13.10.2023, 00:31 ✶
Artykuł, który przekartkował rano w gazecie był czymś czego się zdecydowanie nie spodziewał. Wiedział, że kuzyn lubił mówić co myślał, nawet jeśli były to bardziej jego nadzieje, niż jakieś konkretne fakty, ale tym razem popłynął gdzieś na nieznane i całkiem burzliwe wody. Cała ta sytuacja nieco go bawiła, bo nie trzeba było być orłem, żeby wyobrazić sobie całe to poruszenie wśród najbliższych, jakie musiał wywołać artykuł. Wyobrażał też sobie górę listów, która zapychała kominek Laurenta, a ten ledwo był w stanie wyrobić z odpisywaniem na nie, nie mówiąc o tym ile osób musiało go właśnie oskarżać o zgubienie gdzieś po drodze zdrowego rozsądku.
Z drugiej jednak strony nie był przecież potworem, a Prewett absolutnie nie był mu obojętny. Kochał go jak brata, nawet jeśli czasem ułomnego na umyśle i wręcz infantylnego jeśli chodziło o postrzeganie świata. Sam chciał sprawdzić co u niego, ale do zagęszczenia ruchów zdecydowanie popchnął go list do Pandory.
Teleportował się więc prosto do jego domu w New Forest. Rozejrzał się po salonie z umiarkowanym zainteresowaniem, bo oglądał tę przestrzeń więcej niż dwa razy w życiu i pewnie dałby radę poruszać się po niej i po omacku. Plan był prosty - porozmawia sobie krótko z Laurentem i zabierze go do Londynu, do własnej posiadłości, żeby mieć go na oku, a jednocześnie żeby wszyscy inni czuli się o wiele lepiej z myślą o tym, że Prewett siedział w ukrytej kamienicy do której nikt niepowołany nie miał prawa się dostać. Brzmiało wręcz idealnie, gdyby nie fakt, że zaraz rozległo się do drzwi pukanie.
- Ki chuj - wyszeptał, odwracając się w kierunku drzwi. Przez chwilę myślał, czy to właśnie śmierciożercy postanowili zawitać w tak dogodnym momencie, ale oni raczej nie pukaliby grzecznie. Szybko więc znalazł się pod drzwiami, otwierając je i zaraz marszcząc brwi, kiedy zobaczył kto się za nimi znajduje. Nawet nie miał czasu dziwić się, że w zestawieniu znajdowała się Brenna, bo skupił się na Pandorze.
- Po co ty w ogóle mi te listy wysyłasz, skoro sama zaraz tutaj przylatujesz? - zapytał jakby zniecierpliwiony, zaraz jednak odpychając skrzydło drzwi na oścież. - No, szybko, szybko. - ponaglił je, gestem zapraszając do środka. A kiedy już wszystkie weszły, i zdążył posłać Brennie powłóczyste spojrzenie, zamknął za nimi drzwi na zamek. - Pomyślałem, że zabranie go do siebie będzie lepszym pomysłem jak siedzenie tutaj. Rozumiesz, ukryty dom, zabezpieczony odpowiednio brzmi trochę lepiej jak... to - machnął ręką dookoła na ciasny domek w którym się właśnie znajdowali.
Z drugiej jednak strony nie był przecież potworem, a Prewett absolutnie nie był mu obojętny. Kochał go jak brata, nawet jeśli czasem ułomnego na umyśle i wręcz infantylnego jeśli chodziło o postrzeganie świata. Sam chciał sprawdzić co u niego, ale do zagęszczenia ruchów zdecydowanie popchnął go list do Pandory.
Teleportował się więc prosto do jego domu w New Forest. Rozejrzał się po salonie z umiarkowanym zainteresowaniem, bo oglądał tę przestrzeń więcej niż dwa razy w życiu i pewnie dałby radę poruszać się po niej i po omacku. Plan był prosty - porozmawia sobie krótko z Laurentem i zabierze go do Londynu, do własnej posiadłości, żeby mieć go na oku, a jednocześnie żeby wszyscy inni czuli się o wiele lepiej z myślą o tym, że Prewett siedział w ukrytej kamienicy do której nikt niepowołany nie miał prawa się dostać. Brzmiało wręcz idealnie, gdyby nie fakt, że zaraz rozległo się do drzwi pukanie.
- Ki chuj - wyszeptał, odwracając się w kierunku drzwi. Przez chwilę myślał, czy to właśnie śmierciożercy postanowili zawitać w tak dogodnym momencie, ale oni raczej nie pukaliby grzecznie. Szybko więc znalazł się pod drzwiami, otwierając je i zaraz marszcząc brwi, kiedy zobaczył kto się za nimi znajduje. Nawet nie miał czasu dziwić się, że w zestawieniu znajdowała się Brenna, bo skupił się na Pandorze.
- Po co ty w ogóle mi te listy wysyłasz, skoro sama zaraz tutaj przylatujesz? - zapytał jakby zniecierpliwiony, zaraz jednak odpychając skrzydło drzwi na oścież. - No, szybko, szybko. - ponaglił je, gestem zapraszając do środka. A kiedy już wszystkie weszły, i zdążył posłać Brennie powłóczyste spojrzenie, zamknął za nimi drzwi na zamek. - Pomyślałem, że zabranie go do siebie będzie lepszym pomysłem jak siedzenie tutaj. Rozumiesz, ukryty dom, zabezpieczony odpowiednio brzmi trochę lepiej jak... to - machnął ręką dookoła na ciasny domek w którym się właśnie znajdowali.