- Mówisz dobrze ojcze. Znasz moją opinię na ten temat - przejechał językiem po ustach na myśl o przepysznej wódce o której wspomniał Dagur. Nie chciał jednak skończyć pod stołem zanim cała impreza się rozwinie. Nie chciał też, aby i ojciec w takim miejscu skończył. To by dopiero była atrakcja - upity gigant, chociaż nie wszyscy byliby zadowoleni z takiego obrotu spraw.
Wraz ze zgodą Brenny i Nory ruszył w kierunku stolików. Nie mógł doczekać się też tych sławnych pączków, które tak chwalono. Hjalmar był nawet skłonny polizać jednego i położyć nieopodal siebie w imię zasady - polizane, zaklepane. Im bliżej podchodził tym bardziej był zachwycony. To była najprawdziwsza uczta.
- Które to są te sławne pączki? - zapytał Nory, rozglądając się po stoliku. Na moment przyjrzał się swojej potrawie. Mógłby przysiąść, że wygląda jakby ktoś ją otwierał. Pojawiało się tylko jedno pytanie - czy tak rzeczywiście było? I czy taka osoba przeżyła spotkanie pierwszego stopnia z tymi śledziami? Nie denerwował się jednak wcale. Cała ta atmosfera wpływała pozytywnie na to jak się zachowywał i co czuł - Po kielonku? - zwrócił się do ojca, a potem od razu odwrócił się w kierunku Connora oraz Blair. Nie znał ich jakoś dobrze ale kojarzył. Raz czy dwa naprawiali dla nich jakieś narzędzia czy inne przedmioty - Dzień dobry, witajcie - przywitał się z dwójką mieszkańców Doliny. Nie znał tutaj ludzi może tak dobrze jak Brenna, która być może nawet prowadziła jakąś własną ewidencję ludności - co wcale, a wcale nie zdziwiłoby Islandczyka. Ona była po prostu świetnie poinformowana o tym co działo się w jej okolicy i miejscu zamieszkania, a to był bardzo duży plus i postawa godna do naśladowania.
Hjalmar jeszcze był zbyt trzeźwy aby chodzić od grupki do grupki, proponując im trochę Surströmmingu. Nie miał w tym żadnego złego zamiaru. chciał po prostu aby inni mieli możliwość skosztowania tej pyszności. Nie to żeby było jakoś bardzo dużo chętnych na to ale na pewno jacyś śmiałkowie by się znaleźli.