Stanley z Saurielem po prostu podchodzili do życia na przysłowiowym luzie. No bo co innego im pozostało? Mieli siedzieć i trząść portkami, oczekując na to kiedy Ministerstwo dowie się, że we dwójkę są zwolennikami Czarnego Pana? A może powinni właśnie zrobić wszystko co w ich mocy, aby nacieszyć się życiem przed nieuniknionym? Pytanie tylko, co było tą niewiadomą? Przegrana czy wygrana? Jednak czy powinni się nad tym zastanawiać? Czy nie byli tylko pionkami w tej wielkiej machinie wojennej? Najpewniej gdyby byli jakimiś filozofami czy innymi filologami (tak, dla Stanleya było to dokładnie to samo, ponieważ znał tylko jeden język) to siedzieliby w biblioteczce i się nad tym zastanawiali, a tak to biegali po Nocturnie w poszukiwaniu jakichś chłopków-roztropków.
Uśmiechnął się pod nosem. Starszy, a równie głupi... komplementował sam siebie. Jakby się zastanowić... To Stanley prowadził normalne życie. Na tyle na ile można prowadzić "normalne" życie kiedy na drugim etacie biega się w bojówkach Lorda Voldemorta, a na trzecim sadzi ogórki... Chociaż to trzecie było całkiem normalnym hobby - Kiedyś będę musiał. Bo albo zrobię to ja albo zostanie to na mnie wymuszone... A wtedy, czeka nas już tylko świetlana przyszłość - zapewnił Sauriela. Mulciber aż bał się myśleć co by się stało gdyby mogli spędzać 24 godziny, dzień w dzień, we własnym towarzystwie w szerzeniu pokoju i demokracji jak pewny hegemon zza oceanu własnych interesów i idei tam gdzie potrzeba.
- Dorośnie do tego - odparł spokojnym głosem. Stanley akurat wierzył w te postulatu albo może chciał wierzyć, chociaż po tym co się stało na Beltane nie bardzo roztrząsał ten temat. Może teraz była to już rzecz w którą wierzył kiedyś, a wraz z upływem czasu, te wszystkie postulaty stawały się mu zbyt dalekie? Nie wiedział ale nie miał też czasu aby się nad tym głębiej zastanowić - Zawsze i wszędzie - zapewnił go skoro tak bardzo tego potrzebował. Borgin mógł to nawet uznać za obrazę. No bo co to miało znaczyć "chyba"? To było pewne, że mu pomoże - zawsze i wszędzie. Nadal był jego dłużnikiem i nie zapominał innym tego, co zrobili dla niego - Musi być, zawsze jest - dodał. Czarna magia, a w szczególności nekromancja to były przepiękne sztuki. To było jak obcowanie na granicy życia i śmierci. To było przepiękne.
Nie wchodzimy do mnie, ani do Ciebie, a Ty to samo... dziwił się kiedy Sauriel wpadał do środka z drzwiami albo to drzwi wpadały z Saurielem. Punkt widzenia zależał od punkty patrzenia. Wejście bardzo spektakularne i nie jemu tu było oceniać te metody skoro działały - No proszę, proszę. Trochę tu się jednak dzieje... - skomentował z bezpiecznej strefy czyli pleców Pardusa. Imiennik Stanleya był bardzo zadowolony z ich wizyty, a Borgin nie mógł się doczekać już tej sztuczki.
No i dlaczego nie ostrzegł Vulturisa, że będzie tutaj ich straszyć?! Nie wiedział, że to "BU" mogło też wystraszyć Stanleya?! Dramat. Tragedia. Dobrze, że jakoś bardzo mu się nie chciało do toalety. I już chciał mu zwrócić uwagę ale zobaczył... Coś pięknego... To była najprawdziwsza czarna magia, zielone światło i bach - jeden z nich padł, a Mulciber był gotów uronić łezkę gdyby nie zobaczył, że w ich stronę zmierza jeden ze zbirów. A co było w tym gorsze - ten większy z nich właśnie nabierał rozpędu. Drugi zaś dosięgnął swojej różdżki i zaczął się bawić.
Stanley nie zamierzał być gorszy, wycelował najpierw w osiłka, który zmierzał w ich kierunku, a moment później w tego który został z tyłu. Oczywiście miał zamiar skorzystać z tak dobrze znanego i ulubionego cruciatusa - Jasne, rozumiem - rzucił Saurielowa i zabrał się za robotę. Pojedynek, a raczej otwartą walkę, można było uznać za rozpoczętą.
Stanley: Rzut na dwa cruciatusy w kierunku mężczyzn. Najpierw w pierwszego, później w drugiego. Korzystam z nekromancji.
Sukces!
Sukces!
Zbir numero uno: Rzut na dwie pionchy w nos z rozpędu - aktywność fizyczna.
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zbir numero dos: Rzut na tarczę - rozproszenie oraz próba wytrącenia różdżki z ręki mężczyzny przy pomocy wiatru - kształtowanie.
Sukces!
Akcja nieudana
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972