11.11.2022, 13:38 ✶
Wwiercała swój wzrok w brata, z zacięciem obserwując jego wyraz twarzy. Zawsze wiedziała, kiedy Cedric kłamał; przy próbach ominięcia prawdy robił minę kota srającego na deszczu, a potem wypowiadał słowa takim samym, bolesnym tonem.
- "Jadłem" - przedrzeźniła go, robiąc palcami cudzysłowy w powietrzu i wykrzywiając twarz. - Zaraz będziesz jadł moją pięść, jak nie przestaniesz łżeć. Jak tylko zejdziemy na dół, to masz coś przekąsić i nie chcę słyszeć, że nie masz ochoty - zarządziła stanowczo głosem nieznoszącym sprzeciwu. Podparła się pod boki, czekając cierpliwie, aż brat skończy przemianę w cywilizowanego człowieka. Musiała złapać go za łokieć, kiedy zakładał spodnie, bo mogła przysiąc, że w innym wypadku przewróciłby się jaki długi (może to była tylko imaginacja Ceci, ale lepiej dmuchać na zimne).
Wtem zaczął zmieniać buty i pięta nieśmiało zerkająca zza gigantycznej dziury w skarpecie w hipogryfy wręcz oślepiła Cecylię.
- Na dupę Merlina, czy ty od dziesięciu lat nosisz te same skarpety? Czy mama ci ich nie dała z okazji Yule, jak byliśmy jeszcze w szkole? - zapytała, łapiąc się za czoło. Dosłownie poczuła, jak odpływa jej krew z głowy, żeby zalać całą resztę ciała. - Nie odpowiadaj. Po krótkim namyśle nie chcę wiedzieć, bo jak odpowiesz twierdząco, to popełnię zbrodnię w afekcie i będą mnie potem sądzić jak za człowieka. - Potrząsnęła głową w niedowierzaniu. - Czemu ich sobie nie zacerowałeś chociaż, gałganie? - Brzmiała, jakby była gotowa siąść i łatać mu je tu i teraz, ale prawdę powiedziawszy, nie była w tym najlepsza. Prawdopodobnie tylko pogorszyłaby sprawę, zdenerwowała się niemiłosiernie, a potem cisnęłaby je do kosza. Tylko wtedy prawdopodobnie Ceddie by się popłakał, że wyrzuciła jego ulubione skarpetunie i saga żenady by się tak łatwo nie skończyła.
Dała jednak za wygraną, bo nie było czasu na zbędne ceregiele. Otrzepała plecy brata, kiedy założył marynarkę, po czym poklepała go po nich w ramach otuchy, modląc się przy tym, żeby czasem nie potknął się na schodach w ciut przydługich nogawkach i sobie zębów nie wybił. Co prawda magomedyków było dosyć pod ręką, naprawiliby mu ubytki w szczęce w trymiga, jednak obawiała się, że tych w honorze już niekoniecznie.
- Dziękuję - odparła szczerze na komplementy, uśmiechając się przyjaźnie. Nawet zrobiła mini pozę dla zaprezentowania kreacji. - Silas nie miał okazji mnie w niej zobaczyć, kibluje w Kotle z przymusu. Mówił coś o cholernym karle, zgaduję, że chodziło o właściciela - odpowiedziała na pytanie Dory, wzruszając ramionami. - Ale powiedział, że po mnie przyjedzie, bo pewnie nie będę umiała wyjść z imprezy bez odbijania się od ścian. Upojenie alkoholowe i astygmatyzm to tragiczne połączenie - przyznała bez bicia, robiąc kwaśną minę. Prawda była taka, że Ceci czasem lubiła się napić trochę wina, ale miała wybitnie słabą głowę i problemy ze wzrokiem. Gdy nie miała na nosie okularów, już na trzeźwo poruszanie się nie było takie łatwe. Po kilku kieliszkach myliła podłogę ze ścianami.
