11.10.2023, 21:29 ✶
Zadziwiające było to, jak bardzo pogoda wpływała na jej zachowanie. Niektórym podczas deszczu dolegały bóle stawów i mięśni, a inni potrafili dostawać tak silnej migreny, że nie potrafili zwlec się z łóżka. A gdy świeciło słońce, nagle dopisywał im humor. Olivia co prawda nie była aż tak wrażliwa na pogodę, jednak już jakiś czas temu zdążyła zauważyć, że piękne słońce w połączeniu z lekkim wietrzykiem sprzyjały wychodzeniu na zewnątrz i włóczeniu się po całym Londynie. Miała wtedy wrażenie, że mogłaby przenosić góry za pomocą zwykłego pstryknięcia palcem, podczas gdy jesienna pogoda sprawiała, że kurczyła się w sobie i wolałaby pozostać niewidzialną dla otoczenia.
Sama nie wiedziała, którą porę roku wolała. Jesień i zima zdecydowanie sprzyjały sprzedaży w Pękatej Fiolce, która w tych okresach nie mogła narzekać na brak eliksirów. Olivia wtedy chowała się w pracowni i nierzadko zapominała o całym świecie, a nawet o jedzeniu. A późną wiosną i latem? Miała wrażenie, że budzi się do życia, jak przyroda.
- Och, przepraszam - wymamrotała, gdy jej rozmyślania z samą sobą przerwało nadepnięcie komuś na stopę. Nie zatrzymała się - pomna tego, co dzieje się wokół niej ruda szybko spuściła głowę i wyminęła nieznajomą jej osobę. Byle nie dać się zauważyć. To był jej stały, niezwykle skuteczny sposób. Nerwowo obciągnęła sweter, który narzuciła na jasną bluzkę. Nie musiała wtapiać się w tłum czarodziejów i czarownic, którzy nosili szaty przy każdej okazji - i tak jej nie zauważali. Może któryś z nich czasem rzucił w stronę rudej ciekawe spojrzenie, lecz gdy widział, że zbliża się do Dziurawego Kotła, od razu zapominał o tym, co zobaczył. Nic specjalnego - ubrana po mugolsku czarownica idzie do Kotła, by przejść do świata mugoli w sobie tylko znanym celu. Takich jak ona było mnóstwo.
Quirke przeszła przez łuk, korzystając z okazji, że ktoś przedostawał się na Pokątną, zgrabnie wymijając dwójkę czarodziejów. Bąknęła pod nosem krótkie "dzięki" i już była w środku. Dziurawy Kocioł zawsze był jej małą ostoją. Mimo iż lokal cieszył się dużą popularnością, to jednak Olivii zawsze udawało się znaleźć wolne miejsce. Jeśli nie przy ladzie, to chociażby gdzieś z boku, nawet przy innych ludziach, którzy byli zbyt pochłonięci swoimi trunkami, by zaprotestować, gdy siadała na długiej ławie przy stolikach na środku. I dopóki rozmawiali ze sobą i poili się alkoholem, tak nie zwracali na nią większej uwagi.
W zasadzie alkohol był niezwykle fascynującą substancją, której nie potrafiła rozgryźć mimo tylu lat parania się wytwarzaniem eliksirów. Wpływał na umysły w niezwykle tajemniczy sposób, zmieniał percepcję i postrzeganie świata. Uzależniał, rozluźniając spięte mózgi i kojąc gonitwę myśli. Niektórzy widzieli w nim wybawienie i nie myśleli wcale o tym, że była to trucizna. Podobno to dawka była trucizną, ale Olivia miała na ten temat inne zdanie.
- Napój z dzikich jagód poproszę - wypaliła zanim jeszcze zdążyła oprzeć dłonie o kontuar. Oczywiście wiedziała, że mówiąc napój wcale nie sprawi, że dostanie coś, co nie wpłynie na jej trzeźwość. Ale czuła się lepiej, gdy nie mówiła wino jagodowe. Hipokryzja Quirke w czystej postaci. Zerknęła na postać, obok której przyszło jej stanąć, a jej niebieskie oczy rozjaśniły się ciepło. - Geraldine, masz zamiar marnować tak piękną pogodę w pubie?
Zupełnie jakby ona nie miała dokładnie takich samych planów.
Sama nie wiedziała, którą porę roku wolała. Jesień i zima zdecydowanie sprzyjały sprzedaży w Pękatej Fiolce, która w tych okresach nie mogła narzekać na brak eliksirów. Olivia wtedy chowała się w pracowni i nierzadko zapominała o całym świecie, a nawet o jedzeniu. A późną wiosną i latem? Miała wrażenie, że budzi się do życia, jak przyroda.
- Och, przepraszam - wymamrotała, gdy jej rozmyślania z samą sobą przerwało nadepnięcie komuś na stopę. Nie zatrzymała się - pomna tego, co dzieje się wokół niej ruda szybko spuściła głowę i wyminęła nieznajomą jej osobę. Byle nie dać się zauważyć. To był jej stały, niezwykle skuteczny sposób. Nerwowo obciągnęła sweter, który narzuciła na jasną bluzkę. Nie musiała wtapiać się w tłum czarodziejów i czarownic, którzy nosili szaty przy każdej okazji - i tak jej nie zauważali. Może któryś z nich czasem rzucił w stronę rudej ciekawe spojrzenie, lecz gdy widział, że zbliża się do Dziurawego Kotła, od razu zapominał o tym, co zobaczył. Nic specjalnego - ubrana po mugolsku czarownica idzie do Kotła, by przejść do świata mugoli w sobie tylko znanym celu. Takich jak ona było mnóstwo.
Quirke przeszła przez łuk, korzystając z okazji, że ktoś przedostawał się na Pokątną, zgrabnie wymijając dwójkę czarodziejów. Bąknęła pod nosem krótkie "dzięki" i już była w środku. Dziurawy Kocioł zawsze był jej małą ostoją. Mimo iż lokal cieszył się dużą popularnością, to jednak Olivii zawsze udawało się znaleźć wolne miejsce. Jeśli nie przy ladzie, to chociażby gdzieś z boku, nawet przy innych ludziach, którzy byli zbyt pochłonięci swoimi trunkami, by zaprotestować, gdy siadała na długiej ławie przy stolikach na środku. I dopóki rozmawiali ze sobą i poili się alkoholem, tak nie zwracali na nią większej uwagi.
W zasadzie alkohol był niezwykle fascynującą substancją, której nie potrafiła rozgryźć mimo tylu lat parania się wytwarzaniem eliksirów. Wpływał na umysły w niezwykle tajemniczy sposób, zmieniał percepcję i postrzeganie świata. Uzależniał, rozluźniając spięte mózgi i kojąc gonitwę myśli. Niektórzy widzieli w nim wybawienie i nie myśleli wcale o tym, że była to trucizna. Podobno to dawka była trucizną, ale Olivia miała na ten temat inne zdanie.
- Napój z dzikich jagód poproszę - wypaliła zanim jeszcze zdążyła oprzeć dłonie o kontuar. Oczywiście wiedziała, że mówiąc napój wcale nie sprawi, że dostanie coś, co nie wpłynie na jej trzeźwość. Ale czuła się lepiej, gdy nie mówiła wino jagodowe. Hipokryzja Quirke w czystej postaci. Zerknęła na postać, obok której przyszło jej stanąć, a jej niebieskie oczy rozjaśniły się ciepło. - Geraldine, masz zamiar marnować tak piękną pogodę w pubie?
Zupełnie jakby ona nie miała dokładnie takich samych planów.