12.11.2022, 00:08 ✶
- Czerń będzie też ładnie kontrastować z twoimi włosami - zapewniła Florence. Nie zatrzymywała potem brata - skupiona już na licytacji.
Gdy zbliżyła się do niej Alice, Bulstrode obdarzyła kuzynkę ciepłym uśmiechem. Gdyby była w Mungu i stażyści zobaczyli taki wyraz na jej twarzy, prawdopodobnie albo uznaliby, że ulegają halucynacjom, albo wietrzyli jakiś podstęp. A Florence miała po prostu do panny Selwyn, sporo od niej młodszej i czasem traktowanej przez własnych rodziców jak niechciany bagaż, ogromną słabość.
- Witaj, Alice. O tak. Na tyle, że raz jeden z chłopców podczas urodzin dziadka próbował jednego wyrwać... - "Chłopcem" mógł być któryś z jej braci, ale też licznych kuzynów, nie sprecyzowała. Za to wzdrygnęła się lekko na samo wspomnienie. Omal nie została stratowana, wyciągając dzieciaka z boksu. A zdążyła tylko dlatego, że wcześniej przewidziała, co ten knuje...
Słysząc, że ktoś przebił cenę, na moment odwróciła się od panny Selwyn, ponownie podnosząc rękę.
- Pięćdziesiąt pięć galeonów! - zalicytowała suknię. Pocieszało ją to, że przynajmniej cel był szczytny, nie napychała kiesy (ręką Atreusa, znaczy się) jakiemuś domowi aukcyjnemu, a sam Bulstrode pewnie tyle wydawał na drinki jednej nocy w kasynie Mirage...
- Tak łatwo mnie przejrzeć? - spytała z rozbawieniem, chociaż wcale nie dziwiło jej, że Alice domyśliła się, że suknia nie jest przeznaczona dla Florence. Nawet to, jak była ubrana dzisiaj, jasno pokazywało, że ekstrawaganckie kreacje, przyciągające wzrok, nie były w jej stylu. Miała wprawdzie ulotne wrażenie, że też niekoniecznie kochała je Elaine, ale z drugiej strony: ta konkretna suknia naprawdę była piękna. - Dla kogo licytujesz? - mruknęła nieco ciszej, przesuwając głowę ku kobiecie.
Gdy zbliżyła się do niej Alice, Bulstrode obdarzyła kuzynkę ciepłym uśmiechem. Gdyby była w Mungu i stażyści zobaczyli taki wyraz na jej twarzy, prawdopodobnie albo uznaliby, że ulegają halucynacjom, albo wietrzyli jakiś podstęp. A Florence miała po prostu do panny Selwyn, sporo od niej młodszej i czasem traktowanej przez własnych rodziców jak niechciany bagaż, ogromną słabość.
- Witaj, Alice. O tak. Na tyle, że raz jeden z chłopców podczas urodzin dziadka próbował jednego wyrwać... - "Chłopcem" mógł być któryś z jej braci, ale też licznych kuzynów, nie sprecyzowała. Za to wzdrygnęła się lekko na samo wspomnienie. Omal nie została stratowana, wyciągając dzieciaka z boksu. A zdążyła tylko dlatego, że wcześniej przewidziała, co ten knuje...
Słysząc, że ktoś przebił cenę, na moment odwróciła się od panny Selwyn, ponownie podnosząc rękę.
- Pięćdziesiąt pięć galeonów! - zalicytowała suknię. Pocieszało ją to, że przynajmniej cel był szczytny, nie napychała kiesy (ręką Atreusa, znaczy się) jakiemuś domowi aukcyjnemu, a sam Bulstrode pewnie tyle wydawał na drinki jednej nocy w kasynie Mirage...
- Tak łatwo mnie przejrzeć? - spytała z rozbawieniem, chociaż wcale nie dziwiło jej, że Alice domyśliła się, że suknia nie jest przeznaczona dla Florence. Nawet to, jak była ubrana dzisiaj, jasno pokazywało, że ekstrawaganckie kreacje, przyciągające wzrok, nie były w jej stylu. Miała wprawdzie ulotne wrażenie, że też niekoniecznie kochała je Elaine, ale z drugiej strony: ta konkretna suknia naprawdę była piękna. - Dla kogo licytujesz? - mruknęła nieco ciszej, przesuwając głowę ku kobiecie.