To, co ich łączyło... to nie była miłość. Owszem, kochali się - fizycznie i psychicznie - ale to nie była miłość. Laurent też mógł powiedzieć, że ją kochał i owszem, pragnienie, by być bliżej wcale nie minęło tylko dlatego, że tak zostało powiedziane. W dodatku Laurent był okropnie paskudny w kwestii trzymania siebie samego na wodzy. Natomiast już potrafił bardzo dobrze przestrzegać pewnych umów, jakie się pojawiały, dopóki druga strona również była wobec ustaleń fair. Mógł powiedzieć, że ją kocha. Jak kogo w zasadzie? Nie jak miłość swojego życia, jak kobietę, z którą łączyło go to właśnie wymienione romantyczne uczucie, również nie do końca jak siostrę. Jak osobę, która była blisko niego. Ach, ach, no i co się z tego robiło..? Laurent czasem miał wrażenie, że był martwy w środku. Poszukiwał tych odczuć i doznań, żeby wypełnić w sobie coś, pobudzić się do życia, dopiero wtedy mógł iść i funkcjonować dalej. Jeśli jednak tego doznania brakowało to zaczynał działać jak wyczerpana z baterii zabawka. Niby jeszcze podrygiwała, ale co to było za działanie..? Chyba był ostatnią osobą, która powinna rozmawiać na ten temat z Victorią, bo zawsze kierował się rozsądkiem. Nigdy nie pozwalał swojemu serduszku na robienie fikołków. Trzymał je w swojej garści i chciał sięgać po serca innych, ale tak, by nie zranić. Nie było to zawsze możliwe. Ale - prawdziwa miłość..? Nie to, żeby w nią nie wierzył. Wolał natomiast myśleć, że jest jak większość jego wizji - romantycznym snem, który snem powinien pozostać. Co miał więc mówić Victorii? Doradzać, żeby żył jak on? O nie, to na pewno nie, bo zdawał sobie sprawę z tego, jakie to było... złe. Inaczej by się tego tak nie wstydził.
- A to nie znaczy, że jest twoja. Wydarzenia mają wiele przyczyn i w miejscu, gdzie mowa o uczuciach, zawsze są przynajmniej dwie osoby, które do tego doprowadzają. Niemal nigdy w relacjach wina nie leży po jednej stronie. - Chyba że ktoś podchodzi do nieznajomego i zaczyna go wyzywać, ale to było oczywiste. Mowa tutaj była właśnie o relacjach, które są budowane między ludźmi. Inną też sprawą było, kiedy w relacjach ktoś zaczynał cię traktować jak ścierę tylko dlatego, że nie pozmywałaś naczyń. To również ciężko mówić o tym, żeby wina była po obu stronach. Tak, tak by powiedziała jej matka - że to wina Victorii, bo była niewystarczająco dobra. Ale to nie była prawda. Ach, no i padło to pytanie, na które Laurent nie miał dobrej odpowiedzi. Jak to zrobić... pozwolić sobie pójść naprzód. Tak po prostu. Popłynąć z nurtem. To jest - odpowiedź miał, tylko sam się do niej nie stosował. Nie pozwalał sobie na to "popłynięcie", bo za bardzo bolało. Za bardzo się bał. Wiedział po prostu, że to będzie okropna droga i dlatego też nigdy sobie nie pozwolił na romantyczne uczucia. Ale w tym miesiącu naprawdę się wszystko zaczęło mieszać. - Sądzę, że już znasz odpowiedź na to pytanie. - Dotknął lekko palcem jej klatki piersiowej pod mostkiem, gdzie powinno znajdować się serce i zaraz tę dłoń odsunął. Gdyby nie znała, to te serduszko by tak nie bolało. - Sądzisz, że w tym smutku i żalu to dobry pomysł rozmawiać o tym..? - Kiedy była taka rozżalona, smutna, miała tyle na głowie i taki ciężar ją przygniatał i przylepiał do jego ciała.
- To, co sama powiedziałaś. Żeby było miło. - Tylko albo i aż. - Oczywiście dla ciebie, skoro oczekujesz czegoś więcej, nie jest to żadna przyjemność. - I właśnie dlatego przestrzeganie pewnych reguł było takie ważne... Wahał się, czy chciał jej powiedzieć więcej - nie o samym temacie, tylko o tym, co dotyczyło tutaj bezpośrednio jego. - Spekuluję jedynie na podstawie tego, co mi mówisz. Nie wiem, czy cokolwiek z tego ma sens. - Uśmiechnął się delikatnie. - Ja... hm... - To było dyskomfortowe i trochę Laurent się poprawił na kanapie od tego uczucia. - Lubię dawać ludziom to, czego potrzebują. Tworzyć doskonałą bajkę, w której jest miło i przyjemnie, w której nie ma miejsca na otaczającą nas rzeczywistość. Ponieważ ludzie zazwyczaj nie chcą znać prawdy, nie interesuje ich. Powiedziałbym, że to taka alternatywna rzeczywistość. - Czy po wypowiedzeniu tego brzmiało to lepiej albo było lepiej? Och, pewnie, że nie! - Zdaję sobie sprawę, że to niezdrowe. - Dodał, zanim sama to powiedziała.