz prosto do Nory. Ja zostanę z Aveliną, ogarniemy ten bałagan. Możesz później wrócić albo po prostu zabiorę twoje rzeczy, kiedy będziemy wracać.
Zazwyczaj starała się nie dyrygować bratem. Nie tak bezczelnie przynajmniej. Problem polegał jednak na tym, że Brenna doskonale wiedziała, jak działa ta cholerna więź i że ich wspólna przyjaciółka właśnie zapewne umierała z niepokoju. Przy trollach o tym nie pomyślała, była nazbyt poobijana i wstrząśnięta, ale tym razem od razu przyszło jej do głowy, że Figg nie była kimś, kto powinien teraz siedzieć i zastanawiać się cały dzień, co dzieje się z Erikiem... A jeśli do niego napisze i ten nie odbierze sowy, bo był tutaj?! Nora umrze ze zmartwienia!
W końcu, skoro Erik stał, nie krwawił, i nie sprawiał wrażenia, jakby miał zamiar mdleć, Brenna po prostu ruszyła ku Paxton, z wyciągniętymi rękami.
- Za co przepraszasz, dziewczyno - powiedziała, zarzucając jej lewą rękę na szyję. Prawej wolała na razie tak wysoko nie podnosić. Zaraz jednak zesztywniała nieco, kiedy Avelina oceniła, że takie wybryki w wykonaniu mugolskiego traktora nie były normalne.
Jakby się nad tym zastanowić, to Brenna sama powinna na to wpaść. Gdyby te mugolskie maszyny tak wariowały, to czy tyle samochodów poruszałoby się ulicami niemagicznego Londynu?
Odsunęła się nieco, podejrzliwym spojrzeniem mierząc chłopca, który ku nim nadbiegł. Zaraz jednak przypomniała sobie o czymś jeszcze. Chwilowo ważniejszym...
- Jestem pewna, że za moment się upewnimy, co tu się stało... - stwierdziła. Jeżeli był to chłopiec, to to sprawdzą. Jeżeli nie, użyje się widmowidzenia i każdej innej dostępnej metody, by sprawdzić, czemu traktor oszalał. Chwilowo jednak Brenna przeniosła spojrzenie na brata. - Erik, braciszku. Teraz pójdziesz tam, między drzewa. I polecisz prosto do Nory. Ja zostanę z Aveliną, ogarniemy ten bałagan. Możesz później wrócić albo po prostu zabiorę twoje rzeczy, kiedy będziemy wracać.
Zazwyczaj starała się nie dyrygować bratem. Nie tak bezczelnie przynajmniej. Problem polegał jednak na tym, że Brenna doskonale wiedziała, jak działa ta cholerna więź i że ich wspólna przyjaciółka właśnie zapewne umierała z niepokoju. Przy trollach o tym nie pomyślała, była nazbyt poobijana i wstrząśnięta, ale tym razem od razu przyszło jej do głowy, że Figg nie była kimś, kto powinien teraz siedzieć i zastanawiać się cały dzień, co dzieje się z Erikiem... A jeśli do niego napisze i ten nie odbierze sowy, bo był tutaj?! Nora umrze ze zmartwienia!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.