14.10.2023, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2023, 16:54 przez Eden Lestrange.)
- Walczył? Masz na myśli walkę ze mną? - Dopytała Lyssę, nie będąc pewna, czy dobrze zrozumiała pytanie. Uśmiechnęła się enigmatycznie, zastanawiając się przed drobną chwilę, jak ująć w słowa przymusowy pakt o nieagresji, który łączył ją z bliźniakiem. - Widzisz, istnieją powody, dla których Elliott nie odważyłby się podnieść na mnie ani ręki, ani różdżki. I wcale nie chodzi o to, że są bliźniacze - wyjaśniła, stawiając się w lepszym świetle, choć prawdę powiedziawszy, była postawiona w identycznej sytuacji. Od zarania własnych dziejów marzyła, by zostać jedynaczką, ale najpierw te plany zostały ukrócone przez narodziny Eunice, a potem przez ingerencję ojca w relacje bliźniąt.
Odwróciła głowę do Vakela, gdy oświadczył, że to oczywiste, że górale nie znają lokalizacji Williama. Już miała nie pozwolić mu dokończyć, wtrącić, że co ty nie powiesz, Vasilij, ale potem zrozumiała, że jemu chodzi o chowanie się w podziemiach, a nie na wysokościach. Jęknęła z bólem na myśl, że jej małżonkowi peron odjechał na tyle, by przesiadywać w cudzych piwnicach.
- Jak już wspomniałam, w naszej go nie było, a wydaje mi się, że takie grotołażenie w celu szukania go po cudzych nieco urąga mojemu statusowi - mówiąc to nie wyglądała na zadowoloną. Raczej na poirytowaną, jeśli nie zrezygnowaną. Naprawdę traciła już siły do tego człowieka, coraz częściej czuła się, jakby udomawiała małpę. I to taką z kilkoma tytułami naukowymi, co czyniło to naprawdę karkołomnym zadaniem.
- Jeśli zaś chodzi o zaproszenie od Annie, to bardzo miłe z jej strony - ciekawe czego chce - Jak tylko William przypomni sobie, że ma dom i żonę, to się odezwę w celu ustalenia jakiegoś terminu. - Uśmiechnęła się uprzejmie, ale w oczach tańczył ten dziwny błysk, który ciężko było umiejscowić na spektrum pomiędzy złością oraz obłąkaniem. Zaczynała mieć powoli dość rodziny Lestrange i nie chciało jej się udawać, że jest inaczej.
Gdy Dolohov wspomniał, że on i Elliott mogą kibicować innym drużynom, zmarszczyła brwi, bo nie wiedziała, by ten drugi był jakoś powiązany z Nottem. Rozejrzała się więc odruchowo po sali, szukając kogoś innego po tamtej stronie. Oczy napotkały Erika, który też akurat patrzył w jej kierunku. Uśmiechnęła się w rozbawieniu, bo to bardzo rozjaśniło sytuację i wyjaśniło afiliację Elliotta z drugą stroną. Musiała się powstrzymać, żeby nie parsknąć śmiechem - w końcu to dziwne, że bardziej kibicujesz sekundantowi niż jednej z głównych gwiazd wieczoru.
Odmachała Longbottomowi, po czym wzruszyła ramionami i pokręciła głową, jakby niemo chciała dać mu znać, że nie wie, gdzie jest Elliott i też chciałaby wiedzieć. Doskonale wiedziała, że nie rozglądał się tak namiętnie po tłumie, żeby odnaleźć ją samą, było to przecież widać. Poza tym - skoro nawet Dolohov o tym wiedział, to Eden tym bardziej nie mogła być w ciemię bita.
Przedstawiona Laurentowi uśmiechnęła się nawet, nie chciała być z marszu niemiła, wszakże nie każdego mężczyznę od ręki trzeba było spisywać na staty. Tendencja była jaka była, ale a nuż Prewett wyrwie się z ram i będzie miłym wyjątkiem od reguły.
- Miło mi. Przyszedłeś tutaj dla show czy dla towarzystwa? - Zapytała niewinnie, ćwierkając wręcz jak skowronek, po czym najpierw sugestywnie spojrzała na niego, a momencik później na Lyssę. Nie miała nic złego na myśli, naprawdę.
Niedługo później w okolicy pojawiła się Victoria. Eden westchnęła cicho, ale nie z powodu dziewczyny, absolutnie - po prostu dotarło do niej, że zjawił się tutaj praktycznie każdy członek rodziny, tylko jak zwykle nie William. Aż poczuła fizycznie potrzebę wzbogacenia swojej krwi o kilka promili.
- Wzajemnie. Gdzie zgubiłaś narzeczonego? Może utknął w tej samej mitycznej piwnicy, co moja kula u nogi? - Rzuciła wesoło do Victorii, przechyliła głowę jakby rozanielona, po czym przekręciła oczyma, jakby chciała dać jej znać, że zaraz nie wydoli i pójdzie do Lecznicy Dusz piach widłami przerzucać.
Nie zauważyła, w którym momencie obecnością zaszczyciła ich Loretta, której to honor przecież leżał tu na szali. Ciężko było jej ocenić, czy było co bronić, biorąc pod uwagę, z kim wcześniej była zaręczona, niemniej nie miała zamiaru oceniać na głos, bo też nie mogła się poszczycić wybitnym doborem partnera.
