11.11.2022, 16:27 ✶
Było coś w stwierdzeniu, że Eden nie była sobą. Ciężko stwierdzić, od jak długiego czasu utrzymywał się ten stan rzeczy, ale zdecydowanie ocena Williama była dobra. Można było tylko dywagować, czy czasem nie lepiej byłoby, gdyby tak już pozostało - wszakże nigdy nie była osobą szlachetną, miała zdecydowanie więcej wad niż zalet, więc zmiany powinny zostać przyjęte przez ogół publiki z pocałowaniem ręki.
Istniała jednak wciąż obawa, czy aby nie zmieniała się na gorsze. Jeśli się dało.
O ile na objęcie w talii zareagowała jedynie lekkim uniesieniem brwi, tak delikatny pocałunek w skroń nieco wybił ją z rytmu. Odwykła od czułych gestów, których przecież i tak nigdy nie było za wiele w ich małżeństwie, nawet przed okresem ciszy i narastającej nienawiści. Zamrugała kilkukrotnie, jakby próbując poradzić sobie ze zwarciem układu nerwowego, lecz już po kilku krótkich chwilach mimowolnie uśmiechała się nieśmiało pod nosem, licząc, że róż na policzkach skrzętnie zamaskuje blado wykwitający nań rumieniec.
Musiała przyznać, że na moment poczuła się niedorzecznie.
- Co? - wyrwała się z nieznacznego szoku, próbując podążyć wzrokiem tam, gdzie mąż. - Moja laska? - Zadała kolejne pytanie, nie wydając się ani trochę mniej skonsternowana niż chwilę temu. Moja laska odeszła gdzieś na bok ze swoim bratem jakiś czas temu i nie powinieneś o niej wiedzieć, przeszło jej przez myśl, ale nadal dzielnie próbowała rozruszać trybiki w głowie, by połapały się w rozmowie.
- Och! - Wydała wreszcie z siebie dźwięk jakiegoś zrozumienia. - To nie moja laska, tylko siostra. Perseus przyszedł z żoną. Eunice, pamiętasz? Ta blondynka - wyjaśniła cierpliwie, pokazując na młodszą siostrę palcem. Co prawda gest niezbyt grzeczny, ale pomachała jej od razu z ciepłym uśmiechem, żeby nie wyszło, że ją czasem obgadują. Przecież obgadywali jej męża.
Zauważyła skrzywienie się Williama, gdy spróbował wina. Zmarszczyła brwi, powąchała zawartość swojej lampki, po czym upiła drobny łyk. Musiała przyznać, że piła lepsze gatunki, ale naprawdę nie było przecież wcale złe.
- Nie smakuje ci? - zapytała z troski, naprawdę gotowa znaleźć mu coś innego. Wyglądał, jakby zaraz miał ponownie przywitać się z dzisiejszym śniadaniem. Może nie spodziewała się, że to faktycznie się stanie, ale przecież nie będzie go zmuszała do picia z grzeczności, jak matka do spróbowania kompotu z suszu na Yule.
- Nie jest zła - odparła, gdy zaczął temat spinki do włosów. - Jednak licytacje działają w specyficzny sposób. Najlepsze zostawia się na koniec, a więc to, co idzie na pierwszy rzut, jest zwykle badziewiem - wyjaśniła mężowi, nadal popijając wino. Jej najwyraźniej nie przeszkadzało. - Poczekam z topieniem pieniędzy na coś jeszcze bardziej wyjątkowego. - Puściła Williamowi oko, po czym złapała go pod ramię, aby następnie oprzeć swój podbródek na jego barku.
Widząc pióra abraksana na wystawionej sukience skrzywiła się tak, jak mąż w reakcji na pośledniej jakości wino. Sama w sobie kreacja nie była zła, ale Eden wyjątkowo nieznosiła pierzastych elementów. Miała wrażenie, że wygląda w takich jak papuga.
- Mam nadzieję - odrzekła na komplement Willa na temat swojej sukienki. - Kosztowała mnie mniej więcej tyle, co niewyremontowana kamienica na obrzeżach Pokątnej. - Zaśmiała się, bo dla niej był to naprawdę dobry żart. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie rozmawiali z mężem o przyziemnych sprawach ich życia codziennego już tak długo, że mógł się nie orientować w cenach obecnie panujących na rynku nieruchomości. - W sensie, że dużo, ale nie całe oszczędności - wyjaśniła więc, zerkając od dołu na twarz Williama, mając nadzieję, że ujrzy w jego wyrazie ślad zrozumienia.
