11.11.2022, 19:03 ✶
Materiał złotej sukni delikatnie owijał się wokół jej kostek, gdy stawiała krok za krokiem, pozwalając sobie na spokojne tempo gdy wraz z mężem przekroczyła próg siedziby. Bywali tu czasem, a i ona bardzo chętnie poświęcała uwagę pozostałym członkom rodzinny Longbottom – i cieszyła się, że Erik oraz Brenna tak dobrze dali sobie radę. Czy byli jeszcze przed największymi wyzwaniami? Tak podejrzewała. Nie mogła jednak powiedzieć, że właśnie tego im życzy, bo jeżeli ten bal z licytacją mógł przebiec spokojnie, to tego właśnie im życzyła. W końcu potrzebowali zebrać sumę pieniędzy a niekoniecznie zabłysnąć z powodu nieprzyjemnego zdarzenia.
Gdyby wciąż jeszcze widziała, mogłaby rozejrzeć się po pomieszczeniu, tak jedynie uchem wyłapując kolejne słowa i stwierdzenia, zastanawiając się, co dokładnie mogła wyłapać. Tu pochwały nad samym sobą, tu zachwyty nad balem, tutaj ludzi, którzy bardzo niewiele mogli zrobić w życiu więc musieli stać i burczeć na wszystko, co się działo. Do każdego typu ludzi była przyzwyczajona i żałowała, że chociaż ze słuchu ciężko było ich rozpoznać. Wzrok, nawet sprawny, również nie pomagał, gdy brać pod uwagę musieli, że ludzie z najpiękniejszym wyglądem często mieli najbrzydsze wnętrze. I to wcale nie mówiła o flakach.
- Chcesz pogratulować bliskim dość…ciekawej przemowy? – Uśmiechnęła się, pochylając się w stronę swojego męża gdy jeszcze wyciągnęła dłoń, ostrożnie wyczuwając szkło które potem złapała mocniejszym chwytem. Powąchała jeszcze zawartość szkła, dopiero po chwili upijając łyk i pozwalając sobie na skinięcie głową. Szampan również wybitny, jak zawsze – to pewnie nie pierwsza i nie ostatnie z niespodzianek, które Longbottomowie przyszykowali i nie ostatnia.
Nie mogła dostrzec, co dokładnie wnoszono na scenę, ale gdy słuchała, ciekawie zapowiadała się ozdoba do włosów. Suknie mogłyby się przydać, jednak te wolała już kupić we własnym zakresie na zamówienie, były lepiej dopasowane do jej niepełnosprawności. Obraz marnował się na kogoś, kto widzieć nie mógł, dlatego ozdoba wydawała się najciekawsza z opisu.
Zamierzała o ozdobę walczyć do końca, mogąc sobie na to pozwolić z zapłaty za swoje koncerty. Dlatego licytowała teraz spinkę za sto galeonów, zastanawiając się, co będzie dalej – ciekawa była, czy inne przedmioty będą budzić większe zachwyty czy jednak mniej potencjalnych chętnych się znajdzie.
- Chyba, że chcesz zrobić coś innego? Mam nadzieję, że będę mogła potem wyprosić u ciebie chociaż jeden taniec? – Uśmiechnęła się w jego stronę, nieco mocniej ściskając jego ramię. Życie było dość przygnębiające w ostatnich latach, lecz teraz, chociaż na jeden wieczór, na ten jeden dzień mogli pozwolić sobie na odrobinę swobody i zabawy.
Gdyby wciąż jeszcze widziała, mogłaby rozejrzeć się po pomieszczeniu, tak jedynie uchem wyłapując kolejne słowa i stwierdzenia, zastanawiając się, co dokładnie mogła wyłapać. Tu pochwały nad samym sobą, tu zachwyty nad balem, tutaj ludzi, którzy bardzo niewiele mogli zrobić w życiu więc musieli stać i burczeć na wszystko, co się działo. Do każdego typu ludzi była przyzwyczajona i żałowała, że chociaż ze słuchu ciężko było ich rozpoznać. Wzrok, nawet sprawny, również nie pomagał, gdy brać pod uwagę musieli, że ludzie z najpiękniejszym wyglądem często mieli najbrzydsze wnętrze. I to wcale nie mówiła o flakach.
- Chcesz pogratulować bliskim dość…ciekawej przemowy? – Uśmiechnęła się, pochylając się w stronę swojego męża gdy jeszcze wyciągnęła dłoń, ostrożnie wyczuwając szkło które potem złapała mocniejszym chwytem. Powąchała jeszcze zawartość szkła, dopiero po chwili upijając łyk i pozwalając sobie na skinięcie głową. Szampan również wybitny, jak zawsze – to pewnie nie pierwsza i nie ostatnie z niespodzianek, które Longbottomowie przyszykowali i nie ostatnia.
Nie mogła dostrzec, co dokładnie wnoszono na scenę, ale gdy słuchała, ciekawie zapowiadała się ozdoba do włosów. Suknie mogłyby się przydać, jednak te wolała już kupić we własnym zakresie na zamówienie, były lepiej dopasowane do jej niepełnosprawności. Obraz marnował się na kogoś, kto widzieć nie mógł, dlatego ozdoba wydawała się najciekawsza z opisu.
Zamierzała o ozdobę walczyć do końca, mogąc sobie na to pozwolić z zapłaty za swoje koncerty. Dlatego licytowała teraz spinkę za sto galeonów, zastanawiając się, co będzie dalej – ciekawa była, czy inne przedmioty będą budzić większe zachwyty czy jednak mniej potencjalnych chętnych się znajdzie.
- Chyba, że chcesz zrobić coś innego? Mam nadzieję, że będę mogła potem wyprosić u ciebie chociaż jeden taniec? – Uśmiechnęła się w jego stronę, nieco mocniej ściskając jego ramię. Życie było dość przygnębiające w ostatnich latach, lecz teraz, chociaż na jeden wieczór, na ten jeden dzień mogli pozwolić sobie na odrobinę swobody i zabawy.