I jak tu nie kochać cruciatusa? Nawet największe cwaniaki padają na kolana w momencie popieszczenia ich tym pięknym zaklęciem. Może i po rzuceniu jego można odhaczyć część rzeczy na checkliście Genewskiej ale kto nie ryzykuje, ten w Azkabanie nie siedzi, a Borgin to i tak już miał prawie całą listę wykonaną. Zostało co najwyżej kilka rzeczy, których nie zrobiłby nigdy - ot nie pozwalały mu własne idee i przekonania. Cóż za przekorny los, czyż nie? Nie zmieniało to faktu, że lista oskarżeń, które można by przedstawić Borginowi, na spokojnie pozwalała na co najmniej 4 dożywocia i wieczne zapomnienie.
Czy współpraca Stanleya z Saurielem nie była perfekcyjna? Grali do jednej bramki - rozumieli się niemal bez słów. Vulturis podał piłkę - to znaczy ofiarę ale wiadomo o co chodzi - a Pardus zamiast strzelić bramkę to postanowił wybić ją na aut i kupić im trochę czasu. Czy próbował przekonać tychże obrońców do zmiany drużyny? Czy w tym był w ogóle sens? I mógłby tak nad tym się zastanawiać resztę nocy, gdyby nie dotarły do niego słowa Rookwooda. Pierwszy ból przeszedł i ktoś chciał powrócić do walki? Co za zbieg okoliczności... pomyślał, spoglądając w kierunku tego odważnego mężczyzny. Szkoda tylko, że jego bójka zakończyła się jeszcze szybciej, niż zdążyła zacząć.
Kiwnął głową na zrozumienie. Borgin nie miał zamiaru targać tego zbira za fraki. Już wystarczająco dobrego tutaj zrobił i powoli zaczynał się denerwować vel wkurwiać na to miejsce - Wstawaj i zapierdalaj za nim - rozkazał - A wy wracać do biesiadowania. Nic tutaj nie miało miejsca ale zapamiętajcie co tu się stało - polecił reszcie zgromadzonych, a następnie kopnął ich ofiarę na zachętę. Dla własnego bezpieczeństwa wyciągnął jednak różdżkę przed siebie aby w razie czego móc go jeszcze raz popieścić czarną magią - Nie radzę żadnych sztuczek... - dodał popychając go lekko swoją różdżką. Stanley miał nadzieję, że prowadzony jegomość zrozumiał przekaz - żarty się skończyły.
Przybytek, ponieważ ciężko go nazwać lokalem czy knajpą, był nie duży ale to zaplecze wołało o pomstę do samego Merlina. Kiedy wszedł jako ostatni do pomieszczenia, usiadł na miejscu które wskazał mu Sauriel - Dzięki - poczęstował staremu drugowi, częstując się jednym papierosem, którego nie omieszkał momentalnie zapalić. Odpowiednia nagroda za dobrze wykonaną pracę Zaciągnął się, oddychając z ulgą. Między Reidem i Rookwoodem wywiązała się rozmowa, której uważnie się przysłuchiwał. Właściciel tego "czegoś" miał działającą piątą klepkę. Po pierwsze poparł dobrą drogę, która teraz przyszła mu z pomocą. Po drugie nie chciał hodować pod swoim nosem żmii.
Przymknął na chwilę oczy, kiwając głową na zgodę. Wypuścił dym i wstał aby zacząć krążyć po pokoju. Gdyby znajdowała się tutaj biblioteczka to może i by do niej podszedł tak jak starszy Mulciber miał w zwyczaju. Niestety tej tutaj nie było, więc musieli sobie poradzić bez niej - Panowie, powiem wam krótko - rozpoczął, robiąc co kilka słów przerwę na zaciągnięcie się fajką - Byliście dzisiaj świadkami tego do czego zdolni są ludzie sami wiecie kogo - stwierdził. Stanleyowi oczywiście chodziło o nikogo innego, a Lorda Voldemorta - Zapamiętajcie sobie raz, a dobrze tę lekcję. Kto podnosi dłoń na ludzi albo współpracowników Czarnego Pana, ten tą dłoń straci - wskazał dłonią na martwego mężczyznę - I w takim momencie powinien się cieszyć, że stracił tylko tę dłoń, ponieważ niektórzy tracą życie stając z nami we szranki - wyjaśnił - Pan Stanley Reid został narażony na ogromne straty przez wasze niemiłe zachowanie. A wiecie co powinno się zrobić po przyłapaniu na gorącym uczynku? - zapytał retorycznie - Zadośćuczynić - odpowiedział za nich, rzucając papierosa między nich - Widzicie tego papierosa? To jesteście wy. Wasza dwójka - wskazał palcem na jednego, a później na drugiego zbira aby chwilę później dogasić peta na ziemi - A ten but to ja i mój serdeczny przyjaciel - odwrócił się na moment w kierunku Sauriela, kiwając do niego głową - I co się teraz stało z żarem na papierosie kiedy na niego nadepnąłem? Zgasł tak samo jak zgasną wasze życia jeżeli nie pójdziecie po rozum do tych waszych tępych głów. Oferujemy wam jedną możliwość, chociaż w sumie dwie... Ale ta druga to dołączenie do waszego kolegi, gdzieś tam hen daleko od Nokturnu... Od Londynu... Od całego świata - wyjaśnił - Zaczniecie pracować z panem Reidem od dzisiaj. Będziecie jego obstawą i nie będziecie więcej pyskować ani gryźć dłoni, która was karmi. Jeżeli jeszcze raz się dowiemy, że ktoś z nim zadarł to rozpętamy tutaj piekło. Sprzątniemy z tego świata was, wasze rodziny, waszych najbliższych. Tam gdzie postawimy nasze stopy, tam zostanie tylko zniszczenie i pożoga. Nie oszczędzimy nikogo. A ja się będę napawać cierpieniem tych wszystkich osób. Chcecie zgotować sobie taki los czy poszliście już po rozum do głowy? - odetchnął, sięgając po papierosa ze swojej paczki. Dał mężczyznom kilka chwil na zastanowienie się, a sam go zapalił i powrócił na miejsce obok Rookwooda - Czy wyraziłem się wystarczająco jasno? - zapytał ich. Tym razem jednak nie było to pytanie retoryczne, a takie od którego zależała ich przyszłość. W razie odmowy - należało ich skrócić o głowy.
Rzuty na próbę przekonania pozostałej dwójki do rozpoczęcia współpracy ze Stanleyem Reidem. Korzystam z charyzmy.
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972