14.10.2023, 00:14 ✶
- Łamiesz mi serce - odpowiedział Pandorze, przywołując na twarz zbolałą, jakże przerysowaną minę. Chociaż prawdę powiedziawszy, czuł się odrobinę nawet urażony, bo przecież dbało Laurenta. Martwił się o niego jak o rodzonego brata, a nawet chyba bardziej, bo Orion wydawał mu się o wiele bardziej kompetentny w próbach zapewnienia sobie bezpieczeństwa i nie robienia głupich rzeczy. Na słowa Victorii machnął ręką, wskazując na wnętrze. Nie, nie wiedział dokładnie gdzie jest Laurent, ale istniały w sumie tylko trzy możliwości. Cztery, jeśli liczyć możliwość, że ubiegli ich Śmierciożercy. Jak na zawołanie jednak, Prewett wyłonił się zaraz z wnętrza chaty.
Gest Pandory przyjął nawet bez mrugnięcia okiem, uśmiechając się do niej lekko, jednak zaraz po tym jak zabrała rękę, sam przejechał palcami po pasmach włosów, wprowadzając je w nieład zupełnie innego rodzaju, który ona przed chwilą wprowadziła.
Widząc jak dziewczyny skupiły swoją uwagę na Laurencie, wycofał się do kuchni. Chociaż było to określenia raczej szumne, bo zwyczajnie zrobił parę kroków w kierunku jednego z kątów pomieszczenia, gdzie znajdował się kuchenny aneks. Machnął różdżką, nastawiając czajnik i zaczął przegrzebywać znajdujące się tam szafki.
- Nigdzie nie idę - poinformował głośno Brennę, bo chyba posiadała jakieś mylne wrażenie, że jeśli Laurent się stąd nigdzie nie wybierał, to on zwyczajnie zwinie się do siebie i nawet nie mrugnie okiem. - Nie wspominając również o tym, że przecież masz tu kanapę - jego głos zabrzmiał ponownie odbijając się od wnętrza którejś z szafek, kiedy wyciągał z niej kubki. Chociaż przy tej kanapie zaczynał się trochę problem, bo gdyby miał tu nocować to nie zamierzał spać z Laurentem w jednym łóżku, Victoria i Pandora raczej go do jednego nie wpuszczą, a na podłodze niekoniecznie chciało mu się spać, ale przecież nie pozwoli tej upartej babie spać na parkiecie. Chociaż już trochę widział oczami wyobraźni, jak się z Brenną o to miejsce na podłodze biją.
Gest Pandory przyjął nawet bez mrugnięcia okiem, uśmiechając się do niej lekko, jednak zaraz po tym jak zabrała rękę, sam przejechał palcami po pasmach włosów, wprowadzając je w nieład zupełnie innego rodzaju, który ona przed chwilą wprowadziła.
Widząc jak dziewczyny skupiły swoją uwagę na Laurencie, wycofał się do kuchni. Chociaż było to określenia raczej szumne, bo zwyczajnie zrobił parę kroków w kierunku jednego z kątów pomieszczenia, gdzie znajdował się kuchenny aneks. Machnął różdżką, nastawiając czajnik i zaczął przegrzebywać znajdujące się tam szafki.
- Nigdzie nie idę - poinformował głośno Brennę, bo chyba posiadała jakieś mylne wrażenie, że jeśli Laurent się stąd nigdzie nie wybierał, to on zwyczajnie zwinie się do siebie i nawet nie mrugnie okiem. - Nie wspominając również o tym, że przecież masz tu kanapę - jego głos zabrzmiał ponownie odbijając się od wnętrza którejś z szafek, kiedy wyciągał z niej kubki. Chociaż przy tej kanapie zaczynał się trochę problem, bo gdyby miał tu nocować to nie zamierzał spać z Laurentem w jednym łóżku, Victoria i Pandora raczej go do jednego nie wpuszczą, a na podłodze niekoniecznie chciało mu się spać, ale przecież nie pozwoli tej upartej babie spać na parkiecie. Chociaż już trochę widział oczami wyobraźni, jak się z Brenną o to miejsce na podłodze biją.