Każda praca miała znaczenie. Po prostu osobom spoza danego środowiska ciężko było w stu procentach zrozumieć specyfikę danego zawodu i to ile potu i łez kosztowało zdobycie umiejętności pozwalających na to, aby osiągnąć odpowiedni poziom zaawansowania w swojej profesji. Erik może i potrafił wznieść imponującą tarczę czy wyczarować świetliste więzy, ale nie był też alfą i omegą. Gdyby ktoś go wysłał bez instrukcji z obrazkami do lasu, każąc mu nazrywać roślin, aby potem uwarzyć eliksir, to zapewne naznosiłby do domu najbardziej trującego zielska, jakie można było znaleźć w okolicy.
— Aż tak tragiczny przypadek? — Jego prawa brew uniosła się w rozbawieniu. — A myślałem, że wystarczy ci jeszcze tak od trzech do pięciu lat.
Może nie zawsze mówił o tym wprost, ale niezmiernie doceniał to, że jako rodzeństwo pozostali ze sobą tak blisko, pomimo wkroczenia w dorosłość. Widział na własne oczy, jak tego typu relacje w innych rodzinach ulegały rozpadowi i już nigdy nie dało się ich potem poskładać w jedną całość. Trudno było mu sobie wyobrazić życie bez swojej siostry u boku. Była nie tylko wspaniałą towarzyszką, ale też przyjaciółkę, do której mógł się zwrócić z każdym problemem, bez względu na jego wagę. Mógł tylko liczyć na to, że gdy siostra napotka jakiś problem, zwróci się z nim także do niego.
— A więc wracamy prosto do Doliny. — Pokiwał z uśmiechem głową na słowa Franka.
Zobaczymy, co powiesz, gdy zobaczysz tę ferajnę, pomyślał Erik. Doceniał entuzjazm Alice i naprawdę chciał zobaczyć jej minę, gdy to stadko wychyli łebki z salonu i rzuci się im na powitanie. Zanim zdołał wymyślić w głowie gotowy scenariusz z uwzględnieniem działań poszczególnych psiaków, panna Greengrass ponownie zaliczyła bliskie spotkanie pierwszego stopnia z chodnikiem.
— To ja wezmę wózek — potwierdził, odbierając toboły młodych, gdy ruszyli ku wyjściu z magicznego peronu. Co rusz rzucał jednak Brennie podejrzliwe spojrzenie. Wiedział, że miała jako taką krzepę – w końcu pracowali w tym samym departamencie – jednak nie spodziewał się, że będzie mogła bez większego wysiłku wziąć na ręce nastolatkę. Szacunek.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