Tak ciepłe lata należały do ulubionych pór roku Philipa i przez większość czasu w lecie mógłby spędzać na plaży, wylegując się na złocistym piasku albo wskakując do lazurowego morza. Stanowiło to dla niego idealny sposób na spędzanie wakacji. Nigdy mu się to nie znudzi. Jedynie nie przeprowadziłby się na stałe nad morze z trzech powodów: magiczny Londyn był centrum świata czarodziejów, w Anglii mieszkały wszystkie ważne dla niego osoby i gdyby zdecydował się przenieść tak daleko to kontakt z nimi były utrudniony. Wreszcie to, co wprost uwielbiał, mogłoby mu spowszednieć.
Przyjemnie było siedzieć w sadzie, nawet od tak wczesnego poranka. Nachodziła go taka myśl, że powinien rozwiesić pomiędzy drzewami hamak i wylegiwać się na nim w swoim sadzie, z schłodzoną lemoniadą albo swoimi ulubionymi lodami i jakąś ciekawą książką do czytania. Wystarczałyby mu Baśnie barda Beedle'a, do których wracał regularnie gdy tylko naszła go na to ochota.
Podczas jego nieobecności w tym domku, o wszystko dbał zarządca i zatrudniony przez niego ogrodnik. Bardzo chętnie będzie zbierać czereśnie, zamiast powierzyć to zadanie swojemu ogrodnikowi. Dodatkowo miał do tego bardzo odpowiedniego pomocnika, znającego się na roślinach jak nikt inny. Czekające na zebranie czereśnie były w dobrych rękach. Dla niego drugorzędną sprawą było zapewnienie swojemu przyjacielowi okazji do poprawienia swoich umiejętności, skoro obiecał mu udział we zbiorach owoców. Sam lubił spędzać czas z Bellem od czasu ich pierwszego spotkania w rodowej posiadłości Dupontów. Nie nudził się ani przez chwilę i wiedział, że tak będzie i tym razem. Bell okazał się naprawdę interesującym mężczyzną.
— Gdzieś to już słyszałem, ale tym razem jest wskazany... ptaki urządzają sobie w moim sadzie prawdziwą ucztę i jak na to im pozwalam w pewnym stopniu, tak nie mogą zjeść wszystkich moich czereśni. Poza tym im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy i będziemy mogli odpoczywać w ogrodzie pijąc lemoniadę albo sangrię. — Stwierdził z wesołym uśmiechem, uwydatniającym znów dołeczki w policzkach. Zdecydowanie toczyła się gra o wielką stawkę. Po ciężkiej pracy będzie to doskonały odpoczynek.
— Skoro dopiero się rozstawiamy to opowiedz mi co u Ciebie słychać, ze wszystkimi szczegółami typu praca, znajomi, rodzina. — Dodał po chwili, stawiając na ziemi trzymany w dłoniach kosz. Zapytany opowie też, co u niego słychać, choć nie ze wszystkimi szczegółami. Były rzeczy, o których nie chciał rozmawiać i to nie tylko z powodu tak pięknego dnia.