Istniała jednak wciąż obawa, czy aby nie zmieniała się na gorsze. Jeśli się dało.
O ile na objęcie w talii zareagowała jedynie lekkim uniesieniem brwi, tak delikatny pocałunek w skroń nieco wybił ją z rytmu. Odwykła od czułych gestów, których przecież i tak nigdy nie było za wiele w ich małżeństwie, nawet przed okresem ciszy i narastającej nienawiści. Zamrugała kilkukrotnie, jakby próbując poradzić sobie ze zwarciem układu nerwowego, lecz już po kilku krótkich chwilach mimowolnie uśmiechała się nieśmiało pod nosem, licząc, że róż na policzkach skrzętnie zamaskuje blado wykwitający nań rumieniec.
Musiała przyznać, że na moment poczuła się niedorzecznie.
- Co? - wyrwała się z nieznacznego szoku, próbując podążyć wzrokiem tam, gdzie mąż. - Moja laska? - Zadała kolejne pytanie, nie wydając się ani trochę mniej skonsternowana niż chwilę temu. Moja laska odeszła gdzieś na bok ze swoim bratem jakiś czas temu i nie powinieneś o niej wiedzieć, przeszło jej przez myśl, ale nadal dzielnie próbowała rozruszać trybiki w głowie, by połapały się w rozmowie.
- Och! - Wydała wreszcie z siebie dźwięk jakiegoś zrozumienia. - To nie moja laska, tylko siostra. Perseus przyszedł z żoną. Eunice, pamiętasz? Ta blondynka - wyjaśniła cierpliwie, pokazując na młodszą siostrę palcem. Co prawda gest niezbyt grzeczny, ale pomachała jej od razu z ciepłym uśmiechem, żeby nie wyszło, że ją czasem obgadują. Przecież obgadywali jej męża.
Zauważyła skrzywienie się Williama, gdy spróbował wina. Zmarszczyła brwi, powąchała zawartość swojej lampki, po czym upiła drobny łyk. Musiała przyznać, że piła lepsze gatunki, ale naprawdę nie było przecież wcale złe.
- Nie smakuje ci? - zapytała z troski, naprawdę gotowa znaleźć mu coś innego. Wyglądał, jakby zaraz miał ponownie przywitać się z dzisiejszym śniadaniem. Może nie spodziewała się, że to faktycznie się stanie, ale przecież nie będzie go zmuszała do picia z grzeczności, jak matka do spróbowania kompotu z suszu na Yule.
- Nie jest zła - odparła, gdy zaczął temat spinki do włosów. - Jednak licytacje działają w specyficzny sposób. Najlepsze zostawia się na koniec, a więc to, co idzie na pierwszy rzut, jest zwykle badziewiem - wyjaśniła mężowi, nadal popijając wino. Jej najwyraźniej nie przeszkadzało. - Poczekam z topieniem pieniędzy na coś jeszcze bardziej wyjątkowego. - Puściła Williamowi oko, po czym złapała go pod ramię, aby następnie oprzeć swój podbródek na jego barku.
Widząc pióra abraksana na wystawionej sukience skrzywiła się tak, jak mąż w reakcji na pośledniej jakości wino. Sama w sobie kreacja nie była zła, ale Eden wyjątkowo nieznosiła pierzastych elementów. Miała wrażenie, że wygląda w takich jak papuga.
- Mam nadzieję - odrzekła na komplement Willa na temat swojej sukienki. - Kosztowała mnie mniej więcej tyle, co niewyremontowana kamienica na obrzeżach Pokątnej. - Zaśmiała się, bo dla niej był to naprawdę dobry żart. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie rozmawiali z mężem o przyziemnych sprawach ich życia codziennego już tak długo, że mógł się nie orientować w cenach obecnie panujących na rynku nieruchomości. - W sensie, że dużo, ale nie całe oszczędności - wyjaśniła więc, zerkając od dołu na twarz Williama, mając nadzieję, że ujrzy w jego wyrazie ślad zrozumienia.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~