W świecie czarodziejów były pewne dwie rzeczy - to, że wszyscy spotykali się na weselach i pogrzebach. Jeśli chodzi o wesela to pewne było to, że najstarszy syn jako dziedzic musiał spełnić swoją powinność i przedłużyć ród. Bardzo rzadko w grę wchodziły uczucia, także samego następcy głowy rodu. Pozostawało to w kategoriach obowiązku do wypełnienia celem zapewnienia wszystkich korzyści własnej rodzinie.
Philip, jako ten młodszy, mógł się cieszyć większą swobodą. Nie oznaczało to, że i w jego przypadku matka nie próbowała mu co jakiś czas podsunąć jakieś arystokratki w nadziei, że coś zaiskrzy i sam zapragnie się ustatkować. Dotychczas przed tym się wzbraniał, woląc prowadząc hulaszczy tryb życia i poszukiwać przelotnych uniesień z kobietami i mężczyznami.
Niedopełniony rytuał zapoczątkował poważne zmiany w jego życiu i niósł ze sobą wiele nieprzewidzianych następstw, wyniosłych do rangi poważnych, trudnych albo nawet niemożliwych do naprawienia błędów. Przerwanie magii tego rytuału niczego nie zmieniało. Nie dawało się tego wszystkiego cofnąć ani wymazać. Nie dalej jak niespełna sześć dni temu zdecydował się wycofać się z układu pełnego obopólnych korzyści, który łączył go ze swoim wieloletnim kochankiem.
Od początku maja miał wrażenie, że nad nim wisiały czarne chmury i pozostawał zagubiony, wręcz skonfliktowany z samym sobą pomimo tego, że starał się sobie poradzić z ogromem tych zmian i konsekwencjami własnych decyzji. Starał się zachowywać pewne pozory. Nie mógł się z tego wszystkiemu komukolwiek zwierzyć, nawet własnemu bratu. Z Loganem powinien pozostawać bezgranicznie szczery, jednak wystarczająco dużo osób obarczył ciężarem swoich problemów. Zawsze istniała obawa, że zamiast zostać zrozumianym mógłby zostać potępiony, gdyby postanowił się mu zwierzyć. Powiedzenie tego jednej osobie mogłoby sprawić, że dowiedzą się kolejne. Począwszy na ich rodzicach, a skończywszy na obcych ludziach. Nie był skłonny postawić na szali całego swojego dotychczasowego życia.
Usłyszał pukanie do drzwi, o których otwarcie poprosił swojego skrzata domowego. Rozpoznawał rozlegające się od przedpokoju - należały do jego brata, zmierzającego od razu do salonu. Spojrzał spod uniesionej brwi na Logana, oznajmującego mu z zaskakującą wręcz bezpośredniością, że muszą porozmawiać. Wydawał się być wzburzony. Nie potrafił powiedzieć, czym dokładnie. Z pewnością tego dowie.
— Gdzie Twoje maniery? Cześć, bracie albo cześć Philipie, dobrze Cię widzieć i co u Ciebie. Cześć, Logan, wszystko po staremu. Siadaj, rozgość się. Czego się napijesz? Nic, bo wolisz przejść od razu do konkretów. Co właściwie się stało? — Spojrzał na niego z przyganą, nie powstrzymując się od wydania ciężkiego westchnięcia. To nie tak, że nie chciał go wysłuchać pomimo całej masy problemów, z jakimi się zmagał w swoim życiu. Zawsze mówił to, co myślał i tak było tym razem. Względnie miło było zostać powitanym, o coś zapytanym i tak dalej zanim poruszy się niezwykle ważny temat, z którym wpadł jak burza jego starszy brat.