13.10.2023, 01:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.10.2023, 01:19 przez Brenna Longbottom.)
Brennie nawet nie przyszłoby do głowy, że magia nie magia, Atreusowi mogłoby to przeszkadzać - jakby nie było, nie zamierzała podrywać jego brata (bo pomijając, że się do prób podrywu nie nadawała, musiałaby być straszną suką, żeby usiłować flirtować z bratem osoby, która by to czuła i zdecydowanie nie odbierała tego jako przyjemne), umówiła spotkanie, zanim doszli do zawieszenia broni i jedyne, co chciała zrobić, to dać Orionowi teczkę z dokumentami. A, i zmanipulować go niecnie, by opowiedział jej o ciałach w polu, ale Atreus właśnie sam podał Brennie informacje na tacy, nie musiała więc już nawet próbować.
- I nie rozpraszać - dorzuciła, uśmiechając się krzywo. Nie lubiła widmowidzieć przy innych między innymi dlatego, że wyrwana nagle z transu często traciła ostrość widzenia.
Podobno do wszystkiego dało się przyzwyczaić.
I Brenna w pewnym sensie przyzwyczaiła się do tego, co widywała i słyszała w kręgu. Nauczyła się nie reagować gwałtownie i radzić ze wszystkim, co przynosił dym. A jednocześnie to nigdy nie była rutyna i nigdy nie było to łatwe, nawet jeżeli udawała, że jest inaczej - gdyby takim się stało, chyba oznaczałoby to dla niej ostateczny upadek.
W dodatku nie przyjaźniła się z tą dwójką, ale to byli jej sąsiedzi. Brenna znała niemal każdego mieszkańca Doliny Godryka. Pamiętała ich żywych i ich śmierć z jednej strony ją smuciła, z drugiej budziła wściekłość. Na Voldemorta, na śmierciożerców, na te przeklęte widma, nawet na boginię, która... pozwoliła na to wszystko.
Może lepiej, że tym razem tylko słyszała, nie widziała. Chociaż wysłuchiwanie głosów umierających też nie należało do najmilszych rzeczy, jakie możesz robić po południu, to i tak cieszyła się, że zdołała je wyłapać. Przynajmniej potwierdzało się, że to widma i nie mają na karku jeszcze mordercy.
Wciągnęła powoli powietrze, kiedy krzyki przestały rozbrzmiewać w jej uszach, a potem oderwała spojrzenie od przedmiotu, trzymanego w ręku i zwróciła wzrok na Atreusa. Minę miała neutralną i odezwała się normalnym tonem.
- Nie widziałam, ale słyszałam. Nie jestem pewna, czy ja nawaliłam, czy te cholery ciężko zobaczyć, bo to nie pierwszy raz, kiedy próbuję i nic z tego. Prawie na pewno to one je zabiły. Zobaczyli je, próbowali uciekać. Myślę, że dlatego ich ciała były poza Knieją. Mogli natknąć się na nie na skraju lasu, próbowali umknąć, a one... pognały za nimi na obszar, na który zwykle nie wychodzą. Jak za panią Found. Więcej raczej nie wyciągnę, ale jeśli chcesz, żebym poszukała czegoś konkretnego, spróbuję.
- I nie rozpraszać - dorzuciła, uśmiechając się krzywo. Nie lubiła widmowidzieć przy innych między innymi dlatego, że wyrwana nagle z transu często traciła ostrość widzenia.
Podobno do wszystkiego dało się przyzwyczaić.
I Brenna w pewnym sensie przyzwyczaiła się do tego, co widywała i słyszała w kręgu. Nauczyła się nie reagować gwałtownie i radzić ze wszystkim, co przynosił dym. A jednocześnie to nigdy nie była rutyna i nigdy nie było to łatwe, nawet jeżeli udawała, że jest inaczej - gdyby takim się stało, chyba oznaczałoby to dla niej ostateczny upadek.
W dodatku nie przyjaźniła się z tą dwójką, ale to byli jej sąsiedzi. Brenna znała niemal każdego mieszkańca Doliny Godryka. Pamiętała ich żywych i ich śmierć z jednej strony ją smuciła, z drugiej budziła wściekłość. Na Voldemorta, na śmierciożerców, na te przeklęte widma, nawet na boginię, która... pozwoliła na to wszystko.
Może lepiej, że tym razem tylko słyszała, nie widziała. Chociaż wysłuchiwanie głosów umierających też nie należało do najmilszych rzeczy, jakie możesz robić po południu, to i tak cieszyła się, że zdołała je wyłapać. Przynajmniej potwierdzało się, że to widma i nie mają na karku jeszcze mordercy.
Wciągnęła powoli powietrze, kiedy krzyki przestały rozbrzmiewać w jej uszach, a potem oderwała spojrzenie od przedmiotu, trzymanego w ręku i zwróciła wzrok na Atreusa. Minę miała neutralną i odezwała się normalnym tonem.
- Nie widziałam, ale słyszałam. Nie jestem pewna, czy ja nawaliłam, czy te cholery ciężko zobaczyć, bo to nie pierwszy raz, kiedy próbuję i nic z tego. Prawie na pewno to one je zabiły. Zobaczyli je, próbowali uciekać. Myślę, że dlatego ich ciała były poza Knieją. Mogli natknąć się na nie na skraju lasu, próbowali umknąć, a one... pognały za nimi na obszar, na który zwykle nie wychodzą. Jak za panią Found. Więcej raczej nie wyciągnę, ale jeśli chcesz, żebym poszukała czegoś konkretnego, spróbuję.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.