15.10.2023, 02:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.10.2023, 02:14 przez Lorraine Malfoy.)
Słowa, które cisnęły się teraz Lorraine na usta, zdecydowanie nie licowały z wizerunkiem młodej, eleganckiej damy, jaki chciała prezentować. Poetycka litania inwektyw, wnosząca się w jej głowie niczym choralna inkantacja do Pani Księżyca, była straszniejsza niż wycie tego wyimaginowanego wilkołaka na błoniach - może dlatego, że w przeciwieństwie do wilkołaka, gniew Lorrie był całkiem realny, i nieporównanie bardziej okrutny - a przy tym kompletnie bezzasadny.
Bo Malfoy nie miała zielonego pojęcia, jakie są zamiary ciemnowłosej dziewczyny: czy ta szykuje jakiś nie do końca legalny eliksir na własny użytek, czy też rzeczywiście zamierza być jej konkurencją na rynku pracy? Paxton była wychowanką Ravenclawu, i była od Malfoyówny rok starsza, co w pewnym sensie napawało zwykle przesadnie pewną siebie Lorraine zgrozą - bo Avelina zdążyła na pewno przyswoić o wiele więcej wiedzy od niej i to jeszcze zapewne górowała nad nią umiejętnościami praktycznymi, ba, intelektem!! - w końcu mieszkańcy domu Kruka znani byli z inteligencji i nieustającego dążenia do absolutnego poznania. W chorej główce Lorraine odezwały się brzydkie kompleksy... Że ona miałaby być słabsza w tej jakże ukochanej dziedzinie magii od jakiejś tam przybłędy, z rodowodem gorszym od kundli z Nokturnu - bo nazwisko Paxton jakoś kojarzyło się jej z nikim innym poza postacią burkliwej Krukonki - i to cierpiącej z powodu głuchoty albo mutyzmu wybiórczego, biorąc pod uwagę niemalże kompletny brak reakcji na pokaz złości w wykonaniu Lorrie??
- Chcesz dowodu? - powtórzyła z lekkim niedowierzaniem słowa dziewczyny, które uznała za kompletnie niedorzeczne. Miała wrażenie, jak gdyby Paxton nawet nie próbowała się odgryźć, a Lorraine, nawykła do atencji i słownych utarczek, nie była przygotowana na tak prosty... unik. To było niesatysfakcjonujące, że krukonka nie dała się sprowokować. - Proszę bardzo. Masz swój dowód. Wykonała ruch jakby na chwilę sięgała do swojej sakiewki w poszukiwaniu... czegoś. Po chwili wyciągnęła rękę.
I pokazała jej środkowy palec.
Należało jej się, w końcu Paxton wyskoczyła jak Merlin z konopi, i prawie przyprawiła Lorrie o zawał serca!! - co prawda, to Lorraine wyskoczyła nagle na przeciwległym końcu alejki zza doniczek, ale ćśś... Tak szczerze, to dziewczyna dalej czuła się tak, jakby korzenie miesięcznika napierały na jej klatkę piersiową, niemal jak pnącza, które opierały się o ściany cieplarni, jakby chciały wydostać się na zewnątrz. Gdyby jeszcze choć mogła zdefiniować to dławiące uczucie w piersi, nazwać je po prostu zazdrością i iść dalej... Ale nie, to nie była zazdrość, a po prostu obsesyjna ambicja w dążeniu do celu; nie skupiała się aż tak bardzo na tym, czy Avelina jest od niej lepsza w eliksirach i zielarstwie, a raczej na tym, że to Lorraine jest w czymś gorsza, a to istotna różnica!!
Ale kto by wnikał w pokręcone meandry psychiki trzynastolatki, więcej - zdrowo pokręconej trzynastolatki!! Pocieszyła się natomiast myślą, że gdyby Avelina rzeczywiście chciała zdominować handel eliksirami w Hogwarcie musiałaby w tym celu wynająć jakiegoś geniusza marketingu, skoro sama nawet nie potrafi wydusić więcej niż dwóch słów. Życzyła jej, żeby połamała sobie wszystkie paznokcie, kiedy będzie przekopywać roślinki podczas następnych lekcji zielarstwa, skoro taka z niej bywalczyni cieplarni, o. Wpiła spojrzenie zimnych ocząt w Avelinę, jakby ta była jakąś paskudną stonką mandragorową, którą masz ochotę zgnieść obcasem.
- Skoro już tu jesteś, to przynajmniej zaopatrz się porządnie, żebyśmy nie wpadły na siebie więcej. Obok ciebie rośnie przywrotnik, dalej, weź cały krzak, proszę bardzo!! Akurat tobie przyda się gruby zapas, na produkcję eliksiru upiększającego. - Czy obrażanie czyjegoś wyglądu było dziecinne? Owszem, zwłaszcza że Avelinie Paxton niczego w tej materii nie brakowało... Z tymi jej czekoladowymi lokami i głębokimi oczętami, teraz skupionymi na pracy... Ale Lorraine jak już się nakręciła, nie potrafiła się powstrzymać. - Chyba, że wolisz kupić taki mojej produkcji. Twój przepis widać nie działa zbyt dobrze, łagodnie mówiąc. - dodała szybko, przesłodzonym tonem.
