Materiały ubrań skutecznie dzieliły ich chłód, by nie przenikał przez nie. Przynajmniej na razie. Co jednak jeszcze było skuteczne to to, że chwilowo Laurent niemal sam czuł adrenalinę we krwi, którą powinni odczuwać tylko ci stojący na parkiecie. Nie podobało mu się to uczucie wywołujące niepokój i sprawiające, że człowiek stawał się spięty, nie mógł rozluźnić, zrelaksować, mózg był tylko nastawiony na krzywdy i negatyw bodźców, który mógł się pojawić jak wachlarz, a każde zagięcie to inne słówko z tej gamy. Pochylił się na bok, w jej stronę, kiedy i ona to zrobiła, wyłapując, że chce mu coś przekazać, co zupełnie zatonie w szmerze rozmów. Kiwnął głową twierdząco, kiedy usłyszał, co mu powiedziała. Tak, rozmawiali na ten temat - ostrzeżenia i wróżby można było przekazać na wiele sposobów.
Świst i błysk zaklęć docierał do wyobraźni nawet, kiedy zamkniesz swoje oczy. Nawet jeśli nie były jedynym źródłem światła. Ta wymiana zaklęć trwała... chwilę. Laurent ledwo zdążył otworzyć powieki, kiedy dwójka mężczyzn skryła się za osłonami, a już w następnym momencie wychylili się zza nich, świsnęły zaklęcia, poleciały i... Louvain zesztywniał. Laurent aż drgnął i uśmiechnął się, ale zaraz ukrył ten uśmiech za dłońmi, za dobrze świadom, że znajduje się w towarzystwie, w którym wręcz nie wypada kibicować Nottowi. Nie powstrzymał jednak westchnięcia ulgi, że skończyło się tylko na tym - na niegroźnych zaklęciach, które nie czyniły żadnej krzywdy i żaden z panów nie miał nawet obitego kolanka ani złamanego paznokcia. Kiedy opanował swoją mimikę twarzy ułożył dłoń na sercu. Nie, naprawdę, w obliczu wszystkich ostatnich wydarzeń to stres tego typu był ostatnim, jakiego potrzebował. Ale nie mógłby odmówić. Oderwał wzrok od areny, kiedy wszedł sędzia, by obwieścić zwycięzcę, gdy pojawiła się Cynthia.
- Dobry wieczór. Tak, znamy się z Hogwartu. - Choć dokładnie tak - znać się z Hogwartu, a utrzymywać relację, pielęgnować ją - dwie różne sprawy. Laurent uśmiechnął się w stronę Królowej Lodu. Zadziwiające, że taka dama przyszła tutaj samotnie. - Przyjaciele Victorii są moimi przyjaciółmi. - Nie mogło być inaczej. Jeśli Victoria komuś ufała to nie widział powodów, dla których on miał tego nie robić. Przesunął wzrokiem po tłumie i napotkał znów oczami na Bella i och, no proszę, Loretta... jak to było? Jadowita tentakula? Jakoś tak? Ale... ale. Kayden. Odwrócił szybko wzrok, żeby znowu patrzeć na scenę przed nimi.
- Do ilu punktów będą walczyli? Czy też - rund? - O zgrozo, był zupełnie niezorientowany w tych zasadach pojedynków, natomiast jeśli teraz każda runda miała tak wyglądać, tak BEZPIECZNIE to nawet oglądanie nie wydawało się takie tragiczne. - Nie sądziłem, że Philip jest taki dobry w pojedynkach. - Był zaskoczony, pozytywnie. Chociaż w zasadzie z tego co się orientował to chyba należał do tego klubu pojedynkowego..? - Rozumiem, że Louvain nie spełnił twoich oczekiwań? - Zwrócił się do Victorii, która była ewidentnie zawiedziona. Tylko nie bardzo wiedział, czym dokładnie. Rzeczywiście ta wymiana wyglądała bardzo jednokierunkowo. - A kto jest twoim faworytem, Cynthio?