13.10.2023, 13:31 ✶
Rozłożyła bezradnie ręce. Wróżbita z niej dosłownie przeżaden i generalnie nie przyznawała jakiejś wielkiej wagi tym wszystkim wróżbiarskim rzeczom. Jak dla niej, cała ta „dziedzina” mogła zostać skasowana, wymazana i na dobrą sprawę w życiu nie zmieniłoby się nic.
No, może tylko panie poszukujące wielkiej miłości nie miałyby gdzie chodzić w nadziei, iż za zakrętem się czai przystojny blondyn, ewentualnie brunet czy kogo tam sobie tylko wymarzyły. Słowem, nie umiała udzielić odpowiedzi. I nie sądziła, żeby tu była robota dla patrzących w przyszłość.
- A to nie jest bardziej… coś fizycznego? Znaczy, powiązanego też z magią, oczywiście, zwłaszcza że nie wykracza to poza granice Doliny – ni to spytała, ni to stwierdziła – Tak że nie wydaje mi się, żeby było tu coś do interpretacji, zwłaszcza przez wróżbitów – mruknęła jeszcze, dając wyraz swojemu sceptycyzmowi. Jeśli już, to powinni wejść jacyś inni specjaliści. Ale na pewno nie ci, co machali wahadełkami i rozkładali karty.
Jakby to naprawdę miało się niby spełnić.
W zasadzie to wszystko powinno wywoływać niepokój – bo zostały zakłócone pewne prawa natury. Czy mogła z tym coś zrobić? Nie. Czy nastrajało to do… jakby wręcz cieszenia się chwilą? Nieszczególnie. A jednak… jednak w tym wieczorze było coś dziwnego, kojącego. Nawet zdawało się, że ucichło wszystko, co dręczyło Mavelle – zapewne ten stan nie miał potrwać szczególnie długo, ale dość, żeby jednak odetchnąć.
W zasadzie, chyba wszyscy mogli w jakiś sposób odetchnąć – nawet jeśli nieszczególnie zwracali na to uwagę, nie uświadamiali tego sobie? Może oświecenie przyjdzie później, a może i nigdy, zwłaszcza gdy przyjdzie śledzić wzrokiem poruszające się wahadełko…
- Hej – przywołała łagodny uśmiech na wargi, kierując go do mugolskich kobiet, które zdecydowały się najwyraźniej podejść do stołu. Szczególnie pod adresem Lilian, która zdawała się być… onieśmielona?
- Nooo, generalnie tak to będzie wyglądało – przyznała, dochodząc do wniosku, że… w sumie po co kryć prawdę? I tak zapomną. A stawanie oko w oko z nieznanym powodowało tylko, że czuło się strach i zdecydowanie nieszczególnie miało się chęci na wchodzenie do paszczy lwa – W każdym razie… to nie zaboli ani nic takiego. Po prostu nie będziecie pamiętać, że coś takiego – tu wskazała ruchem głowy na niebo – … że coś takiego miało miejsce.
I wiele innych rzeczy.
Ten wieczór – też.
- A co do powiększania, to zaspokoję waszą ciekawość i powiem, że w zasadzie tak – puściła oczko, uśmiechając się szerzej. Bo w końcu, jeśli ktoś się uparł i wiedział, co i jak, to był w stanie wprowadzić pewne modyfikacje ciała. Nie na wiecznośc, ale wciąż.
No, może tylko panie poszukujące wielkiej miłości nie miałyby gdzie chodzić w nadziei, iż za zakrętem się czai przystojny blondyn, ewentualnie brunet czy kogo tam sobie tylko wymarzyły. Słowem, nie umiała udzielić odpowiedzi. I nie sądziła, żeby tu była robota dla patrzących w przyszłość.
- A to nie jest bardziej… coś fizycznego? Znaczy, powiązanego też z magią, oczywiście, zwłaszcza że nie wykracza to poza granice Doliny – ni to spytała, ni to stwierdziła – Tak że nie wydaje mi się, żeby było tu coś do interpretacji, zwłaszcza przez wróżbitów – mruknęła jeszcze, dając wyraz swojemu sceptycyzmowi. Jeśli już, to powinni wejść jacyś inni specjaliści. Ale na pewno nie ci, co machali wahadełkami i rozkładali karty.
Jakby to naprawdę miało się niby spełnić.
W zasadzie to wszystko powinno wywoływać niepokój – bo zostały zakłócone pewne prawa natury. Czy mogła z tym coś zrobić? Nie. Czy nastrajało to do… jakby wręcz cieszenia się chwilą? Nieszczególnie. A jednak… jednak w tym wieczorze było coś dziwnego, kojącego. Nawet zdawało się, że ucichło wszystko, co dręczyło Mavelle – zapewne ten stan nie miał potrwać szczególnie długo, ale dość, żeby jednak odetchnąć.
W zasadzie, chyba wszyscy mogli w jakiś sposób odetchnąć – nawet jeśli nieszczególnie zwracali na to uwagę, nie uświadamiali tego sobie? Może oświecenie przyjdzie później, a może i nigdy, zwłaszcza gdy przyjdzie śledzić wzrokiem poruszające się wahadełko…
- Hej – przywołała łagodny uśmiech na wargi, kierując go do mugolskich kobiet, które zdecydowały się najwyraźniej podejść do stołu. Szczególnie pod adresem Lilian, która zdawała się być… onieśmielona?
- Nooo, generalnie tak to będzie wyglądało – przyznała, dochodząc do wniosku, że… w sumie po co kryć prawdę? I tak zapomną. A stawanie oko w oko z nieznanym powodowało tylko, że czuło się strach i zdecydowanie nieszczególnie miało się chęci na wchodzenie do paszczy lwa – W każdym razie… to nie zaboli ani nic takiego. Po prostu nie będziecie pamiętać, że coś takiego – tu wskazała ruchem głowy na niebo – … że coś takiego miało miejsce.
I wiele innych rzeczy.
Ten wieczór – też.
- A co do powiększania, to zaspokoję waszą ciekawość i powiem, że w zasadzie tak – puściła oczko, uśmiechając się szerzej. Bo w końcu, jeśli ktoś się uparł i wiedział, co i jak, to był w stanie wprowadzić pewne modyfikacje ciała. Nie na wiecznośc, ale wciąż.