- A kto to przyszedł - rzuciła cicho, mając wrażenie, że powinni ją usłyszeć tylko Vakel i Lyssa. Gdzieś tam w tle Nott tłukł oponenta, co tylko zmusiło ją do bacznej obserwacji Loretty. Była nieziemsko ciekawa, co sądzi na ten temat, ale nie miała ochoty wstawać, więc jedynie wodziła wzrokiem od pojedynku do szwagierki, licząc, że może sama będzie chciała podejść.
Odwróciła głowę do Vakela, gdy oświadczył, że to oczywiste, że górale nie znają lokalizacji Williama. Już miała nie pozwolić mu dokończyć, wtrącić, że co ty nie powiesz, Vasilij, ale potem zrozumiała, że jemu chodzi o chowanie się w podziemiach, a nie na wysokościach. Jęknęła z bólem na myśl, że jej małżonkowi peron odjechał na tyle, by przesiadywać w cudzych piwnicach.
- Jak już wspomniałam, w naszej go nie było, a wydaje mi się, że takie grotołażenie w celu szukania go po cudzych nieco urąga mojemu statusowi - mówiąc to nie wyglądała na zadowoloną. Raczej na poirytowaną, jeśli nie zrezygnowaną. Naprawdę traciła już siły do tego człowieka, coraz częściej czuła się, jakby udomawiała małpę. I to taką z kilkoma tytułami naukowymi, co czyniło to naprawdę karkołomnym zadaniem.
- Jeśli zaś chodzi o zaproszenie od Annie, to bardzo miłe z jej strony - ciekawe czego chce - Jak tylko William przypomni sobie, że ma dom i żonę, to się odezwę w celu ustalenia jakiegoś terminu. - Uśmiechnęła się uprzejmie, ale w oczach tańczył ten dziwny błysk, który ciężko było umiejscowić na spektrum pomiędzy złością oraz obłąkaniem. Zaczynała mieć powoli dość rodziny Lestrange i nie chciało jej się udawać, że jest inaczej.
Gdy Dolohov wspomniał, że on i Elliott mogą kibicować innym drużynom, zmarszczyła brwi, bo nie wiedziała, by ten drugi był jakoś powiązany z Nottem. Rozejrzała się więc odruchowo po sali, szukając kogoś innego po tamtej stronie. Oczy napotkały Erika, który też akurat patrzył w jej kierunku. Uśmiechnęła się w rozbawieniu, bo to bardzo rozjaśniło sytuację i wyjaśniło afiliację Elliotta z drugą stroną. Musiała się powstrzymać, żeby nie parsknąć śmiechem - w końcu to dziwne, że bardziej kibicujesz sekundantowi niż jednej z głównych gwiazd wieczoru.
Odmachała Longbottomowi, po czym wzruszyła ramionami i pokręciła głową, jakby niemo chciała dać mu znać, że nie wie, gdzie jest Elliott i też chciałaby wiedzieć. Doskonale wiedziała, że nie rozglądał się tak namiętnie po tłumie, żeby odnaleźć ją samą, było to przecież widać. Poza tym - skoro nawet Dolohov o tym wiedział, to Eden tym bardziej nie mogła być w ciemię bita.
Przedstawiona Laurentowi uśmiechnęła się nawet, nie chciała być z marszu niemiła, wszakże nie każdego mężczyznę od ręki trzeba było spisywać na staty. Tendencja była jaka była, ale a nuż Prewett wyrwie się z ram i będzie miłym wyjątkiem od reguły.
- Miło mi. Przyszedłeś tutaj dla show czy dla towarzystwa? - Zapytała niewinnie, ćwierkając wręcz jak skowronek, po czym najpierw sugestywnie spojrzała na niego, a momencik później na Lyssę. Nie miała nic złego na myśli, naprawdę.
Niedługo później w okolicy pojawiła się Victoria. Eden westchnęła cicho, ale nie z powodu dziewczyny, absolutnie - po prostu dotarło do niej, że zjawił się tutaj praktycznie każdy członek rodziny, tylko jak zwykle nie William. Aż poczuła fizycznie potrzebę wzbogacenia swojej krwi o kilka promili.
- Wzajemnie. Gdzie zgubiłaś narzeczonego? Może utknął w tej samej mitycznej piwnicy, co moja kula u nogi? - Rzuciła wesoło do Victorii, przechyliła głowę jakby rozanielona, po czym przekręciła oczyma, jakby chciała dać jej znać, że zaraz nie wydoli i pójdzie do Lecznicy Dusz piach widłami przerzucać.
Nie zauważyła, w którym momencie obecnością zaszczyciła ich Loretta, której to honor przecież leżał tu na szali. Ciężko było jej ocenić, czy było co bronić, biorąc pod uwagę, z kim wcześniej była zaręczona, niemniej nie miała zamiaru oceniać na głos, bo też nie mogła się poszczycić wybitnym doborem partnera.
- A kto to przyszedł - rzuciła cicho, mając wrażenie, że powinni ją usłyszeć tylko Vakel i Lyssa. Gdzieś tam w tle Nott tłukł oponenta, co tylko zmusiło ją do bacznej obserwacji Loretty. Była nieziemsko ciekawa, co sądzi na ten temat, ale nie miała ochoty wstawać, więc jedynie wodziła wzrokiem od pojedynku do szwagierki, licząc, że może sama będzie chciała podejść.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~