15.10.2023, 02:13 ✶
Atreusek, jak to go nazwał Borgin, ukłonił się dwornie, kiedy padło jego imię, żeby się z zebranym gronem należycie przywitać. Potem przeniósł spojrzenie na Staszka, przez moment się wyraźnie zastanawiając, a w końcu wzruszył ramionami.
- Nie wiem, założyłem że chciałby być obecny przy tej wiekopomnej chwili - bo czyż taka nie była? Gdyby Atreus używał w kalendarzu kolorowych mazaków, to pewnie 3 lipca już na zawsze zostałby objęty czerwonym kółkiem i mocno opijany każdego roku. Potem tylko nieznacznie zmrużył oczy, bo nie był pewien czy Borgin obraża tylko swojego brata, czy może jednak jego też przy okazji, ale ostatecznie stwierdził, że chyba go to aktualnie absolutnie nie obchodzi.
Atreus ubrał fartuch, kiedy Stanley zaczął im rozlewać porcje rudej, a potem ujął przypisaną sobie szklaneczkę w dłoń, z pełną uwagą przysłuchując się jego przemówieniu. Jak dla niego, to Borgin mógł dalej kontynuować w tym samym tonie i nawet by go za to nie wyśmiał.
- Zdrowie! - przytaknął, unosząc naczynie i uśmiechając się lekko zarówno do gospodarza, jak i do Victorii i Sauriela, a potem upił solidny łyk Ognistej. Czuł, jak przyjemne ciepło zaczęło rozlewać mu się po żołądku i z miejsca poczuł się tak jakoś lepiej i lżej. Odstawił szklaneczkę, spoglądając na Lestrange, kiedy postanowiła upewnić się co do stanu jego wiedzy.
- Nie jestem aż takim mistrzem sztuki ogórkowej jak oni. Moja rola to raczej wsparcie moralne. Tak było od początku - odparł beztrosko, zaczynając podwijać rękawy koszuli. - Ale zakładam, że musimy te ogórki umyć - uśmiechnął się lekko, bezwstydnie podchwytując dokładnie to, co sama powiedziała. Trochę wątpił w to, by Staszek był na tyle ogarnięty by samemu na to wpaść, albo raczej - zbyt upojony udanymi zbiorami i wiążącym się z nim tryumfem nad matką naturą. - Stachu, masz jakąś miednicę? - zapytał go natychmiastowo, spojrzeniem jednak czujnie obserwując Sauriela, który zaraz wrócił z kuchni, z wcześniej zabranym ogórkiem i... nożem?
- A ty co chcesz z tym zrobić? W dupę sobie włożyć?
- Nie wiem, założyłem że chciałby być obecny przy tej wiekopomnej chwili - bo czyż taka nie była? Gdyby Atreus używał w kalendarzu kolorowych mazaków, to pewnie 3 lipca już na zawsze zostałby objęty czerwonym kółkiem i mocno opijany każdego roku. Potem tylko nieznacznie zmrużył oczy, bo nie był pewien czy Borgin obraża tylko swojego brata, czy może jednak jego też przy okazji, ale ostatecznie stwierdził, że chyba go to aktualnie absolutnie nie obchodzi.
Atreus ubrał fartuch, kiedy Stanley zaczął im rozlewać porcje rudej, a potem ujął przypisaną sobie szklaneczkę w dłoń, z pełną uwagą przysłuchując się jego przemówieniu. Jak dla niego, to Borgin mógł dalej kontynuować w tym samym tonie i nawet by go za to nie wyśmiał.
- Zdrowie! - przytaknął, unosząc naczynie i uśmiechając się lekko zarówno do gospodarza, jak i do Victorii i Sauriela, a potem upił solidny łyk Ognistej. Czuł, jak przyjemne ciepło zaczęło rozlewać mu się po żołądku i z miejsca poczuł się tak jakoś lepiej i lżej. Odstawił szklaneczkę, spoglądając na Lestrange, kiedy postanowiła upewnić się co do stanu jego wiedzy.
- Nie jestem aż takim mistrzem sztuki ogórkowej jak oni. Moja rola to raczej wsparcie moralne. Tak było od początku - odparł beztrosko, zaczynając podwijać rękawy koszuli. - Ale zakładam, że musimy te ogórki umyć - uśmiechnął się lekko, bezwstydnie podchwytując dokładnie to, co sama powiedziała. Trochę wątpił w to, by Staszek był na tyle ogarnięty by samemu na to wpaść, albo raczej - zbyt upojony udanymi zbiorami i wiążącym się z nim tryumfem nad matką naturą. - Stachu, masz jakąś miednicę? - zapytał go natychmiastowo, spojrzeniem jednak czujnie obserwując Sauriela, który zaraz wrócił z kuchni, z wcześniej zabranym ogórkiem i... nożem?
- A ty co chcesz z tym zrobić? W dupę sobie włożyć?