13.10.2023, 17:51 ✶
W sumie cieszył się, że udało mu się tutaj pojawić. Odrobina towarzystwa na pewno mu nie zaszkodzi. Pojedynki nie były jednak jego ulubioną formą rozrywki. Być może wynikało to jednak z faktu, że sam nigdy nie brał w nich udziału, ponieważ nie mógł pozwolić sobie na wybuchy emocji. Nie skończyłoby się to dla niego zbyt dobrze.
O bliźniętach Lestrange można było zapewne powiedzieć wiele rzeczy, niemniej jednak relacja, która ich łączyła, była szczególna i Bell często o niej myślał. Sam nigdy nie był szczególnie blisko ze swoim rodzeństwem. Był najmłodszy i jego starsi bracia przez długi czas traktowali go jako małą zabawkę. Później, gdy już podrośli, po prostu przestali go zauważać i się nim interesować. Wciąż pozostawali w przyjaznych relacjach, nawet teraz kiedy młody Dupont mieszkał w całkowicie innym miejscu. Jednak jego relacja nie była nawet ułamkiem tego, co posiadali Loretta i Louvain. I było to powodem do zazdrości.
– Och, dużo by tu opowiadać, za co go lubię…. – zaczął, udając, że się zastanawia. Zapewne nikt nie wiedział o tym, że zdarzyło mu się sypiać z Philipem, bo nie była to wiadomość, o której Bellamy mówił na prawo i lewo. Nie dlatego, że tak nie wypadało i pewnie na dobre pogrzebałoby jego relację z rodziną, ale dla prostego faktu, że nie był to niczyj biznes.
– Po prostu boisz się przegranej – zaśmiał się. On sam nie miał pojęcia, kto w tym pojedynku mógłby okazać się zwycięski, bo nie znał umiejętności ani Philipa, ani Louvaina. Ciężko mu więc było oceniać. Miał jednak niewielką cząstkę hazardzisty w swojej duszy, więc taka rywalizacja była dla niego czymś wyjątkowo interesującym.
Szybko przeniósł swój wzrok na mężczyznę, który się do nich zbliżył. Dopiero po chwili zauważył, że ten przyprowadził ze sobą małe dziecko. Bellamy nie przepadał za dziećmi, ale na szczęście żadnego nie posiadał. Uśmiechnął się jednak do Laurence’a. Znał go oczywiście, jak każdego członka rodziny Lestrange. Następnie skinął lekko głową na powitanie do Kaydena, którego nie znał osobiście, ale jego nazwisko oczywiście było mu znane.
O bliźniętach Lestrange można było zapewne powiedzieć wiele rzeczy, niemniej jednak relacja, która ich łączyła, była szczególna i Bell często o niej myślał. Sam nigdy nie był szczególnie blisko ze swoim rodzeństwem. Był najmłodszy i jego starsi bracia przez długi czas traktowali go jako małą zabawkę. Później, gdy już podrośli, po prostu przestali go zauważać i się nim interesować. Wciąż pozostawali w przyjaznych relacjach, nawet teraz kiedy młody Dupont mieszkał w całkowicie innym miejscu. Jednak jego relacja nie była nawet ułamkiem tego, co posiadali Loretta i Louvain. I było to powodem do zazdrości.
– Och, dużo by tu opowiadać, za co go lubię…. – zaczął, udając, że się zastanawia. Zapewne nikt nie wiedział o tym, że zdarzyło mu się sypiać z Philipem, bo nie była to wiadomość, o której Bellamy mówił na prawo i lewo. Nie dlatego, że tak nie wypadało i pewnie na dobre pogrzebałoby jego relację z rodziną, ale dla prostego faktu, że nie był to niczyj biznes.
– Po prostu boisz się przegranej – zaśmiał się. On sam nie miał pojęcia, kto w tym pojedynku mógłby okazać się zwycięski, bo nie znał umiejętności ani Philipa, ani Louvaina. Ciężko mu więc było oceniać. Miał jednak niewielką cząstkę hazardzisty w swojej duszy, więc taka rywalizacja była dla niego czymś wyjątkowo interesującym.
Szybko przeniósł swój wzrok na mężczyznę, który się do nich zbliżył. Dopiero po chwili zauważył, że ten przyprowadził ze sobą małe dziecko. Bellamy nie przepadał za dziećmi, ale na szczęście żadnego nie posiadał. Uśmiechnął się jednak do Laurence’a. Znał go oczywiście, jak każdego członka rodziny Lestrange. Następnie skinął lekko głową na powitanie do Kaydena, którego nie znał osobiście, ale jego nazwisko oczywiście było mu znane.