Powiedzieć, że Stanley napawał się sukcesem własnego cruciatusa to jak nie powiedzieć nic. Po prostu miód na to spaczone Borginowe serce. Dodając do tego fakt, że ten przygłupi dryblas zdążył się jeszcze rozpędzić, a następnie padł na kolana złożony niczym jakaś harmonijka - widok zupełnie komiczny tylko nikomu nie było do śmiechu, a na pewno nie dopóki trwała bójka.
Vulturis był tak wcięty w ferwor walki, że nie usłyszał nawet toastu na cześć swojego wyczynu. Można było stwierdzić, że zaczął się nawet denerwować na fakt skutecznej obrony tego trzeciego rzezimieszka. Jak on śmiał w ogóle to zrobić? Czy życie nie było mu miłe? Nie widział, że zostało mu do trzech minut oddychania zanim Sauriel wyjdzie z siebie i pomoże mu stanąć obok lecz w duchowej formie?
- Warto było szaleć tak? - zapytał mężczyzny, który właśnie zwijać z konwulsji. Kiedy Stanley mu się tak przyglądał, dostrzegł że ten rozwalił sobie ten swój głupi ryj od upadku. No co za szkoda, że nie... pomyślał, uśmiechając się - Leż, leż. Zaraz do Ciebie wrócimy - rzekł do niego, a następnie nadepnął mu na dłoń. Zupełnie jakby miał już niewystarczająco dużo problemów w swoim życiu - Ojj... Chciałem mocniej - zapewnił spoglądając w kierunku Rookwooda, który to postanowił ocieplić relację z jegomościem. Pardus w całej swojej okazałości.
Fakt, który wynikał z tego, że chodzili we dwójkę na różne akcje był następujący - nikt nie musiał zawiadamiać brygady uderzeniowej, ponieważ ta już była na miejscu i robiła to co do niej należało. Problem raczej objawiał się tym w jaki sposób Stanley egzekwował prawo pod postacią Vulturisa. Dopóki to jednak przynosiło efekty, nie zamierzał się zbytnio nad tym rozwodzić. Oni byli cali, a przeciwnicy prawie martwi.
Rookwood chwilę się miotał z trzecim przygłupem. To było trochę dziwne, wszak Sauriel urodził się do okładania ludzi po pyskach, a tutaj zonk. Chciał go pogłaskać? Może się rozmyślił w trakcie i już mu się odechciało z nim walczyć? Nie wiedział ale rozumiał, że musi mu pomóc... I to w jeden, sprawdzony lecz trochę niebezpieczny sposób - CRUCIO! - wycedził przez zęby, celując w ich kierunku. Oczywiście zamiar był prosty - trafić przeciwnika ale zawsze istniało ryzyko trafienia Pardusa. No cóż... W najgorszym wypadku będzie wypadek przy pracy ale i z tego on by się pewnie wylizał.
Rzut na dwa cruciatusy w kierunku mężczyzny, który pozostał jeszcze na placu boju. Korzystam z nekromancji.
Akcja nieudana
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972