- A wy jakie macie plany dzisiaj na wieczór? Będziecie próbować coś zgarniać? - zapytała, patrząc to na Dorę, to na Cedrica.
- "Jadłem" - przedrzeźniła go, robiąc palcami cudzysłowy w powietrzu i wykrzywiając twarz. - Zaraz będziesz jadł moją pięść, jak nie przestaniesz łżeć. Jak tylko zejdziemy na dół, to masz coś przekąsić i nie chcę słyszeć, że nie masz ochoty - zarządziła stanowczo głosem nieznoszącym sprzeciwu. Podparła się pod boki, czekając cierpliwie, aż brat skończy przemianę w cywilizowanego człowieka. Musiała złapać go za łokieć, kiedy zakładał spodnie, bo mogła przysiąc, że w innym wypadku przewróciłby się jaki długi (może to była tylko imaginacja Ceci, ale lepiej dmuchać na zimne).
Wtem zaczął zmieniać buty i pięta nieśmiało zerkająca zza gigantycznej dziury w skarpecie w hipogryfy wręcz oślepiła Cecylię.
- Na dupę Merlina, czy ty od dziesięciu lat nosisz te same skarpety? Czy mama ci ich nie dała z okazji Yule, jak byliśmy jeszcze w szkole? - zapytała, łapiąc się za czoło. Dosłownie poczuła, jak odpływa jej krew z głowy, żeby zalać całą resztę ciała. - Nie odpowiadaj. Po krótkim namyśle nie chcę wiedzieć, bo jak odpowiesz twierdząco, to popełnię zbrodnię w afekcie i będą mnie potem sądzić jak za człowieka. - Potrząsnęła głową w niedowierzaniu. - Czemu ich sobie nie zacerowałeś chociaż, gałganie? - Brzmiała, jakby była gotowa siąść i łatać mu je tu i teraz, ale prawdę powiedziawszy, nie była w tym najlepsza. Prawdopodobnie tylko pogorszyłaby sprawę, zdenerwowała się niemiłosiernie, a potem cisnęłaby je do kosza. Tylko wtedy prawdopodobnie Ceddie by się popłakał, że wyrzuciła jego ulubione skarpetunie i saga żenady by się tak łatwo nie skończyła.
Dała jednak za wygraną, bo nie było czasu na zbędne ceregiele. Otrzepała plecy brata, kiedy założył marynarkę, po czym poklepała go po nich w ramach otuchy, modląc się przy tym, żeby czasem nie potknął się na schodach w ciut przydługich nogawkach i sobie zębów nie wybił. Co prawda magomedyków było dosyć pod ręką, naprawiliby mu ubytki w szczęce w trymiga, jednak obawiała się, że tych w honorze już niekoniecznie.
- Dziękuję - odparła szczerze na komplementy, uśmiechając się przyjaźnie. Nawet zrobiła mini pozę dla zaprezentowania kreacji. - Silas nie miał okazji mnie w niej zobaczyć, kibluje w Kotle z przymusu. Mówił coś o cholernym karle, zgaduję, że chodziło o właściciela - odpowiedziała na pytanie Dory, wzruszając ramionami. - Ale powiedział, że po mnie przyjedzie, bo pewnie nie będę umiała wyjść z imprezy bez odbijania się od ścian. Upojenie alkoholowe i astygmatyzm to tragiczne połączenie - przyznała bez bicia, robiąc kwaśną minę. Prawda była taka, że Ceci czasem lubiła się napić trochę wina, ale miała wybitnie słabą głowę i problemy ze wzrokiem. Gdy nie miała na nosie okularów, już na trzeźwo poruszanie się nie było takie łatwe. Po kilku kieliszkach myliła podłogę ze ścianami.
- A wy jakie macie plany dzisiaj na wieczór? Będziecie próbować coś zgarniać? - zapytała, patrząc to na Dorę, to na Cedrica.