13.10.2023, 18:04 ✶
Każdy miał własną drogę. Brenna nie zgodziłaby się, że sama wybierała tę najgorszą dla siebie. Nie bez powodu w ich Departamencie było tak niewielu widmowidzów, chociaż potrzebowano ich rozpaczliwie – większość po prostu nie wytrzymywała. Ci, którzy przetrwali dłużej, zwykle stawali się zgorzkniali i obojętni. Odcinanie pewnych rzeczy, zostawianie gdzieś w ciemnościach i szukanie radości, pomogło jej przetrwać to, więc i to samo robiła w innych sferach życia, odkąd nadeszły wojenne cienie.
Poza tym na pewne rzeczy nie mogła sobie pozwolić.
Nie wspominając już o tym, że nawet nie musiała się starać – niektóre odruchy przychodziły jej naturalnie. Dlatego teraz siedziała spokojnie, prawie nie zmieniając wyrazu twarzy, zapatrzona w Laurenta, z dłonią na dłoni kuzynki. Z pozornym spokojem przyjmując wszystkie rewelacje. Nie była zdziwiona tym, co Laurent wspomniał o Victorii: ta wprawdzie się Brennie nie zwierzała, ale Brenna była świadkiem wyprawy na Nokturn i właściwie to ona zasugerowała wtedy Victorii, że może mieć nie swoje wspomnienia… Nie wiedziała tylko czyje. A reszta Zimnych wymieniła się informacjami. Przeszło jej przez moment przez głowę, że pozbycie się tych wspomnień i zabrania własnych mogłoby „naprawić” Zimnych, ale zaraz przypomniała sobie, że Atreus nie miał za sobą takiego spotkania. Odpowiedź musiała kryć się gdzieś indziej.
– A więc tych widm nie ma w limbo – mruknęła. Sądziła, że mogło być inaczej, skoro Bones i Steward twierdzili, że coś ich tam obserwowało. Może to jednak nie były one.
Nijak nie zareagowała na wspomnienie, że Godryk może coś wiedzieć, bo w nim nie pokładała nadziei. Jeżeli dziadek czegoś się domyślał, to nie zechciał się podzielić tym z Mavelle do tej pory, z pewnością więc nie wpadnie mu do głowy, aby im jednak pomóc po półtorej miesiąca. Ale to nie było coś, o czym chciała mówić Derwinowi. Za to drgnęła pierwszy raz, gdy wspomniano o „upiorze”.
Wampir?
Ghul?
Brenna odetchnęła. Może powinna zapytać o coś jeszcze, ale w tej chwili w jej głowie panował zamęt, a odpowiedzi wujka sprawiły, że część przygotowanych pytań straciła sens.
– Dziękuję. Wam obu – powiedziała miękko, wypuszczając wreszcie dłoń Mavelle. Zawahała się na parę sekund, bo to mógł być wielki błąd, ale ktoś musiał podjąć jakąś decyzję… – Laurent. Jeżeli inne duchy, z którymi się komunikowałeś, były świadome, że nie żyją, powiedz mu proszę… powiedz mu proszę, że przeszedł przez ogień do Limbo, na drugą stronę. I że kiedyś się tam spotkamy – poprosiła.
Może nawet zbyt szybko. Chociaż… czy to nie zawsze było „za szybko”?
Poza tym na pewne rzeczy nie mogła sobie pozwolić.
Nie wspominając już o tym, że nawet nie musiała się starać – niektóre odruchy przychodziły jej naturalnie. Dlatego teraz siedziała spokojnie, prawie nie zmieniając wyrazu twarzy, zapatrzona w Laurenta, z dłonią na dłoni kuzynki. Z pozornym spokojem przyjmując wszystkie rewelacje. Nie była zdziwiona tym, co Laurent wspomniał o Victorii: ta wprawdzie się Brennie nie zwierzała, ale Brenna była świadkiem wyprawy na Nokturn i właściwie to ona zasugerowała wtedy Victorii, że może mieć nie swoje wspomnienia… Nie wiedziała tylko czyje. A reszta Zimnych wymieniła się informacjami. Przeszło jej przez moment przez głowę, że pozbycie się tych wspomnień i zabrania własnych mogłoby „naprawić” Zimnych, ale zaraz przypomniała sobie, że Atreus nie miał za sobą takiego spotkania. Odpowiedź musiała kryć się gdzieś indziej.
– A więc tych widm nie ma w limbo – mruknęła. Sądziła, że mogło być inaczej, skoro Bones i Steward twierdzili, że coś ich tam obserwowało. Może to jednak nie były one.
Nijak nie zareagowała na wspomnienie, że Godryk może coś wiedzieć, bo w nim nie pokładała nadziei. Jeżeli dziadek czegoś się domyślał, to nie zechciał się podzielić tym z Mavelle do tej pory, z pewnością więc nie wpadnie mu do głowy, aby im jednak pomóc po półtorej miesiąca. Ale to nie było coś, o czym chciała mówić Derwinowi. Za to drgnęła pierwszy raz, gdy wspomniano o „upiorze”.
Wampir?
Ghul?
Brenna odetchnęła. Może powinna zapytać o coś jeszcze, ale w tej chwili w jej głowie panował zamęt, a odpowiedzi wujka sprawiły, że część przygotowanych pytań straciła sens.
– Dziękuję. Wam obu – powiedziała miękko, wypuszczając wreszcie dłoń Mavelle. Zawahała się na parę sekund, bo to mógł być wielki błąd, ale ktoś musiał podjąć jakąś decyzję… – Laurent. Jeżeli inne duchy, z którymi się komunikowałeś, były świadome, że nie żyją, powiedz mu proszę… powiedz mu proszę, że przeszedł przez ogień do Limbo, na drugą stronę. I że kiedyś się tam spotkamy – poprosiła.
Może nawet zbyt szybko. Chociaż… czy to nie zawsze było „za szybko”?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.