13.10.2023, 19:30 ✶
Brenna z pewną ulgą odnotowała, że Erik postanowił jej posłuchać. Najwyraźniej musiało się mu już obić o uszy, że rytuał niósł ze sobą komplikacje pod postacią wyczuwania niebezpieczeństwa grożącego drugiej osobie. Dobrze, bo wolała teraz nie wygłaszać wykładów na ten temat. Odprowadziła go spojrzeniem, gdy szedł między drzewa – na szczęście absolutnie nieświadoma tego, jakie myśli krążyły mu po głowie, bo chyba dałaby mu po łbie. Pojedynki z traktorem, no naprawdę!
– Ave, kotku. Chyba nie sądzisz, że podejrzewam cię o to, że zaplanowałaś specjalnie wyprawę na wieś, żeby zamordować mnie i mojego brata za pomocą szalonego traktora? Tak w tym zdeterminowana, że aż omal nie zginęłaś razem z nami? – spytała, odwracając się do panny Paxton. Brenna miewała skłonności do paranoi, ale nie aż takie, aby podejrzewać Avelinę o bycie śmierciożercą. Ani nawet o to, że śmierciożercy mieliby ją samą na celowniku aż tak mocno – och, pewnie chętnie by ją usunęli, była zdrajczynią krwi, ale też w gruncie rzeczy małą płotką.
Potem wzrok Brenny skoncentrował się na chłopcu. I jak zwykle kobieta była wobec dzieci niesamowicie wręcz miękka, tak tym razem w jej spojrzenie wkradła się odrobina surowości. Wyciągnęła ku niemu różdżkę i wetknęła mu ją w dłoń.
– Machnij – poleciła.
Dzieciak spojrzał na Brennę, chyba trochę zaskoczony, ale wypełnił polecenie. I chociaż z czubka nie wyleciała cała struga iskier – ot nie była to ta jemu pisana różdżka, i nic dziwnego, pióra feniksa bywały kapryśne przy wyborze właścicieli – tak parę złocistych błysków pojawiło się w powietrzu, a Brenna czym prędzej zabrała różdżkę zaskoczonemu chłopcu.
– Cóż, wśród przodków któregoś z twoich dziadków był najwyraźniej czarodziej – powiedziała do Aveliny.
– To… to była…
– Magia – powiedziała Brenna. Chłopiec, na oko, był dość duży, aby już mu o tym powiedzieć: jeżeli nie dostał listu do tej pory, na pewno dostanie go w najbliższych miesiącach. – Magia, której już wkrótce się nauczysz. Magia, której nie powinieneś używać na traktorach. Musisz bardziej uważać. Spójrz, co narobiłeś – oświadczyła, wskazując na zniszczony sprzęt. Nie, nie zamierzała wrzeszczeć na chłopca ani robić mu wyrzutów, ale musiał sobie uświadomić, że niektóre zachowania są niedopuszczalne w ich świecie.[/b]
– Ave, kotku. Chyba nie sądzisz, że podejrzewam cię o to, że zaplanowałaś specjalnie wyprawę na wieś, żeby zamordować mnie i mojego brata za pomocą szalonego traktora? Tak w tym zdeterminowana, że aż omal nie zginęłaś razem z nami? – spytała, odwracając się do panny Paxton. Brenna miewała skłonności do paranoi, ale nie aż takie, aby podejrzewać Avelinę o bycie śmierciożercą. Ani nawet o to, że śmierciożercy mieliby ją samą na celowniku aż tak mocno – och, pewnie chętnie by ją usunęli, była zdrajczynią krwi, ale też w gruncie rzeczy małą płotką.
Potem wzrok Brenny skoncentrował się na chłopcu. I jak zwykle kobieta była wobec dzieci niesamowicie wręcz miękka, tak tym razem w jej spojrzenie wkradła się odrobina surowości. Wyciągnęła ku niemu różdżkę i wetknęła mu ją w dłoń.
– Machnij – poleciła.
Dzieciak spojrzał na Brennę, chyba trochę zaskoczony, ale wypełnił polecenie. I chociaż z czubka nie wyleciała cała struga iskier – ot nie była to ta jemu pisana różdżka, i nic dziwnego, pióra feniksa bywały kapryśne przy wyborze właścicieli – tak parę złocistych błysków pojawiło się w powietrzu, a Brenna czym prędzej zabrała różdżkę zaskoczonemu chłopcu.
– Cóż, wśród przodków któregoś z twoich dziadków był najwyraźniej czarodziej – powiedziała do Aveliny.
– To… to była…
– Magia – powiedziała Brenna. Chłopiec, na oko, był dość duży, aby już mu o tym powiedzieć: jeżeli nie dostał listu do tej pory, na pewno dostanie go w najbliższych miesiącach. – Magia, której już wkrótce się nauczysz. Magia, której nie powinieneś używać na traktorach. Musisz bardziej uważać. Spójrz, co narobiłeś – oświadczyła, wskazując na zniszczony sprzęt. Nie, nie zamierzała wrzeszczeć na chłopca ani robić mu wyrzutów, ale musiał sobie uświadomić, że niektóre zachowania są niedopuszczalne w ich świecie.[/b]
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.