13.10.2023, 20:52 ✶
– Ależ było. A tym drobnym wypadkiem się nie przejmuj. Twojemu dziadkowi… eee… ile kosztuje taki traktor…? – spytała Brenna, zerkając na maszynę. Mogło to wypadać trochę… jak przechwalanie się, ale należała do tego szczęśliwego gatunku ludzi, którzy mogli odpowiednią kwotę po prostu wyciągnąć z kieszeni.
Gdy chłopiec zaczął panikować, trochę złagodniała. Wiedziała, że go nastraszy, ale chciała to zrobić. Musiała po prostu, inaczej istniała szansa, że zrobi coś podobnego dziadkowi czy komuś z rodziny – komuś, kto nie będzie miał pod ręką różdżki, za pomocą której przetransmutuje drzewo, aby uniknąć wywrócenia traktora i być może śmiertelnego wypadku. Przykucnęła – dość powolnym jak na siebie ruchem, nie chcąc urazić ani gojącej się jeszcze rany na boku, ani obolałego ramienia – i ujęła chłopca za podbródek. Niezbyt mocno, ot by spojrzał jej w twarz.
– Musisz panować nad złością. Inaczej możesz komuś zrobić krzywdę – powiedziała z powagą, a potem zacytowała absolutny klasyk, czyli komiks ze Spider Manem. – Z wielką potęgą idzie wielka odpowiedzialność, a ty, skarbie, masz w sobie magię. Pójdziesz do szkoły, w której nauczą cię to kontrolować, ale na razie musisz się pilnować – ostrzegła, nim go puściła i wstała. Ujęła jednak rękę chłopca i spojrzała na Avelinę. Stłumiła westchnienie, bo zdecydowanie nie chciała, aby ta się obwiniała, gdyby to dostrzegła.
Może jednak mama i tata mieli rację.
Jedno mówiło, że Brenna szuka kłopotów, drugie, że kłopoty szukają jej. I chyba w słowach obu było sporo racji.
– Chyba musimy iść wyjaśnić parę rzeczy twojemu dziadkowi, a potem skontaktować się z rodzicami tego gentelmena. Chodź, młody. Opowiem ci parę rzeczy o Hogwarcie i obiecuję, że tam znajdziesz ciekawsze rzeczy niż przejażdżki traktorami… – stwierdziła, ruszając jak na siebie bardzo powoli między drzewami. – Gdzieś w Szkocji, skryty przed oczami reszty świata, znajduje się zamek, o strzelistych wieżach…
Gdy chłopiec zaczął panikować, trochę złagodniała. Wiedziała, że go nastraszy, ale chciała to zrobić. Musiała po prostu, inaczej istniała szansa, że zrobi coś podobnego dziadkowi czy komuś z rodziny – komuś, kto nie będzie miał pod ręką różdżki, za pomocą której przetransmutuje drzewo, aby uniknąć wywrócenia traktora i być może śmiertelnego wypadku. Przykucnęła – dość powolnym jak na siebie ruchem, nie chcąc urazić ani gojącej się jeszcze rany na boku, ani obolałego ramienia – i ujęła chłopca za podbródek. Niezbyt mocno, ot by spojrzał jej w twarz.
– Musisz panować nad złością. Inaczej możesz komuś zrobić krzywdę – powiedziała z powagą, a potem zacytowała absolutny klasyk, czyli komiks ze Spider Manem. – Z wielką potęgą idzie wielka odpowiedzialność, a ty, skarbie, masz w sobie magię. Pójdziesz do szkoły, w której nauczą cię to kontrolować, ale na razie musisz się pilnować – ostrzegła, nim go puściła i wstała. Ujęła jednak rękę chłopca i spojrzała na Avelinę. Stłumiła westchnienie, bo zdecydowanie nie chciała, aby ta się obwiniała, gdyby to dostrzegła.
Może jednak mama i tata mieli rację.
Jedno mówiło, że Brenna szuka kłopotów, drugie, że kłopoty szukają jej. I chyba w słowach obu było sporo racji.
– Chyba musimy iść wyjaśnić parę rzeczy twojemu dziadkowi, a potem skontaktować się z rodzicami tego gentelmena. Chodź, młody. Opowiem ci parę rzeczy o Hogwarcie i obiecuję, że tam znajdziesz ciekawsze rzeczy niż przejażdżki traktorami… – stwierdziła, ruszając jak na siebie bardzo powoli między drzewami. – Gdzieś w Szkocji, skryty przed oczami reszty świata, znajduje się zamek, o strzelistych wieżach…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.