— Obawiam się, że tym traktorem już nikt dzisiaj nigdzie nie pojedzie — mruknął Erik, gdy dobiegł do nich młodszy kuzyn Aveline.
Zanim zdołał wydukać z siebie kilka słów otuchy w stosunku do chłopaka, jego uwaga została przekierowana na Brennę, gdy ta kazała mu natychmiast się stąd zmyć i udać do Nory. Zamrugał zdziwiony, dosyć powoli łącząc wątki. Rozumiał, że mogła być na niego zła. Bądź co bądź, to on czytał instrukcję, więc powinien wiedzieć, co nieco na temat tego, jak uniemożliwić traktorowi samodzielną jazdę, ale przecież był tylko czarodziejem! Nie znał się na tych mugolskich wynalazkach, więc czemu teraz miał niby wracać do Londynu i...
Oh. OH, pomyślał Erik, wypuszczając głośno powietrze z ust. No tak. Beltane. Rytuał. Teraz wszystko nabierało sensu. Mężczyzna wzdrygnął się mimowolnie, gdy zdał sobie sprawę, że zaledwie przed kilkoma dniami wdał się wraz z Brenną w walkę z górskim trollem. To musiał być niezmiernie ciekawy poranek dla Nory i Elliota. Szlag by trafił te magiczne wianki.
— Ja... No dobra — zgodził się z pomysłem siostry. Osobiście nie doświadczył jeszcze działania rytuału z tej drugiej strony, więc nie wiedział za bardzo, co może przeżywać Figg i Malfoy. Może właśnie wili się w konwulsjach lub wypłakiwali sobie oczy? Erik momentalnie spoważniał. — To ja do was później napiszę, okej?
Nie chciał zostawiać Aveline w towarzystwie Brenny. Obawiał się, że bez jego światłych rad i kompasu moralnego, siostrze może wpaść do głowy kolejny głupi pomysł. Na przykład to, że próbuje obłaskawić traktor jakąś ofiarą lub wręcz przeciwnie... Stwierdzi, że najlepszym pomysłem na rozwiązanie tej sprawy będzie wyzwanie go na pojedynek. Powalenie na łopatki metalowej bestii to też jakiś sposób na udowodnienie swej dominacji, prawda? Westchnął ciężko. Zdecydowanie będzie musiał wysłać kilka listów, gdy już załatwi sprawy w Londynie. Jeden trafi do Brenny, drugi do Aveline, a trzeci do jej dziadka, żeby sprawdzić, czy każda wersja zdarzeń się zgadza. Lepiej było nie ryzykować.
— Uważajcie na siebie. — Erik uścisnął krótko obie kobiety i przybił piątkę z młodszym chłopakiem, po czym udał się między drzewa, aby koniec końców zniknąć z cichym pyknięciem. Merlinie, chroń to domostwo przed pomysłami Brenny Longbottom.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