Bo Malfoy nie miała zielonego pojęcia, jakie są zamiary ciemnowłosej dziewczyny: czy ta szykuje jakiś nie do końca legalny eliksir na własny użytek, czy też rzeczywiście zamierza być jej konkurencją na rynku pracy? Paxton była wychowanką Ravenclawu, i była od Malfoyówny rok starsza, co w pewnym sensie napawało zwykle przesadnie pewną siebie Lorraine zgrozą - bo Avelina zdążyła na pewno przyswoić o wiele więcej wiedzy od niej i to jeszcze zapewne górowała nad nią umiejętnościami praktycznymi, ba, intelektem!! - w końcu mieszkańcy domu Kruka znani byli z inteligencji i nieustającego dążenia do absolutnego poznania. W chorej główce Lorraine odezwały się brzydkie kompleksy... Że ona miałaby być słabsza w tej jakże ukochanej dziedzinie magii od jakiejś tam przybłędy, z rodowodem gorszym od kundli z Nokturnu - bo nazwisko Paxton jakoś kojarzyło się jej z nikim innym poza postacią burkliwej Krukonki - i to cierpiącej z powodu głuchoty albo mutyzmu wybiórczego, biorąc pod uwagę niemalże kompletny brak reakcji na pokaz złości w wykonaniu Lorrie??
- Chcesz dowodu? - powtórzyła z lekkim niedowierzaniem słowa dziewczyny, które uznała za kompletnie niedorzeczne. Miała wrażenie, jak gdyby Paxton nawet nie próbowała się odgryźć, a Lorraine, nawykła do atencji i słownych utarczek, nie była przygotowana na tak prosty... unik. To było niesatysfakcjonujące, że krukonka nie dała się sprowokować. - Proszę bardzo. Masz swój dowód. Wykonała ruch jakby na chwilę sięgała do swojej sakiewki w poszukiwaniu... czegoś. Po chwili wyciągnęła rękę.
I pokazała jej środkowy palec.
Należało jej się, w końcu Paxton wyskoczyła jak Merlin z konopi, i prawie przyprawiła Lorrie o zawał serca!! - co prawda, to Lorraine wyskoczyła nagle na przeciwległym końcu alejki zza doniczek, ale ćśś... Tak szczerze, to dziewczyna dalej czuła się tak, jakby korzenie miesięcznika napierały na jej klatkę piersiową, niemal jak pnącza, które opierały się o ściany cieplarni, jakby chciały wydostać się na zewnątrz. Gdyby jeszcze choć mogła zdefiniować to dławiące uczucie w piersi, nazwać je po prostu zazdrością i iść dalej... Ale nie, to nie była zazdrość, a po prostu obsesyjna ambicja w dążeniu do celu; nie skupiała się aż tak bardzo na tym, czy Avelina jest od niej lepsza w eliksirach i zielarstwie, a raczej na tym, że to Lorraine jest w czymś gorsza, a to istotna różnica!!
Ale kto by wnikał w pokręcone meandry psychiki trzynastolatki, więcej - zdrowo pokręconej trzynastolatki!! Pocieszyła się natomiast myślą, że gdyby Avelina rzeczywiście chciała zdominować handel eliksirami w Hogwarcie musiałaby w tym celu wynająć jakiegoś geniusza marketingu, skoro sama nawet nie potrafi wydusić więcej niż dwóch słów. Życzyła jej, żeby połamała sobie wszystkie paznokcie, kiedy będzie przekopywać roślinki podczas następnych lekcji zielarstwa, skoro taka z niej bywalczyni cieplarni, o. Wpiła spojrzenie zimnych ocząt w Avelinę, jakby ta była jakąś paskudną stonką mandragorową, którą masz ochotę zgnieść obcasem.
- Skoro już tu jesteś, to przynajmniej zaopatrz się porządnie, żebyśmy nie wpadły na siebie więcej. Obok ciebie rośnie przywrotnik, dalej, weź cały krzak, proszę bardzo!! Akurat tobie przyda się gruby zapas, na produkcję eliksiru upiększającego. - Czy obrażanie czyjegoś wyglądu było dziecinne? Owszem, zwłaszcza że Avelinie Paxton niczego w tej materii nie brakowało... Z tymi jej czekoladowymi lokami i głębokimi oczętami, teraz skupionymi na pracy... Ale Lorraine jak już się nakręciła, nie potrafiła się powstrzymać. - Chyba, że wolisz kupić taki mojej produkcji. Twój przepis widać nie działa zbyt dobrze, łagodnie mówiąc. - dodała szybko, przesłodzonym tonem.