- Nie mam takich kontaktów, żeby organizować spotkanie z Minister, ojcze. - Uśmiechnął się do mężczyzny, bo to w zasadzie było całkowicie urocze, że uważał, że mógł sam się tym zająć. Wtedy po co potrzebowałby pomocy? Ach, warte zastanowienia. Ale nie - nie był w stanie zorganizować tego samodzielnie. - To jednak nie teraz. Muszę jeszcze załatwić kilka spraw i się do tego przygotować. - Żeby to spotkanie było już czymś poparte. Czymkolwiek, oprócz badania gruntu, które zamierzał poczynić. Bo czy tak naprawdę to było możliwe? Nakłonić Minister Magii do tego, żeby zmienić prawo? - Jeszcze zostałaby Samantha Crouch do przekonania. - Przesunął palcami w zamyśleniu po podbródku. Polityka... - Życie byłoby nudne, gdyby politycy regularnie nas czymś nie zaskakiwali. - Powiedział nieco krytycznie, ale z rozbawieniem, bo to tak pół żartem, pół serio - gdyby zawsze w Ministerstwie były idealne osoby na idealnych stanowiskach to ten świat funkcjonowałby prawdopodobnie doskonale. A nie funkcjonował. Mimo to Edward się w nim perfekcyjnie odnajdował i chyba rzeczywiście w lwiej części była to kwestia nauki, przyzwyczajenia. Wyrobienia sobie charakteru. Jednocześnie wcale nie każdy się nadawał. To, co dla jednych było wzmocnieniem, dla innych było łamaniem. Niszczeniem.
Laureent nieco przygarbił swoje ramiona na moment, spoglądając niepewnie na zdenerwowanego... nie - wkurwionego Edwarda. Na niego? Nie, raczej nie. Czym zawinił, że rozmawiał z ojcem Hjalmara, przecież to nie była zbrodnia? Zawinił tym, że w ogóle się odezwał. Ale może to nawet lepiej. Jeśli coś między nimi było to Pandora chyba powinna przetrwać to starcie prędzej niż później. Choć na pewno nie chciał być prowodyrem zamieszania, a tym bardziej nie spodziewał się, że Edward tak zareaguje. Że kompletnie niczego nie wie. Chyba Pandora dobrze wiedziała, co robi, że mu nie mówi. Cóż, mleko się rozlało. Będzie musiał przepraszać Pandorę.
- T-tak, byłem odwiedź ich kuźnię, tworzą biżuterie i... bronie... zamawiam od nich podkowy dla abraksanów. - Przynajmniej taki był plan, żeby podpisać dłuższą współpracę. W ogóle nie powinien się z tego nawet tłumaczyć, najlepiej by chyba było, żeby zamilknął, bo czuł, że każde słowo mogło tylko bardziej pogorszyć sytuację. Ale powiedzieć "nie" Edwardowi? Ha... Pandora miała na to siłę. On nie bardzo. - Ja nawet nie wiem, czy oni są razem, Edwardzie! - Podniósł trochę głos, bo zaczął się znowu czuć przypierany do ściany. I tak to właśnie wyglądało. Wszystko, co miało być sympatyczną rozmową, obracało się w to, że Edward wpadał w jakiś szał z powodu nieodpowiedniego zdania albo słowa i wszystko zaczynało się sypać. - Przecież Pandora by nie zrobiła żadnych zaręczyn za twoimi plecami, ojcze! Proszę, opanuj się. - Pandora sobie zapewne z nim lepiej poradzi... O wiele lepiej. Ona potrafiła znosić humory ojca, byli ulepieni z tej samej gliny pod względem mocy charakteru i uparcia. - Nic ci nie powiem na jego temat, bo znając ciebie zaczniesz szukać informacji, albo bogowie wiedzą co jeszcze zrobisz... - Powiedział ciszej.