— Myślisz, że jest w tam jakaś... Symbolika? — Podrapał się po policzku, zerkając na kuzynkę. — To jak zespolenie dnia i nocy, ale nie wiem, jak to interpretować... Gdzie są wróżbici, gdy ich najbardziej potrzeba?
Dolohov miałby tutaj pełne ręce roboty, pomyślał przelotnie. Bądź co bądź, Dolina Godryka znajdowała się w sferze jego zainteresowań przez wypadek z Limbo. A czy karty tarota nie miała przypadkiem w swych arkanach słońca i księżyca? Longbottom jak przez mgłę przypomniał sobie zajęcia Wróżbiarstwa ze szkolnych czasów, jednak za nic w świecie nie potrafiłby określić, co we wróżeniu oznaczały te ciała niebieskie.
— I dlatego jeszcze lepiej zdajesz sobie sprawę z tego, jak to wydarzenie mogłoby się potoczyć, gdyby miało miejsce na ulicach Londynu — odparł Blackowi.
Chociaż dzielili swój czas między stolicę, a Dolinę Godryka (z różnych względów), tak raczej oboje byli świadomi tego, że były to dwa zupełne różne od siebie ekosystemy. Tak naprawdę tutejsze wydarzenia można by było dosyć łatwo zamieść pod dywan, tak długo, jak media zgodziłyby się nie podejmować tematu. Ale Londyn? Tam mało co można było ukryć. Bądź co bądź, było to centrum magicznej władzy.
— Jesteś pewny? — Przekrzywił nieco głowę, co by lepiej się mu przyjrzeć. — Brak świadomości tego, że istnieje jakieś zagrożenie, niczego nie zmienia. Co najwyżej zapewnia częściowy komfort psychiczny. W rzeczywistości chciałbyś pozbyć się zagrożenia, aby nie mieć czego się obawiać.
— Jeśli mam być szczery, to tak chyba będzie lepiej dla wszystkich. — Wzruszył sztywno ramionami. — Jeszcze nie doszliśmy do siebie po Beltane, a teraz mielibyśmy mieć na głowie świadomych istnienia magii mugoli? — Pokręcił z niedowierzaniem głową. — Poza tym, jakby na to nie patrzeć... Oni nie zasługują na to, żeby ich wciągać w to, co teraz dzieje się w naszym świecie. Mają wystarczająco dużo swoich problemów, jak na zwykłych ludzi.
Chociaż doświadczenie na własnej skórze, jak wyglądała faktyczna współpraca czarodziejów i mugoli byłoby nie lada interesujące, tak los nie mógł sobie wybrać gorszego czasu na podrzucenie im tego wyzwania. Czy naprawdę nie było lepszej pory? Może, gdy zły czarnoksiężnik nie groził im wojną domową? Erik nie miał złudzeń, że Czarny Pan w pewnym momencie wziąłby za cel także i mugoli, tak czy był sens informować ich o potencjalnym zagrożeniu w momencie, gdy świadomość odnośnie do magicznych kwestii osiągnęli zwykli ludzie, a nie ci u władzy?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