W ostatnim czasie sporo rozmyślał o wszystkich sprawach dotyczących swojego życia prywatnego, zwłaszcza w ujęciu swoich dotychczasowych związków. Dotąd nie poszukiwał relacji zbudowanej na trwałych fundamentach, wobec czego nie przeżył czegoś wyjątkowego w tym aspekcie. Tym nawet nie była zakończona przez niego relacja, choć zarazem zdawała się wykraczać poza wyłącznie seks. W tamtym momencie wydawało mu się to słuszne, jedynym wyjściem z tej sytuacji, zanim istnienie czegoś więcej albo zacznie oczekiwać czegoś więcej. Zwykle to on był stroną, od której oczekiwano tego czegoś więcej, dla której kobiety zwykle traciły głowę i wyobrażały sobie siebie przy jego boku. Przez to kończył z nimi swoje znajomości.
Do końca czerwca nie opuszczało go to przygnębienie, do końca tego miesiąca zmagał się z całkiem nowymi pragnieniami i potrzebami, których nie udawało się zagłuszyć przygodnymi znajomościami ani nawet alkoholem. Wszystko się skomplikowało. Nabrało powagi i odarło jego dotychczasowe życie ze swojej prostoty, podobnie jak jego samego. Brakowało w nim zabawy i przyjemności. Nie dawało się wrócić do tego, co było. Wszystko to zamierzał zachować dla siebie.
Prawda nie zawsze działała oczyszczająco, za to stanowiła dodatkowy ciężar, którego nie zamierzał składać już na cudzych barkach. Miało to zbyt wielką cenę i niosło ze sobą zbyt poważne konsekwencje. Sam nie należał do wylewnych osób pod tym względem. Otworzenie się przed kimś nie przychodziło mu łatwo. Zdobył się na to przed kimś i pod wieloma względami nie wyniknęło z tego nic dobrego, co stanowiło dla niego cenną lekcję od życia. Mógł pod wieloma względami zazdrościć bratu swobody opowiadania o swoich sercowo-emocjonalnych rozterkach.
Stojąc w swoim salonie, obserwował starszego brata podczas zmierzania do jednego z fotelu i zasiadającego w nim. To była niespodziewana wizyta, jednak nie zamierzał go stąd wyrzucać skoro już przyszedł. Nie miał na razie planów na resztę tego wolnego dnia. Czuł się obserwowany przez Logana, czekając na słowa padłe z jego ust.
— Zawsze możesz na to liczyć. Etykietę i trzymanie się towarzyskiego savoir-vivre zachowaj na bankiety organizowane przez naszych rodziców w rodowej posiadłości. O to chodziło, Logan. W dużym skrócie... doskonale. Prawie tydzień temu byłem na zorganizowanym przez Crouchów rejsie, bawiłem się wspaniale podczas tego trzydniowego przyjęcia. Głównie obracałem się w towarzystwie Prewettówny... z pewnością kojarzysz Pandorę Prewett. Pandora została okrzyknięta najbardziej czarującą czarownicą w Wielkiej Brytanii. — Zapewnił swojego brata, że w wymagającej tego sytuacji zawsze może go opierdolić. Logan zawsze mógł liczyć na to, że Philip będzie starał mu się dokuczać, jak to robili bracia. Odpowiadając na to pytanie posłużył się wiarygodnie brzmiącym kłamstewkiem i sprawnie przeszedł do zmiany tematu. Celowo nie wspomniał o jej bracie, stanowiącym bardzo istotny mianownik w jego osobistym dramacie, rozgrywającym się bez świadków. Nie licząc morza, rzecz jasna. Pandora pozostawała wyłącznie jego znajomą i nic więcej nie miało go z nią zacząć łączyć.
— Naleję podwójną w takim razie. — Wypowiadając te słowa skierował się w stronę barku, sięgając po stojącą tam kryształową karafkę z ognistą whisky. Napełnił odpowiednią ilością tego szlachetnego trunku dwie szklanki z grubym dnem i podchodząc do fotela, na którym zasiadał jego starszy brat, podał mu szklanicę. Sam opadł na kanapę, układając lewe ramię na jej zagłówku. Napiwszy się alkoholu, czekał aż brat powie, co za licho go tutaj przygnało.
— Rychło w czas, bracie. Powinieneś mieć żonę już od kilku lat i przynajmniej jedno dziecko. Jeśli oczekujesz ode mnie rady to sam znajdź sobie dziewczynę z jakiegoś poważanego czystokrwistego rodu i przedstaw im jako swoją narzeczoną. To powinno ich powstrzymać od zaręczenia Ciebie z wybraną przez nich arystokratką. Masz się o co martwić? Będzie czekać na Ciebie w domu, będzie towarzyszyć Ci na bankietach, będziecie się pokazywać w towarzystwie. Co prawda, będziesz musiał bardziej ukrywać posiadanie kochanek. — Stwierdził bez ogródek, z zaskakującą jak siebie powagą. Jeszcze w maju poparłby go z miejsca, wykpiwając instytucję małżeństwa i przyznając mu rację, że to niosło ze sobą zbyt wiele ograniczeń. W następstwie dotykających go zmian jego poglądy ulegały powolnemu przewartościowaniu. Jego zdaniem małżeństwo najmniej wpływało na karierę sportową. Ono nie mogło być powodem do jej zakończenia i przyszła żona jego brata będzie musiała to zaakceptować.